Gdańsk. Grudzień 1970. Źródło: IPN

Trwa miesiąc pamięci o ofiarach komunistycznego reżimu

Grudzień to miesiąc pamięci o ofiarach komunistycznego reżimu. W 1970 roku robotnicy wyszli na ulice Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga, protestując przeciw drastycznym podwyżkom cen żywności. Jedenaście lat później kopalnia „Wujek” stała się areną krwawej pacyfikacji.

12 grudnia 1970 roku komunistyczna władza ogłosiła drastyczną podwyżkę cen towarów – wzrosnąć miały ceny mięsa, mąki czy makaronu. To wywołało masowe protesty. Robotnicy wyszli na ulice Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga.

– Pamiętajmy o tym, że podwyżki, jakie zostały wprowadzone tuż przed świętami, były bolesnym ciosem dla wszystkich rodzin Polaków. Podwyżka została wprowadzona w weekend, tak żeby Polacy nie mogli wtedy protestować, natomiast już 14 grudnia, kiedy w Gdańsku pojawili się portowcy czy stoczniowcy, doszło do pierwszych protestów – przypomniał dr Daniel Czerwiński z gdańskiego oddziału IPN.

Protesty odbywały się jeszcze w kolejnych dniach – wskazał Andrzej Michałowski, świadek tamtych wydarzeń.

– Bitwy były, gaz i kamienie. Oni do nas strzelali potężnymi, długimi, mosiężnymi, pociskami z gazem łzawiącym. Straszną masakrę zrobili na dworcu gdańskim. Poprzebierani SB-cy i milicja po cywilnemu nałożyli nagle opaski i wśród nas się znalazło kilkudziesięciu – mieli takie kable wewnątrz z ołowiem, gumowe z jakimś tam. Bili nas strasznie, ludzie uciekali, pod wagony się chowali – powiedział Andrzej Michałowski.

Protestujący nie ustąpili, choć wiedzieli, że stoją w obliczu bezwzględnej siły. W odpowiedzi na wezwania do rozejścia się odśpiewali Mazurek Dąbrowskiego – wspominał Andrzej Gwiazda, świadek wydarzeń.

– Cały plac śpiewał hymn. Gdy odśpiewaliśmy pierwszą zwrotkę, która zakończyła się „hurra”, cywile ruszyli  na uzbrojonych policjantów, a tamci – rzucając tarcze, hełmy i prawdopodobnie broń – w panicznej ucieczce uciekali na dźwięk hymnu – zaakcentował Andrzej Gwiazda.

17 grudnia, w Czarny Czwartek, doszło do masakry w Gdyni. Wojsko i milicja otworzyły ogień do robotników idących do pracy. Grudzień 1970 roku pokazał bezwzględność reżimu, który wystąpił przeciwko obywatelom. Władze przez lata próbowały wymazać prawdę o tych wydarzeniach.

– Niestety w dniu dzisiejszym możemy to stwierdzić ze smutkiem i przerażeniem, te wszelkie scenariusze użycia siły i przemocy wobec narodu są możliwe, a możliwe są dlatego, że poprzednie zbrodnie w żaden sposób nie zostały ukarane – oznajmił Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”.

W poniedziałek – pod pomnikiem ofiar – odbyły się uroczystości rocznicowe zorganizowane przez gdański oddział „Solidarności”. W wydarzeniu udział wziął prezes Instytutu Pamięci Narodowej, dr Karol Nawrocki.

– Ci z Gdańska, z Gdyni, ze Szczecina i z Elbląga – 45 zamordowanych robotników, tysiące zranionych, tysiące złamanych żyć. Oni są naszymi bohaterami, drodzy Państwo – podsumował dr Karol Nawrocki.

Ten sam komunistyczny reżim ponownie pokazał swoje oblicze 11 lat później, 16 grudnia 1981 roku. W trakcie stanu wojennego teren kopalni „Wujek” otoczyły oddziały ZOMO i wojsko. O godzinie 12:30 oddziały ZOMO wyposażone w pistolety maszynowe otworzyły ogień. Zginęło dziewięciu górników [czytaj więcej].

TV Trwam News

drukuj