Święto radości i siły
Wypowiedź prof. Ryszarda Krasnodębskiego dla Radia Maryja.
Mamy jedną Polskę, ale jesteśmy bardzo podzieleni politycznie. Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Takie są realia. Odbywają się cztery marsze, nie ma tego dnia jedności, pewnie jej być nie może w tej sytuacji. Wszyscy wiemy, co od paru lat się dzieje w naszym kraju. To po części jest spór o Polskę, jaka ta Polska ma być. Są tacy wśród Polaków, albo mieszkańców naszego kraju, którzy niespecjalnie są do naszego kraju przywiązani, do suwerenności Polski.
Są tacy, którzy suwerenność bardzo różnie rozumieją. Jest to spór, który niestety jest zaogniany. W tamtym roku był jeden, wielki marsz, na którzy przyszli ludzie nastawieni patriotycznie o różnych poglądach. Ten patriotyzm ich połączył. Wielkiemu marszowi przeciwstawiała się grupa lewicowa, czy lewacka, a nawet bojówki, które prowokowały zamieszki. W tym roku, moim zdaniem, również Bronisław Komorowski przyczynił się do dalszego podziału organizując swój własny marsz zapraszając na niego różne organizacje. Słyszę, że niektóre z tych organizacji, np. grupy rekonstrukcyjne, pójdą ze względu na możliwe dotacje.
Chodziło o to, aby nie powtórzyła się taka sytuacja sprzed roku. Fakt, że był to marsz niezależny, powodował, iż ta władza czuła się zagrożona, czy niedowartościowana. Paradoks polega też na tym, że niektóre – te dwa – główne marsze, będą się odbywały prawie na tej samej trasie i będą też oddawały hołd tym samym osobom: Piłsudskiemu, Dmowskiemu, i innym zasłużonym dla polskiej niepodległości. Natomiast jest to działanie wpisujące się w te wszystkie akcje podjęte w ostatnim czasie, zmierzające do osłabienia siły protestu, podziału opozycji, zniechęcenia do niej ludzi. Dzieją się różne rzeczy, łącznie nawet ze zwolnieniami dziennikarzy. Pojawiły się nawet głosy mówiące o tym, że należałoby zamykać przedstawicieli opozycji. Słabością tej władzy był brak poparcia ludzi. Bardzo często bano się wyjść do ludzi, do obywateli.
Dzisiaj była podobno jakaś demonstracja w Brandenburgii przeciwko neofaszystom. Radio niemieckie podało, że przyjechała polska delegacja. Wczoraj ukazał się duży reportaż na temat zbliżającego się święta niepodległościowego i ostrzegano przed neofaszyzmem i skrajnym nacjonalizmem w Polsce. To oczywiście jest gra, która polega na tym, by ten niezależny marsz zdyskredytować, by zdyskredytować osoby występujące przeciwko rządowi. Można to osiągnąć opisując przeciwników obecnej władzy jako ludzi skrajnych, nawiązujących do jakiejś idei neofaszystowskich.
Oczywiście jest to kompletna fikcja, dezinformacja. Tak się też przedstawiało endecję. To wielkie uproszczenie. W Niemczech wszyscy wiedzą, że tutejsze ruchy lewicowe są bardzo radykalne, skłonne do przemocy. Niedawno na ten temat był bardzo obszerny artykuł, jak grupy skrajnie prawicowe przejmują taktyki tych grup lewicowych, tzw. czarny blok. Tutaj, w Niemczech zwalcza się bardzo mocno również lewicowe ekstremizmy. Nie było jednak słowa o tym, że w tamtym roku to właśnie bojówki lewackie z Niemiec prowokowały ludzi, napadały na grupy rekonstrukcyjne. Jest to stosowanie podwójnych standardów, do siebie i do nas.
Dzisiaj w Europie jest tak, że patriotyzm polski, węgierski, staje się niewygodny. Często przybrany w szaty retoryki europejskiej, ale staje się coraz mocniejszy. Francja, czy Anglia były zawsze bardzo patriotyczne, ale coraz mocniejsze są te uczucia narodowe w Niemczech. Jednocześnie, dla wygody, wszystkie te niewygodne nurty polityczne można potępić. Chciałem zwrócić uwagę na to, że jeszcze niedawno odbywały się demonstracje przeciwko Putinowi. Tam były hasła bardzo niepokojące, nacjonalistyczne, skrajne. Usiłuje się zbudować taką paralelę, analogię, czy pokazać, że w Polsce ta opozycja jest podobna do tamtych skrajnych, rosyjskich tendencji. Jest to niestety dezinformacja. To, że władze polskie nie występują przeciwko temu, jest w ich interesie. Wczoraj zatrzymano Węgrów przyjeżdżających do Polski, chcących wziąć udział w marszu niepodległości. Jednocześnie nic się nie robi, by ograniczyć przyjazd niebezpiecznych bojówek niemiecko-austriackich, lewackich. Rząd polski też się posługuje tym narzędziem.
Chciałem zaapelować do radiosłuchaczy, żeby się nie bać i nie dać się zastraszyć, bo to tylko strachy na lachy. Trzeba pójść na ten marsz, oczywiście pod hasłami wolności, demokracji, niepodległości, także i jedności Polaków. Powinniśmy też bardzo uważnie patrzeć, by nie pojawiły się takie hasła, które mogłyby zostać później wykorzystane przeciwko nam. Na pewno będą próby prowokacji, ale też nie należy rezygnować ze swojej krytyki. Wszystko w pewnej formie. Przede wszystkim jest to święto radości, powinno być świętem radości i siły. Myślę, że takie się stanie.
Jak byśmy się zastanowili nad tym, co się stało w tych ostatnich dniach, które były bardzo burzliwe, dowiedzieliśmy się, że polska prokuratura ponad dwa lata po katastrofie, zaczęła przeprowadzać badania wraku. W zasadzie one powinny być przeprowadzone natychmiast po tej katastrofie. Co więcej okazało się, i jest to potwierdzone przez samą tą prokuraturę, że odkryto tam tzw. cząstki wysokoenergetyczne. Zgodnie z tym z tym, co wiemy o tych urządzeniach, na 99% chodzi o materiały wybuchowe. Dowiedzieliśmy się też, że pan Prokurator Generalny pobiegł od razu z tą informacją do premiera, który był też co najmniej od dwóch tygodni o tym poinformowany. Nie poinformowano oczywiście rodzin, opinii publicznej. Prawdopodobnie pan Seremet zdradził tajemnicę śledztwa.
Później dowiedzieliśmy się, jak działa obieg prasowy, jak bardzo niezależna jest taka gazeta, jak Rzeczpospolita. W tym momencie, gdy opublikowała niewygodny dla władzy materiał, skończyło się zwolnieniami. Usłyszeliśmy też, że właściciel, który zgodził się na tą publikację pobiegł w środku nocy do rzecznika rządu. Rząd oczywiście rozegrał to propagandowo wyczekując na reakcję PiSu, aby potem skierować całą energię negatywną przeciwko opozycji. Pan premier nie wypowiedział się w sprawie merytorycznej. Wypowiedział się że w gruncie rzeczy w jednym państwie nie można żyć z szefem opozycji. Pan redaktor Wróblewski w swoim oświadczeniu video mówił o tym, że robił pewne analogie do afery Clintona i Nixona. Można się zapytać tylko, dlaczego rząd polski, pan premier, zachowują się analogicznie do afery Monikagate, czy Watergate. Odkryto, że badano to z opóźnieniem, że prasa w Polsce podlega ścisłej kontroli politycznej. Powinno to zaalarmować opinię publiczną, bo chodzi też oczywiście o podstawowe instytucje i sposób działania demokracji. Zamiast tego oburzenia mamy zwrócenie fali nienawiści przeciwko dziennikarzowi, który to napisał, opozycji, i rodzinom smoleńskim. Mnożą się głosy o tym, żeby zamykać, zwalniać. Jest to w najwyższym stopniu niepokojące, ale też pokazuje, jak łatwo da się tą opinią publiczną manipulować.
Polska demokracja jest na równi pochyłej, a władza jest po prostu bezwzględna. Tak się polski premier nie powinien zachowywać. Wiemy, że wcześniej odbyła się konferencja naukowców, dowiedzieliśmy się o zamianie ciał, w tym ciała prezydenta Kaczorowskiego i Anny Walentynowicz. Świadczy to o całkowitym bałaganie, braku odpowiedzialności.
Wypowiedź prof. Ryszarda Krasnodębskiego.
RIRM
