Na niemieckiego wydawcę i duński browar

Niemiecka spółka Axel Springer Polska, wydawca gazety „Dziennik” i brukowca „Fakt”, dostała od Ministerstwa Rozwoju Regionalnego na rozwój „kapitału ludzkiego” ponad 3,4 mln złotych. Na liście beneficjentów Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki zatwierdzonej przez szefową resortu Elżbietę Bieńkowską znalazły się banki, a nawet supermarkety. Z hojności resortu skorzystał też duński browar Carlsberg. Konia z rzędem temu, kto w segmencie dotacji Innowacyjna Gospodarka znajdzie choć jeden projekt z zakresu nowych technologii. Jest za to „innowacyjna” maszyna do ciastek i równie „innowacyjny” projekt: zakup wycieczki przez internet.

Na liście beneficjentów Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki na lata 2007-2013 znalazło się ok. 8,6 tys. zadań, na które zakontraktowano ponad 8,2 mld złotych. Naszą uwagę zwróciło zadanie 2.1 Rozwój kadr nowoczesnej gospodarki. Tu wśród przyjętych wniosków znajdziemy kilka banków, które na rozwój zawodowy swoich kadr otrzymały niemałe sumy. I tak uznanie MRR zyskał m.in. Euro Bank SA i jego zadanie „Dynamiczny rozwój zawodowy młodych ludzi wchodzących na rynek pracy, poprzez stały wzrost kompetencji w celu osiągnięcia najszybszej obsługi klienta z zachowaniem najwyższych standardów jakości” warte ponad 4,6 mln złotych. Jeszcze wyższe dofinansowanie na podobny cel (wartość projektu 5,4 mln zł) przyznano Fortis Bank Polska SA. Na liście znalazł się także Bank Spółdzielczy we Wschowej z projektem za ponad 2,2 mln złotych. Oprócz banków na wsparcie mogli liczyć także Carlsberg Polska (kompleksowy program wzmocnienia potencjału adaptacyjnego oraz konkurencyjności Grupy), które zgłosiło projekt wart ponad 7,6 mln zł, czy Carrefour Polska, który na program rozwoju swoich kadr zaplanował prawie 4,2 mln złotych. Dofinansowanie otrzymały także „Biedronki”. Na naukę zasad systemu HACCAP ich właściciel Jeronimo Martins Dystrybucja SA potrzebował 1,8 mln zł, a dodatkowo kierowników sklepów przeszkoli spółka Nowe Motywacje – projekt wart jest prawie 2,5 mln złotych. Szkoleni będą też pracownicy BZWBK (projekt za ponad 2,6 mln zł), BRE Banku (ponad 2,4 mln zł) czy Scania Polska (dwa projekty za blisko 5,7 mln zł). Na szkolenia mogą też liczyć kadry Poczty Polskiej (projekt za prawie 5 mln zł). Po pieniądze z Programu sięgnął także wydawca „Dziennika”, Axel Springer Polska, który na rozwój swego kapitału ludzkiego potrzebował ponad 3,4 mln złotych. Wśród znaczących zadań uznanie zyskała Dolnośląska Szkoła Bankowa i jej wart ponad 8,6 mln zł projekt „Bezpieczne lotniska przyszłości”. Z Programu chętnie korzystały także firmy doradcze i konsultingowe.
W przypadku projektów szkoleniowych i doradczych przedsiębiorcy mogą liczyć na częściowe pokrycie kosztów doradztwa – w wysokości 50 proc., szkoleń ogólnych – 60 proc. lub 80 proc., szkoleń specjalistycznych – 35 proc. lub 45 procent. W sumie umowy na dofinansowanie projektów na rozwój kadr nowoczesnej gospodarki opiewają na kwotę ponad 752 mln złotych.
– Zasadniczym celem tego programu było wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw. Duże przedsiębiorstwa w UE zasadniczo nie otrzymują pomocy publicznej, z wyjątkiem szkoleń. Uważa się, że szkolenia pracowników to pomoc publiczna, która nie przeszkadza w konkurencji. Jest ona dozwolona i coś w tym jest. Jednak większość pomocy winna trafiać do małych i średnich przedsiębiorstw – podkreśliła Grażyna Gęsicka, poseł PiS, była minister rozwoju regionalnego. W jej ocenie, źle byłoby, gdyby okazało się, że niektóre szkolenia organizowane były „na siłę” po to, by firma szkoleniowa mogła zrealizować jakiś projekt – w takim przypadku pieniądze byłyby marnotrawione.

Maszyna do ciastek jako high technology
Uwagę przyciągają także niektóre zdania z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, w ramach którego zakontraktowano zadania za ponad 14 mld złotych. Wśród zatwierdzonych „innowacyjnych” projektów znalazły się takie zadania, jak podniesienie konkurencyjności apteki poprzez zakup urządzeń i oprogramowania umożliwiającego elektroniczną wymianę informacji. Okazuje się też, że innowacyjne rozwiązania można stosować przy produkcji wyrobów piekarskich o przedłużonej trwałości (projekt za ponad 4 mln zł), przy produkcji kruchych ciastek (16,2 mln zł) czy nadziewanych cukierków (14,8 mln zł). Z programu finansowana jest także budowa fabryki płytek ceramicznych za ponad 105 mln złotych. Innowacyjnie będą także ankiety przeprowadzane za pośrednictwem internetu (0,8 mln zł), będziemy także pisać nowoczesnymi i ekologicznymi długopisami (10 mln zł). Dzięki programowi skorzystamy też z internetowego biura podróży oferującego rezerwacje wycieczek w czasie rzeczywistym (0,5 mln zł). Wśród bardziej ambitnych projektów znalazły się m.in. budowa rynku pojazdów elektrycznych i infrastruktury ich ładowania (19 mln zł) czy rozwój proekologicznej technologii utylizacji metanu z kopalń (3,4 mln zł).
– To skandaliczne, iż jednym z osiągnięć PO IG jest maszyna do produkcji ciasteczek. Docierały do mnie firmy, które mają spory udział w innowacyjnych technologiach, nieznanych nam w Polsce, skarżąc się, iż wygrywają właśnie „ciasteczka” – powiedział nam Paweł Poncyljusz, poseł PiS, były wiceminister gospodarki. Jak zauważył, ta sytuacja pokazuje, że nawet kiedy pieniądze płyną z zewnętrznych źródeł, to często sięgają po nie osoby sprytne, ale niekoniecznie prezentujące odpowiednio wysoki poziom technologiczny. Jego zdaniem, problem powstaje na etapie oceny wniosków, gdzie eksperci dość dowolnie oceniają zgłaszane projekty. Poncyljusz zauważył, że niestety łatwiej podejmują oni decyzje służące np. zwiększeniu mocy produkcyjnej, a rzadko decydują się na ryzyko wsparcia nowych i nieznanych technologii. – Rozumiem, że można przeznaczyć pewną pulę pieniędzy np. na podnoszenie standardu świadczonych usług biura podróży, bo stanowi to jakiś wzrost konkurencyjności przedsiębiorstwa. Niemniej przez innowacyjną gospodarkę należy rozumieć podniesienie poziomu zaawansowania technologicznego produkowanych towarów – dodał. Poncyljusz podkreślił, iż obecnie Polska jest znaczącym krajem w dziedzinie motoryzacji, jednak spełnia rolę montowni. – Zdemontować fabrykę i przestawić ją do innego kraju nie jest problemem, ale kiedy ma się całe zaplecze naukowe, laboratoria technologiczne, wówczas sprawa przenosin nie jest już taka prosta. Za tym idą kompetentni i doświadczeni ludzie, potrafiący pracować w międzynarodowym gronie – dodał. W ocenie Poncyljusza, „motoryzacja” jest dobrym partnerem do realizowania programu innowacyjnej gospodarki, a podmioty zajmujące się wynalazczością, udoskonalaniem technologii nie są tak bardzo narażone na kryzys. Montażownie wahania na rynkach odczuwają bardzo boleśnie. – Cała nadzieja pokładana w innowacyjnej gospodarce polegała na tym, że będą to pieniądze wydatkowane na przedsiębiorstwa, które rozwiną się technologicznie, które zainwestują w sprzęt i oprogramowanie, zapewniając dalszy rozwój, ale nie na zasadzie zakupienia bardziej nowoczesnej maszyny do produkcji wspomnianych już ciasteczek – kwituje Poncyljusz.


Marcin Austyn

drukuj