Niemcy nie chcą przekazać Patriotów Ukrainie
Berlin odrzucił polską propozycję, by przekazać rakiety Patriot Ukrainie. Rząd w Warszawie podnosi, że tylko rozmieszczenie sprzętu za wschodnią granicą pozwoli skutecznie chronić nasze terytorium. To stanowisko podzielił prezydent Andrzej Duda. Zastrzegł jednak, że jeśli Niemcy podtrzymają swój sprzeciw, przyjmiemy Patrioty w kraju.
Niemcy wyszły z inicjatywą wzmocnienia polskiej obrony powietrznej po tragedii, do jakiej doszło w Przewodowie. Elementem tego planu było przekazanie baterii Patriot. Rząd wstępnie przyjął propozycję z Berlina, ale równie szybko zmienił w tej sprawie zdanie.
„Zwróciłem się do strony niemieckiej, aby proponowane Polsce baterie Patriot zostały przekazane na Ukrainę i rozstawione przy zachodniej granicy” – napisał na Twitterze wicepremier, minister obrony narodowej, Mariusz Błaszczak.
https://twitter.com/mblaszczak/status/1595492849201647619
Odpowiedź z Niemiec przyszła w czwartek, a minister obrony tego kraju mówiła, że Patrioty są częścią obrony powietrznej NATO.
– Oznacza to, że mają być rozmieszczone na terytorium NATO. Jakiekolwiek użycie poza terytorium Sojuszu wymagałoby uprzednich rozmów z NATO i sojusznikami – zaznaczyła Christine Lambrecht, minister obrony Niemiec.
W tej dyskusji na linii Warszawa–Berlin zaczęły pojawiać się pytania o to, jakie stanowisko zajmuje prezydent Andrzej Duda i czy też jest zwolennikiem przekazania Patriotów na Ukrainę. Wcześniej z jego ust padły słowa, że rakiety powinny być rozmieszczone jak najbliżej granicy, by chronić ten obszar przed powtórką z Przewodowa. Między rządem a Pałacem Prezydenckim toczyły się rozmowy. Po stronie opozycji padły tymczasem oskarżenia o igranie z bezpieczeństwem kraju. Donald Tusk nawoływał do zmiany władzy w trakcie partyjnego kongresu dotyczącego klimatu.
– Żeby nie było więcej w Polsce takiego kogoś, kto mówi: „Niemiecka pomoc, jeśli chodzi o Patrioty i rakiety, które mają nas chronić przed ewentualnym rosyjskim atakiem. Nie, to jest zachodnie, to jest niemieckie, to jest absolutnie nie do przyjęcia” – mówił lider Platformy Obywatelskiej.
To jednak wcale nie ideologia i igranie z bezpieczeństwem stało za polską propozycją. W piątek o jej szczegółach mówił wicepremier Mariusz Błaszczak, sięgając po argumenty wojskowe. Wyjaśnił, że rozmieszczenie Patriotów na zachodniej Ukrainie to większe bezpieczeństwo Polski. Strącenie jakiejkolwiek rakiety po drugiej stronie granicy przez nasze wojsko byłoby odebrane jako przystąpienie do wojny, a gdy taka rakieta znajdzie się na naszym terytorium, czas reakcji będzie bardzo ograniczony, więc obecność Patriotów wcale nie uchroniłaby nas przed powtórką z Przewodowa.
– Ta rakieta przeleciała przez terytorium polskie w przeciągu kilku, kilkunastu sekund. To nie jest wystarczający czas, by ją skutecznie strącić – wskazał szef MON.
Wicepremier Mariusz Błaszczak, który przebywał w piątek z wizytą w Płocicznie koło Suwałk, mówił, że dyskusja o dostarczeniu Ukrainie Patriotów nie jest niczym nowym, a rozmieszczenie baterii po drugiej stronie granicy zapobiegnie także dramatom ludności cywilnej, która może zostać pozbawiona prądu. Blackout stanowi bowiem realne zagrożenie.
– W konsekwencji, z uwagi na zimę, wywoła kolejną falę uchodźców – zaznaczył Mariusz Błaszczak.
Pojawiały się pytania, co na to Pałac Prezydencki. Słowa prezydenckiego ministra Pawła Szrota z piątku rano zostawiły pole do spekulacji.
– Dla pana prezydenta, jako strażnika polskich obywateli, jest w tym momencie najważniejsze bezpieczeństwo Polaków i terytorium Polski – powiedział minister na antenie Polskiego Radia.
Nie jest to jednak odpowiedź na pytanie, gdzie Patrioty będą lepiej służyły bezpieczeństwu Polski. Kiedy media doszukiwały się spięcia, Andrzej Duda podzielił argumenty wicepremiera Mariusza Błaszczaka i dodał, że wojskowa diagnoza jest jednoznaczna.
– Byłoby najlepiej, także dla ochrony polskiego terytorium, gdyby te rakiety znajdowały się w pewnej odległości od polskiej granicy, na terytorium Ukrainy – wskazał prezydent.
Jednak ich umiejscowienie zależy od Niemiec. To też znalazło się w stanowisku prezydenta, które później postanowił doprecyzować na Twitterze.
„Jeśli Niemcy nie zgodzą się na wyjazd baterii na Ukrainę, to trzeba tę ochronę przyjąć u nas” – napisał Andrzej Duda.
Z wielu punktów widzenia byłoby dobrze gdyby baterie patriot stały w pewnej odlegości od polskiej granicy, bo wówczas chroniłyby terytorium Polski, naszych obywateli i część Ukrainy ale jeśli Niemcy nie zgodzą się na wyjazd baterii na Ukrainę, to trzeba tę ochronę przyjąć u nas.
— Andrzej Duda (@AndrzejDuda) November 25, 2022
Niemcy uważają, że potrzeba rozmów w NATO. Dlatego w piątek pytania o Patrioty usłyszał sekretarz generalny Sojuszu, Jens Stoltenberg. Nie było jednoznacznej odpowiedzi. Być może temat zostanie podjęty na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych państw NATO.
– Konkretne decyzje dotyczące konkretnych zdolności przeciwlotniczych należą do kompetencji narodowych – podkreślił Jens Stoltenberg.
Wcześniej Ukraina otrzymywała już sprzęt od zagranicznych partnerów. Korzysta ona m.in. z rakiet HIMARS. Dlatego po stronie polskiej odrzucony został argument, że Patrioty to zbyt nowoczesny sprzęt dla Kijowa.
– Patrioty niemieckie to jest stara wersja, to jest wersja z lat 80., a więc nie można powiedzieć, żeby była zaawansowana technologicznie – zaznaczył Mariusz Błaszczak.
Szef MON wytknął też politykom opozycji, że w czasach swoich rządów nie kupili Patriotów. Zrobił to obecny rząd. Dwie baterie, czyli 16 wyrzutni, zostały już zakupione i wchodzą na wyposażenie polskiego wojska; dwie kolejne należą do Amerykanów. Są rozmieszczone m.in. w Rzeszowie, by skuteczniej chronić wschodnią flankę.
TV Trwam News



