fot. Robert Sobkowicz

Kto spoczywa w Ciechanowie?

W tym tygodniu w Ciechanowie ruszą prace w miejscu odnalezienia zbiorowej mogiły.

Prace archeologiczno-ekshumacyjne miały ruszyć dwa tygodnie temu. Pojawiły się jednak przeszkody formalne. – Wpłynęło siedem ofert, z których nie wybraliśmy tej właściwej. Złożyliśmy zapytanie do prawników, bo jedna z droższych ofert podważyła oferty najtańsze. Postaramy się w tym tygodniu rozstrzygnąć, którą wybierzemy, żeby jak najszybciej rozpocząć prace – mówi Robert Szymaniak, kierownik Wydziału Inwestycji Urzędu Miasta w Ciechanowie.

Według Jakuba Affelskiego, który nadzorował wstępne eksploracje w miejscu lokalizacji mogiły, miasto co prawda jest zainteresowane ekshumacją, ale nie planuje identyfikacji genetycznej. – W każdej chwili takie badania będą mogły jednak zostać zrobione, bo szczątki zostaną tak zabezpieczone, by można pobrać próbki – twierdzi Affelski, który proponował miastu pobranie próbek DNA do analizy.

Oferta została jednak odrzucona. – Składając ją miastu, wzorowałem się na tym, co działo się na powązkowskiej Łączce. Ale miasto wybiera najtańszą ofertę i pewnie w tej cenie zrobi zwykłą ekshumację. Nie sądzę, by tam były jeszcze robione jakieś dodatkowe prace – zaznacza archeolog.

Rodziny szukają bliskich

Ekshumacjami w Ciechanowie zainteresowane są rodziny osób, które zmarły na terenie dawnego obozu NKWD, zlokalizowanego niedaleko miejsca ujawnienia szkieletów.

Krystyna Kniat z Torunia straciła w nim ojca, Konrada Nastrożnego. Według relacji świadków, zmarł na dyzenterię 23 marca 1945 r., ale jego zwłok nigdy nie odnaleziono. Nastrożny skończył szkołę budowy maszyn w Grudziądzu, pracował jako urzędnik w Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowej w Toruniu. W czasie okupacji niemieckiej był maszynistą. 2 lutego 1945 r. Sowieci zgarnęli go z ulicy w drodze do kościoła.

Rodzina wiedziała, gdzie ma go szukać. – Do Ciechanowa jeździł brat taty, siostra, także siostra mojej mamy i w końcu sama mama, ale nic nie dało się wskórać. Mojej mamie pokazano człowieka, który rzekomo nazywał się Konrad Nastrożny, ale to nie był tata – opowiada Krystyna Kniat. Jej matka miała być świadkiem, jak Sowieci nieśli zwłoki, które wrzucili do mokradła, za płotem obozu.

Dwóch świadków zeznało później przed sądem, gdy żona Nastrożnego zabiegała o akt zgonu męża, że widziało, jak umierał. „Niniejszym zaświadczam, iż przebywałem razem z obywatelem Konradem Nastrożnym z Torunia, ulica Podgórna 27, w obozie NKWD w Ciechanowie i byłem naocznym świadkiem zgonu jego, który zmarł dnia 23 marca 1945 roku. Jako świadek zeznaję. Kozłowski Alfons”. Podobnie zeznał drugi Stanisław Zalewski. Na podstawie ich zeznań wydano odpis skrócony aktu zgonu Nastrożnego.

– Od początku wszyscy z rodziny, którzy byli w obozie w Ciechanowie, mówili, że tata zmarł na dyzenterię. Nie wytrzymał trudnych warunków obozowych – opowiada.

– Nie szukałam grobu taty, liczyłam na to, że ta sprawa zostanie kiedyś nagłośniona. W końcu tak się chyba dzieje. O znalezieniu kości w Ciechanowie dowiedziałam się z Telewizji Trwam. Nie wiem, na co mogę liczyć. Moim marzeniem byłoby, żeby była identyfikacja i gdyby tata został odnaleziony, jego pochowanie – zaznacza Krystyna Kniat.

Wierzchołek góry

Na razie nie wiadomo nawet, czy szkielety odkryte przy drodze to w ogóle jeńcy NKWD. Równie dobrze mogą to być żołnierze sowieccy lub niemieccy. Informacje te muszą dopiero zweryfikować badania. – Może po jakichś przedmiotach uda się rozpoznać, kto to mógł być. Bardzo liczę na fachowość firmy, która dokona tej ekshumacji – podkreśla.

O samym obozie NKWD w Ciechanowie zachowało się bardzo niewiele informacji. – Nie odpowiem bez konsultacji z prezesem IPN i planami prof. Szwagrzyka na pytanie, czy IPN mógłby kiedyś podjąć tam prace badawcze. Zbyt mało jest jednak wiedzy o samym obozie. Wiemy o jego istnieniu i że powstał po Skrobowie – mówi Andrzej Arseniuk, rzecznik IPN.

Obóz był usytuowany na obrzeżach miasta, ciągnął się od ul. 17 Stycznia wzdłuż zachodniej części ul. Jesionowej. Obecnie na tym terenie jest blokowisko i zabudowa jednorodzinna. – Jeżeli ewentualne przyszłe badania byłyby prowadzone na terenie będącym własnością gminy miejskiej, to nie widzę żadnego problemu. Jeżeli na terenach prywatnych, to trzeba by było uzyskać zgodę właścicieli nieruchomości – deklaruje kierownik Wydziału Inwestycji Urzędu Miasta Ciechanów.

Teraz miasto skupia się na odkrytej mogile. – Na pewno urządzimy godny pochówek, każdy szkielet pochowamy w oddzielnej trumience. Na pewno określimy w przybliżeniu płeć i wiek każdego osobnika, co może być wskazówką dla osób, które poszukują bliskich będących w konkretnym wieku w chwili śmierci – zapewnia Szymaniak. Dodaje, że jeżeli któraś z rodzin będzie chciała szukać swoich bliskich lub będzie istniało domniemanie, że szczątki można skojarzyć z konkretnym nazwiskiem, miasto wyrazi zgodę na badania DNA.

W przypadku, gdy ekipa badająca mogiłę natrafi w trakcie prac na kolejne szkielety, wykop zostanie poszerzony, a szczątki będą ekshumowane.

Piotr Czartoryski-Sziler

drukuj