Umowa gazowa uzależni Polskę

Rządowe negocjacje z Rosją na temat zawarcia umowy na dostawy gazu aż do 2037 r. negatywnie oceniają posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Argumentują, że umowa ta doprowadzi do uzależnienia Polski od jednego dostawcy i kaprysów rosyjskiej polityki. Dziś kolejna tura rozmów w tej sprawie.

– Rząd PO – PSL chce uzależnić Polskę od jednego dostawcy – oceniła wczoraj w Sejmie poseł Aleksandra Natalli-Świat, wiceprzewodnicząca PiS. To komentarz do negocjacji z Gazpromem dotyczących dodatkowych dostaw gazu do Polski od 2010 r. w związku z wygaśnięciem kontraktu z rosyjsko-ukraińskim RosUkrEnergo (RUE), a także w celu przedłużenia istniejącego kontraktu do 2037 roku.
Obecnie sprowadzamy około 7 mld m sześc. gazu rocznie. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo niedawno poinformowało, że porozumiało się z Gazpromem w kwestii zwiększenia dostaw do 10,2 mld m sześc. i wydłużenia kontraktu. Umowę tę muszą jeszcze parafować rządy Polski i Federacji Rosyjskiej. W dzisiejszej turze negocjacji, która odbędzie się w Ministerstwie Gospodarki w Warszawie, polskiemu zespołowi przewodniczyć ma wiceminister gospodarki Joanna Strzelec-Łobodzińska, a stronie rosyjskiej – wiceminister energetyki Anatolij Borysowicz Janowski.
– Uzależnimy się od dostawcy nieukrywającego swoich intencji. W strategii z 2003 r. Federacja Rosyjska przyznała, że polityka energetyczna będzie wykorzystywana do realizacji polityki zagranicznej tego kraju – przypomniała Natalli-Świat. Podkreśliła, że aż 92 proc. importowanego przez nasz kraj gazu pochodzi z Rosji.
– Podpisanie umowy oznacza uzależnienie Polski na 28 lat. Dzisiaj Polska ma kontrakt jamalski do 2020 roku. Nie ma pilnej potrzeby w kategoriach czasowych, aby renegocjować ten kontrakt – tłumaczył z kolei Paweł Poncyljusz (PiS) z Komisji Gospodarki. Według niego, umowa oznacza, że Polska otrzyma więcej gazu, niż potrzebuje, a to może również zmarginalizować rolę terminalu LNG w Świnoujściu.


Paweł Tunia
drukuj