Narastające napięcie na linii Stany Zjednoczone–Iran: brak porozumienia w Genewie, wzmocnienie sił USA na Bliskim Wschodzie i rosnące widmo militarnej konfrontacji
Rośnie prawdopodobieństwo amerykańskiego ataku na Iran. Waszyngton wzmacnia obecność wojskową w regionie i wycofuje część własnego personelu z Bliskiego Wschodu.
Bez przełomu zakończyły się rozmowy między USA a Iranem w Genewie. Delegacjom obu państw nie udało się wypracować porozumienia, które oddalałoby widmo ataku militarnego. Według amerykańskich mediów, ryzyko wybuchu nowego konfliktu może być szacowane w administracji prezydenta Donalda Trumpa nawet na 90 proc. Waszyngton chce oddalić groźbę posiadania przez Iran broni jądrowej.
– Istnieje wiele powodów i argumentów przemawiających za atakiem na Iran. Iran postąpiłby bardzo mądrze, gdyby zawarł porozumienie z prezydentem Donaldem Trumpem i z tą administracją – wskazała Karoline Leavitt rzecznik, Białego Domu
Teheran odrzuca amerykańskie oskarżenia.
– W żadnym wypadku nie dążymy do uzyskania broni jądrowej – stwierdził Masoud Pezeshkian, prezydent Iranu.
Słowa wiceprezydenta J. D. Vance’a wskazują, że wszystkie opcje są na stole.
– Myślę, że prezydent ma wiele możliwości. Mamy bardzo silne wojsko. Prezydent pokazał, że jest gotowy je wykorzystać. Ma również znakomity zespół dyplomatyczny. On również pokazał, że jest gotowy je wykorzystać – akcentował J.D. Vance.
Z medialnych doniesień wynika, że Stany Zjednoczone wysłały na Bliski Wschód kolejną, największą do tej pory, flotę samolotów, które są niezbędne do prowadzenia długotrwałych działań w regionie. Doliczono się m.in. kilkunastu myśliwców F-22 Raptor i 36 samolotów F-16. Stacja CBS News podała, że Pentagon przenosi z Bliskiego Wschodu do Europy i USA część własnego personelu. To może wskazywać na możliwość ataku, ale nie przesądza, czy do niego dojdzie.
TV Trwam News



