Naturalne metody planowania rodziny a antykoncepcja


Wprawdzie nie należy spierać się o same słowa, ale jednak trzeba cierpliwie walczyć o zachowanie ich właściwych znaczeń, aby nie utrudniać sobie rozumienia rzeczywistości. Nagminnie dzisiaj nadużywa się między innymi słowa „antykoncepcja”, próbując oznaczyć nim istotnie odmienne rodzaje ludzkiego działania. Oprócz aktywnego wyłączenia możliwości prokreacyjnej sfery seksualnej – zwanego niekiedy antykoncepcją sztuczną – mianem antykoncepcji (naturalnej) określa się tzw. naturalną metodę planowania rodziny (NPR). Utożsamia się tu zatem antykoncepcję z każdym działaniem, które w konsekwencji nie doprowadza do zaistnienia poczęcia. Na gruncie tego założenia słynny Bertrand Russell zarzucał Kościołowi katolickiemu niekonsekwencję w nauczaniu. Jeśli bowiem negatywnie ocenia się antykoncepcję, to jakoby należałoby negatywnie ocenić także celibat, również wykluczający możliwość poczęcia. Zaskakuje nade wszystko to, że słynny logik i matematyk zdaje się nie zauważać, iż w konsekwencji tych założeń należałoby określać mianem antykoncepcji każde działanie nieskutkujące prokreacyjnie, a zatem np. uczenie się, jechanie samochodem czy pisanie na komputerze, zamiast prokreującego współżycia seksualnego. Lepiej jednak nie rozszerzać do granic absurdu zakresu używanych słów, ale posługiwać się nimi w znaczeniach pozwalających precyzyjnie odróżnić sprawy istotnie różne.

A może jednak nie ma takiej istotnej różnicy pomiędzy postępowaniem antykoncepcyjnym a naturalnymi metodami planowania rodziny? Na czym ta różnica miałaby polegać?

Aspekt techniczny a aspekt etyczny

Łatwo zrozumieć, dlaczego akurat zwolennicy antykoncepcji upierają się przy mówieniu o „naturalnej antykoncepcji” jako jednym z rodzajów antykoncepcji. Zgoda na taki podział musi bowiem prowadzić do takiej samej oceny moralnej obydwu sposobów postępowania. Ale niekiedy nawet niektórzy propagatorzy i obrońcy naturalnych metod nie ułatwiają rozumienia ich istotnej różnicy wobec antykoncepcji, kładąc akcent nade wszystko na techniczną stronę zagadnienia, czyli diagnostykę okresu płodnego i niepłodnego w kobiecym cyklu. Oprócz tego niekiedy zwolennicy NPR przekonują o swoich racjach, eksponując ekologiczne, finansowe i „rekreacyjne” walory tych metod w porównaniu do metod antykoncepcyjnych, szkodliwych dla zdrowia, kosztownych, nieestetycznych oraz wprowadzających znużenie zawsze „dostępnym” małżonkiem. Zakłada się w tym sposobie argumentacji, że ten sam jest cel obydwu sposobów działania. Odróżniwszy „cel podmiotowy” (cel działającego) i „cel przedmiotowy” (cel działania), zapytać się należy, czy rzeczywiście antykoncepcyjne postępowanie i NPR mają ten sam cel przedmiotowy (do tego samego celu zmierzają ze swojej istoty), czy też ten cel musi być różny?
Nawet gdyby te cele były identyczne, to pamiętać należy, iż dobre cele należy realizować także w dobry sposób. Cóż z tego, że ojciec rodziny realizuje wzniosły cel utrzymania swojej rodziny, skoro przynosi pieniądze z banku, do którego wcześniej się włamał i jeszcze zabił strażnika? Oprócz pytania o skuteczność jakiegoś środka dla osiągnięcia zamierzonego celu trzeba każdorazowo pytać się o moralną wartość tego środka (jego zgodność z człowieczeństwem człowieka) oraz o moralną wartość celu działania.
Czy jednak postępowanie antykoncepcyjne może ze swojej istoty mieć to samo ukierunkowanie – ten sam cel działania – co stosowanie NPR?

Komunikacja ciałem

W dziejach filozofii wielokrotnie zwracano uwagę na to, że akt płciowy stanowi pozawerbalną formę komunikacji międzyosobowej, którą Jan Paweł II określił jako posługującą się „językiem ciała”. Nie z innego powodu małżonkowie niekiedy zrzucają ubranie – powinni zrzucić ubranie – jak tylko dlatego, że w inny sposób nie mogą zakomunikować swojego maksymalnego, „granicznego” zaangażowania. W roli jego znaku nie wystarcza samo np. podanie dłoni, smacznego obiadu czy wymiana życzliwych uśmiechów. Jako istoty cielesno-duchowe przekazujemy innym swoje treści duchowe tylko za pośrednictwem znaków materialnych. Tak też jest z miłością erotyczną, którą także wyrażamy wyłącznie w ten sposób, czyli przy pomocy pięknych i wymownych kwiatów, uśmiechów, a kiedy już podejmie się decyzję oddania siebie tej konkretnej drugiej osobie, można to wyrazić tylko przy pomocy szczególnego działania, które z tego powodu nazywamy aktem małżeńskim. Widać, że dopiero on wyraża specyfikę miłości małżeńskiej.

Możliwość prokreacyjna jako istotny element osoby ludzkiej

Cały ten proces komunikacji całkowitego daru z siebie – każdy bowiem dar jest „całkowity”, bo dając coś komuś, dajemy to coś w całości – poprzez akt płciowy ulega zakłóceniu czy wręcz staje się niemożliwy na gruncie zastosowania antykoncepcji. Wyłączając z tego znaku daru z siebie dla drugiej osoby immanentny mu, obiektywny element prokreacyjny – możliwość prokreacyjną należącą do istoty osoby ludzkiej – komunikuje się współmałżonkowi niecałkowite danie siebie i niecałkowite jego przyjęcie, ale naprawdę komunikuje się dystans wobec niego i to za pomocą aktu mającego w swojej istocie komunikację miłości. „Chcę ciebie, ale bez twojej mocy rodzicielskiej” – taka jest obiektywna zawartość komunikatu zawartego w postępowaniu antykoncepcyjnym, będącym z tego powodu kłamstwem, bo „mową” niezgodną ze swoim przekonaniem. Chociaż z rozmaitymi kłamstwami nieraz wygodnie jest żyć i wcale nie pragniemy ich demaskacji, to jednak żadne kłamstwo nie rozwija istoty rozumnej i jej relacji z innymi osobami. Przy pomocy aktu płciowego przetworzonego antykoncepcyjnie – pozbawionego możliwości prokreacyjnej – nie komunikuje się drugiej osobie swojego daru dla drugiej osoby, ale można komunikować jej o swojej wobec niej konsumpcyjnej postawie.
Natomiast NPR ze swojej istoty jest pozbawione tego elementu kłamstwa. Rezygnacja z aktu małżeńskiego z uzasadnionych i poważnych powodów nie oznacza jakiegoś małżeńskiego „milczenia”, ale przeciwnie – mówienie swoimi ciałami o wzajemnym obdarowaniu sobą. Dokładnie z tego powodu małżonkowie tego aktu nie podejmują: nie oznaczałby on obdarowania, czyli najpierw życzliwości, bo narażałby np. na chorobę w związku z przedwczesną ciążą. Przy pomocy „języka ciała” komunikuje się współmałżonkowi życzliwość wobec niego. Oprócz tego – odrzucając jakąś formę manipulacji antykoncepcyjnej – informuje się drugą osobę o respektowaniu jej całej, włącznie z uszanowaną w tym wypadku jej możliwością prokreacyjną.

Stosunek do rozumności człowieka

Koniec końców małżonkowie informują w ten sposób siebie wzajemnie o uszanowaniu swojej ludzkiej rozumności, która polega na możliwości odczytania obiektywnej prawdy i byciu stróżem tej poznanej prawdy. To tylko rozum skrępowany jakąś słabością nie dostrzega w sferze seksualnej możliwości prokreacyjnej, dzięki której wkracza w istnienie każda osoba ludzka. Aż osoba ludzka!
Natomiast praktyki antykoncepcyjne nie respektują tej kondycji człowieka jako istoty rozumnej, zdolnej zatem do odczytania obiektywnej prawdy na temat sensu sfery seksualnej. Do tej obiektywnej prawdy należy prokreacyjna możliwość tej sfery, czyli możliwość powołania do istnienia jedynej i niepowtarzalnej ludzkiej osoby, własnego dziecka. Jeśli w praktykach antykoncepcyjnych ta obiektywna możliwość nie jest respektowana – ale jest aktywnie wykluczana – to NPR tego elementu nie zawiera. Małżonkowie idą do kina, na spacer lub spać, zamiast aktu małżeńskiego i ewentualnej nim manipulacji antykoncepcyjnej.

Stosunek do wolności

Drugim istotnym elementem osoby ludzkiej jest jej wolność, czyli – w języku Karola Wojtyły – zdolność „samostanowienia”, zdolność kierowania swoim działaniem, a zarazem kierowania sobą. Jeśli miłość małżeńska nie ma zejść na jakiś poniżejosobowy poziom, to musi zawierać ową wolność. Akt małżeński, komunikując miłość jako dar z siebie, ma tym samym komunikować własną wolność i komunikować respektowanie wolności współmałżonka. Takiej komunikacji odnośnie do wolności – i rozwoju tej wolności – nie może być w akcie antykoncepcyjnym. Powodem jego podjęcia nie może być przecież nic innego, tylko ulegnięcie jakiemuś własnemu „chce mi się” czy poddanie się temu chceniu, a nie kierowanie nim. Jakże tu mówić o „samostanowieniu”? Przecież nie sam podmiot stanowi tutaj o sobie, ale stanowi o nim jakaś przeżywana własna chęć.
Rezygnacja z poważnych powodów z aktu małżeńskiego nie przestaje mówić o własnej wolności, a przeciwnie, właśnie komunikuje współmałżonkowi własną możliwość stanowienia o sobie. Jeśli jednak ludzka wolność podlega rozwojowi, a nie jest czymś „gotowym”, to praktyka NPR oznacza ćwiczenie się we własnej wolności. Rozwija ją bowiem nie co innego, ale tylko dokonywanie czynów wolnych.

Stosunek do cnoty czystości

Ta skrótowa analiza pokazuje zatem całą przepaść pomiędzy postępowaniem antykoncepcyjnym a naturalnymi metodami planowania rodziny. Jeśli ta ostatnia droga służy rozwojowi człowieka jako istoty rozumnej, wolnej i „komunijnej” (otwartej na drugą osobę), to postępowanie antykoncepcyjne drogę tę zamyka. Przedmiotowym celem tych ostatnich praktyk może być zatem tylko rozwój tej wady moralnej, którą Arystoteles nazywał rozwiązłością, usprawniającą do życia poniżej tego, kim obiektywnie jest osoba ludzka. Natomiast koniec końców przedmiotowym celem NPR jest rozwój tej pozytywnej sprawności moralnej, którą określamy jako czystość, czyli jeden z dwóch gatunków cnoty kardynalnej umiarkowania. Owo umiarkowanie umożliwia nie tylko zachowanie poziomu i rozwój naszego człowieczeństwa, ale jest również warunkiem koniecznym miłości osoby. Aby siebie dać (co stanowi istotę miłości małżeńskiej), trzeba siebie posiadać i nad sobą panować, co w dziedzinie seksualnej jest zadaniem czystości. Oto dopiero pełny sens naturalnych metod, czyli sposobu postępowania, który respektuje ludzką naturę, czyli istotę osoby ludzkiej! Nie należy ich zatem nazywać metodami antykoncepcyjnymi. Można oczywiście żywić intencję antykoncepcyjną, stosując diagnostykę kobiecej płodności, na co zwracał uwagę Karol Wojtyła już w „Miłości i odpowiedzialności” (ale także w katechezach „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”). Nie jest zatem tak, że każde praktykowanie NPR już automatycznie wyklucza niemiłosną postawę. Tak samo nie każde milczenie seksualne komunikuje życzliwość i dar z siebie dla współmałżonka, ale może komunikować własny egoizm. Poziom dzietności katolickich małżonków, podobno stosujących NPR, zdaje się przemawiać za tym, że klasyczne pojęcie obowiązku małżeńskiego – za ciężkie wykroczenie małżeńskie uznawano w całej tradycji katolickiej odmowę współżycia małżeńskiego bez poważnych powodów (por. J. Woroniecki, „Katolicka etyka wychowawcza”) – zostało wyparte przez „zasadę demokracji”, czyli decyzje według chęci obojga, a co w praktyce musi oznaczać jakiś dyktat strony „silniejszej” w małżeństwie (np. bezwzględniejszej), z posłużeniem się NPR. Jeśli metoda ta ma pozostać sobą – czyli być drogą czystości małżeńskiej – to nie może przekreślać ofiarności konstytuującej miłość.


Marek Czachorowski
drukuj