fot. Mateusz Marek/Nasz Dziennik

„Ponton” truje

Rodzice, dzieci i nauczyciele skarżą się na treści przekazywane w szkołach przez Grupę „Ponton”.

Mimo że zajęcia z wychowania do życia w rodzinie powinny być prowadzone przez nauczycieli z odpowiednimi kwalifikacjami i wieloletnim stażem oraz doświadczeniem, „Ponton” wysyła na nie młodych „wolontariuszy”, którzy odbyli „odpowiednie przeszkolenie”.

Rodzice bardzo często nie są świadomi, że powinny odbywać się odpowiednie spotkania z ewentualnymi edukatorami. Żeby zobaczyć, jaki obraz człowieka i jego płciowości prezentuje Grupa „Ponton”, wystarczy przyjrzeć się ich stronie internetowej. To, co tam można znaleźć, jednoznacznie pokazuje, jak mogą wyglądać zajęcia prowadzone przez jej wolontariuszy.

Jest np. forum, na którym nastolatki mogą zwierzać się ze swoich problemów seksualnych, a edukatorzy chętnie je omówią. Sprytnym chwytem jest znajdujące się przy każdej odpowiedzi dopowiedzenie, że odpowiadające „edukatorki” nie są lekarzami, zatem odpowiedzi nie mają charakteru wiążącego. Nie do końca wiadomo również, na czym polegają ich kwalifikacje i na jakiej podstawie są one wpuszczane do szkół.

W odpowiedziach czytamy np., że 15-letnie dziewczyny mają swoich partnerów seksualnych, a przed rozpoczęciem współżycia każda nastolatka powinna odwiedzić ginekologa i poprosić o pigułki. Treści są jeszcze gorsze i jeszcze bardziej wulgarne – w takim stopniu, że nie sposób ich nawet przytoczyć.

Dla potwierdzenia swoich absurdalnych postulatów o liberalizację w zakresie seksedukacji przedstawiciele tej organizacji zamieścili na swojej stronie internetowej również raport, z którego rzekomo ma wynikać, że większość nastolatków nie otrzymała wyczerpującej wiedzy na temat seksualności ani w domu, ani w szkole.

Komentarz do wyników badań zamieszczony w tym raporcie jest tendencyjny. „Rodzice jeśli już rozmawiają ze swoimi dorastającymi dziećmi, najczęściej przekazują im informacje wyłącznie na poziomie podstawowym. Niejednokrotnie prawią moralizatorskie kazania, zamiast przekazywać rzetelną wiedzę lub wręcz przekazują informacje nieprawdziwe lub w niewłaściwej formie”. Oto cytat z raportu opartego na anonimowych relacjach nastolatków, którymi dzielili się w internecie.

„Nasz Dziennik” zwrócił się do Ministerstwa Edukacji Narodowej z pytaniem, czy działalność w placówkach oświatowych grup takich jak „Ponton” jest uprawniona i zgodna z podstawą programową. Nie otrzymaliśmy wyczerpującej i jednoznacznej odpowiedzi. Resort uchyla się od oceny tego typu organizacji, zrzucając odpowiedzialność na szkołę.

MEN zamyka oczy

– Za dopuszczenie do użytku w szkole zaproponowanego przez nauczyciela programu nauczania, w tym również uwzględnienie w tym programie pełnego zakresu celów i treści nauczania określonych w podstawie programowej, odpowiada dyrektor szkoły oraz rada pedagogiczna. Dyrektor szkoły jest również odpowiedzialny za uwzględnienie w szkolnym zestawie programów nauczania całości podstawy programowej ustalonej dla danego etapu edukacyjnego – informuje rzecznik.

Dodaje, że uczestnictwo w zajęciach wychowania do życia w rodzinie zależy od indywidualnych decyzji i rodzice lub pełnoletni uczeń mają prawo do rezygnacji z udziału w zajęciach, składając pisemny wniosek dyrektorowi szkoły.

W przypadku przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie przepisy prawa oświatowego wymagają dodatkowo, aby w każdym roku szkolnym przed przystąpieniem do realizacji zajęć nauczyciel prowadzący zajęcia wraz z wychowawcą klasy przeprowadził co najmniej jedno spotkanie informacyjne z rodzicami uczniów.

Z informacji otrzymanych w ministerstwie wynika, że nauczyciel jest zobowiązany przedstawić pełną informację o celach i treściach realizowanego programu nauczania, podręcznikach szkolnych oraz środkach dydaktycznych. Za przeprowadzenie spotkań odpowiedzialny jest dyrektor szkoły.

Nauczyciele mają prawo do swobody w wyborze metod i programów nauczania oraz materiałów dydaktycznych (podręczników), co wynika z autonomii szkół i autonomii zawodowej nauczycieli zagwarantowanej w ustawie o systemie oświaty. Wiąże się z tym szczególna odpowiedzialność nauczycieli za dobór programów i podręczników dopasowanych do potrzeb i możliwości dzieci i młodzieży. Jedynym obowiązującym ich dokumentem jest podstawa programowa – informuje resort.

Czy wobec tego, jeśli konkretna organizacja realizuje treści niezgodne z programem, może prowadzić zajęcia? Ministerstwo odpowiada pokrętnie, że resort nie zatwierdza projektów, w ramach których szkoły podejmują współpracę z różnymi instytucjami. Poza tym, jak usłyszeliśmy w biurze prasowym MEN, prawo oświatowe gwarantuje rodzicom wpływ na politykę oświatową, zatem – jeśli mają oni jakieś zastrzeżenia – to mogą je zgłosić do odpowiednich organów.

– Jeśli współżycie z dzieckiem poniżej 15. roku życia jest przestępstwem, to czy nie jest nim również namawianie do współżycia dzieci między sobą? Poza tym, czy głoszenie skrajnie zideologizowanych treści jest zgodne z podstawą programową? Takie przecież są treści przekazywane przez organizacje typu „Ponton”, oparte na niebezpiecznej i destrukcyjnej dla ludzkiej godności ideologii – alarmuje Ewa Kowalewska, dyrektor Human Life International Polska.

W jej przekonaniu, działalność takich grup jest nieuprawniona, ponieważ realizuje treści, z którymi nie zgadza się większość rodziców i dzieci.

Paulina Gajkowska

drukuj