To był powrót Piotra do ziemi, z której wyszedł

Z Michaelem Hesemannem, niemieckim historykiem i pisarzem, m.in. autorem książek o Janie Pawle II, rozmawiają w Jerozolimie Maria Popielewicz i Sebastian Karczewski

Jakie były najważniejsze wymiary papieskiej wizyty w Ziemi Świętej?

– Najważniejsze było spotkanie z ludźmi, którzy tu żyją. Przygotowuję właśnie książkę o miejscach związanych z życiem Chrystusa i je przemierzam. Patrząc na pielgrzymkę Benedykta XVI do Ziemi Świętej, można powiedzieć, że był to powrót Piotra do ziemi, z której wyszedł. Piotr powrócił do domu! Piotr powrócił, by przejść śladami swojego Mistrza… To jest pierwsza płaszczyzna – duchowa.

Drugą płaszczyznę stanowi tło polityczne i historyczne. Tu najbardziej utkwiły mi w pamięci łzy w oczach niemieckiego Papieża w Instytucie Pamięci Yad Vashem. Pod względem zarówno historycznym, jak i politycznym był to najważniejszy punkt. Jego pontyfikat bowiem od początku naznaczony był cieniem rzuconym przez niemiecką historię. Ale on wszystko od samego początku robił tak, by ponad nią była przyjaźń oraz pojednanie katolików i żydów. Na tej drodze były trzy bardzo ważne wydarzenia. Po pierwsze, była to wizyta w synagodze w Kolonii. Drugie wydarzenie to modlitwa w obozie zagłady w Auschwitz. Tam pojawiła nawet tęcza, jak widoczny znak z niebios… I wreszcie trzecie wydarzenie to wizyta w Yad Vashem. Tu się nic wielkiego nie stało, ale tu Papież przypomniał o krwi ofiar… Bardzo podoba mi się to, że Benedykt XVI bazuje na tym, co rozpoczął Jan Paweł II. Można powiedzieć, że Benedykt XVI kroczy śladami Jana Pawła II. Niemiecki Papież kontynuuje dzieło Papieża Polaka. I nikt nie mógłby tego czynić tak prawdziwie, jak właśnie Papież z Niemiec.

Ta pielgrzymka była bardzo ważna, bo w ostatnim czasie mieliśmy parę nieporozumień, które trzeba było wyjaśnić. Dlatego dobrze się stało, że Benedykt XVI nie zrezygnował z tej pielgrzymki i przyjechał do Ziemi Świętej.

Ojciec Święty w każdym przemówieniu – w Jordanii, Palestynie i Izraelu – mówił o pokoju. Czy, Pana zdaniem, te słowa będą miały pozytywne skutki na tej ziemi?

– To jest bardzo trudne pytanie. Bardzo pragnęliśmy, by mieszkańcy Ziemi Świętej posłuchali Jana Pawła II, który takie samo przesłanie zostawił im w 2000 roku. Wtedy była wielka atmosfera ogromnej radości i wielkiej nadziei. Ale to wszystko zostało zniszczone wkrótce przez drugą intifadę… Teraz możemy tylko modlić się i mieć nadzieję, żeby ziarno rzucone w ziemię przez Benedykta XVI wydało plon. Pokój będzie dany tym, którzy tego pragną. Tak jak w Betlejem mówili aniołowie, tak przypomniał to Papież: „Pokój ludziom dobrej woli”. Żeby tu nastał pokój, potrzeba dużo dobrej woli ze wszystkich stron…

Papież przybył tutaj przede wszystkim do zamieszkujących tę ziemię katolików jako ich Najwyższy Pasterz. Jest to niewielka wspólnota, która ma jednak duże znaczenie. Wiemy, że w ostatnim czasie wielu jej członków opuściło Ziemię Świętą… Tych, którzy pozostali, Benedykt XVI zachęcał, by mieli odwagę tu zostać i pracować dla dobra wspólnego…

– Jest rzeczą bardzo ważną, by katolicy tutaj zostali. By ta 2000-letnia obecność trwała. Oni byli tu od początku. Pośród tych świętych miejsc katolicy muszą mieszkać, modlić się i być obecni. Bo gdy nie będzie tu ich modlitwy, grozi to tym, że te miejsca mogą stać się zwykłymi zabytkami, będącymi niczym więcej niż turystyczną atrakcją. Do tego nie można dopuścić! Tak samo jak wszystkie drzewa w ogrodzie, aby rosły i przynosiły owoce, muszą być zawsze podlewane i pielęgnowane, tak musi być przez nas pielęgnowana Jerozolima i cała Ziemia Święta. Problem w tym, że katolicy nierzadko są z tych miejsc wyrzucani. Dlatego trzeba więcej uwagi przywiązywać do niesienia pomocy obecnym tu katolikom. Solidarność! Najważniejsza jest solidarność katolików świata z katolikami żyjącymi na tej ziemi! Musimy ich wspierać, by oni chcieli tutaj zostać. By nie byli zmuszeni opuszczać tych ziem… Jan Paweł II pokazał przykład troski o chrześcijan w Ziemi Świętej, a Benedykt XVI to kontynuuje.

Dziękujemy za rozmowę.


drukuj