Znak paschalny – miłość oddania i ofiary
Przeżywając tydzień wielkanocny, otwieramy serca na łaskę kanonizacji świętych pasterzy Kościoła: Jana XXIII i Jana Pawła II. Dar tych świętych przewodników w rozmaity sposób będzie służył nam przez lata i wieki, wskazując właściwe drogi pośród jakże zawiłych spraw ludzkiego życia. W sposób naturalny nasze serca kierują się szczególnie do osoby bł. Jana Pawła II i do Jego nauczania, które przez ponad dwadzieścia pięć lat ofiarował całemu światu, a które dociera do nas powoli, w miarę jak zagłębiamy się w szczegóły profetycznych przemyśleń Papieża z „dalekiego kraju”.
W panoramie różnych inicjatyw duszpasterskich troska o rodzinę i jej świętość wielokrotnie nazywana była przez Jana Pawła II dziedziną pierwszą i z różnych względów najważniejszą. Kierował oczy świata na źródło, z którego pochodzi zamysł Stwórcy, by mężczyzna i kobieta, złączeni nierozerwalnym węzłem małżeńskim, przejęli na siebie obowiązek gospodarza świata i obdarzyli ten świat pokoleniami dzieci Bożych i dzieci ludzkich. Odwieczne ojcostwo Boga stanowi niewyczerpane źródło każdego rodzicielstwa ludzkiego, oświeca umysł i umacnia serce, aby przyjąć pogłębioną motywację rodzenia dzieci. Życie, które jest darem Bożym, przez uczestnictwo w pełnym wymiarze Bożej miłości, staje się również darem człowieka, zabezpiecza hojność serca i ofiarne zaangażowanie w wychowanie młodego pokolenia.
Ukazując bliżej ten bosko-ludzki dar nazywa Jan Paweł II rodzenie człowieka „znakiem paschalnym”. Przygotowanie do misji rodzicielskiej zleca Kościołowi, który „pobudza i prowadzi rodzinę chrześcijańską do służby miłości, aby naśladowała i przeżywała tę samą miłość oddania i ofiary, którą Chrystus żył i dla całej ludzkości” (FC, 49).
Dlaczego znak paschalny? W Liście do Rodzin Ojciec Święty mówi, że idąc za słowami Ewangelii św. Jana, trzeba widzieć bóle rodzącej kobiety i trud macierzyństwa w tym świetle, jakie pada z Krzyża Chrystusa. To cierpienie prowadzi do zmartwychwstania, do tryumfu nad grzechem, objawia się w życiu ludzkim, zwłaszcza w życiu kobiety, doznaniem radości (List do Rodzin, 11). Godzina Chrystusowej śmierci została porównana do godziny rodzącej niewiasty. Natomiast narodzenie człowieka znajduje swój odpowiednik w zwycięstwie życia nad śmiercią, w zmartwychwstaniu Chrystusa.
W ukazaniu obrazu rodziny objawia się realizm wymaganego zaangażowania ofiary i oddania, które określa właściwe przymioty miłości i gwarantuje trwałość więzów rodzinnych. Otwarcie na cierpienie nazwał „Ewangelią cierpienia”, która pojawiła się w zaskakujący sposób w Jego życiu. Stało się to 13 maja 1981 roku i w następstwach chorób po zamachu. Gdy trwał Rok Rodziny, Jan Paweł II doznał złamania panewki biodrowej i trafił znów na kilka tygodni do kliniki, aż do końca życia cierpliwie znosił skutki tego złamania. Osobiście dokonał pewnego podsumowania tej lekcji, którą nazwał „wyższą Ewangelią cierpienia”. Po wyjściu z kliniki, 29 maja 1994 roku, w rozważaniu podczas modlitwy „Anioł Pański” połączył te dwa wydarzenia, wyjaśniając, dlaczego teraz, dlaczego w tym roku, Roku Rodziny, Papież został znów zaproszony do szczególnego daru cierpienia. Dlatego że rodzina jest zagrożona, jest przedmiotem ataków, Papież musi być przedmiotem ataków, musi cierpieć. Dlatego – mówił dalej – zrozumiałem, iż cierpienie jest po to, abym mógł dysponować argumentem wobec rodzin i możnych tego świata. Mam się z nimi znów spotykać i rozmawiać. Jakich mogę użyć argumentów? Pozostaje mi ten argument cierpienia.
Ta Boża konstytucja, na której oparł Stwórca przyszłość małżeństwa i rodziny, macierzyństwo w bólach i wielki trud zdobywania chleba, ta Boża konstytucja staje się równocześnie życiodajnym środowiskiem radosnego zaangażowania i przezwyciężania egoizmu. Pozwala powstać z każdego upadku i odbudować każdą więź nadwyrężoną.
Paschalny znak rodzenia, miłość oddania i ofiary, miłość, która jest wymagająca, to główne założenie, na którym można oprzeć budowę życia społecznego i zabezpieczyć szczęście przez pokój między narodami. Pokój jako dzieło ofiary przezwycięży drapieżność i cynizm relacji dyplomatycznych, pozbawionych norm moralnych.
Ks. bp Stanisław Stefanek TChr
