fot. twitter.com/Straz_Graniczna

Kryzys migracyjny na granicy polsko-białoruskiej. Żołnierze Żandarmerii Wojskowej mają dołączyć do mieszanych patroli granicznych

Od poniedziałku służbę na granicy polsko-białoruskiej mają rozpocząć żołnierze Żandarmerii Wojskowej. Mają dołączyć do mieszanych patroli granicznych. Z kolei niemiecka prasa podaje, że do Polski przerzucani są kolejni nielegalni migranci. Dzieje się to pomimo zapewnień premiera Donalda Tuska, że wyjaśnił tę sprawę z niemieckim kanclerzem.

Na granicy z Białorusią polskie służby nieustannie odpierają ataki osób, próbujących przedostać się do naszego kraju. Przed dwoma dniami grupa 70  nielegalnych migrantów próbowała sforsować rzekę graniczną Przewłoka. Służby zawróciły migrantów – poinformowała rzecznik Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej, mjr Katarzyna Zdanowicz.

– Każdego dnia dochodzi do incydentów, kiedy osoby znajdujące się po białoruskiej stronie zachowują się agresywnie w stosunku do polskich patroli. (…) Być może chcą odwrócić uwagę po to, by w innym miejscu cudzoziemcy próbowali tę granicę przekroczyć – mówiła mjr Katarzyna Zdanowicz.

Czasami grupom nielegalnych migrantów udaje się przekroczyć granicę. [więcej] Mogą tego dokonać z pomocą tzw. kurierów, czyli osób, które odbierają ich pod wcześniej wskazanym miejscem. Kurierom i nielegalnym migrantom pomagają polskie organizacje pozarządowe, które mają przepustki do wejścia w strefę buforową. Rząd nie radzi sobie nie tylko imigrantami, ale i z aktywistami, którzy ich wspierają. [czytaj więcej]

– Po prostu proszę tych, którzy mają dobre intencje, że mają nie działać na rzecz ułatwiania ataków na polskich żołnierzy czy funkcjonariuszy – zapewniał minister obrony narodowej, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz.

Apele na razie na niewiele się zdają. Podczas prób transportu migrantów dochodzi m.in. do ataków na karetki pogotowia czy długich pościgów za kurierami. Jak podkreśliła europoseł z Konfederacji, Anna Bryłka, polscy aktywiści pomagający w tym procederze, łamią prawo.

– To jest współuczestnictwo w przestępstwie, nawet współuczestnictwo w nielegalnym przekraczaniu granicy i wspieranie reżimu, który podrzuca nam nielegalnych imigrantów – tłumaczyła Anna Bryłka.

Problemy piętrzą się również na polsko-niemieckiej granicy. Po głośnej sprawie z rodziną z Afganistanu, bezpodstawnie przewiezioną na stronę polską niemieckim radiowozem, miał interweniować u samego kanclerza Olafa Scholza premier Donald Tusk.

– Interweniowałem, rozmawiałem z kanclerzem Scholzem. Kanclerz zobowiązał się do szybkiego wyjaśnienia tej sprawy – twierdził Donald Tusk.

W sprawie nielegalnych przerzutów interweniował też minister spraw wewnętrznych i koordynator służb specjalnych, Tomasz Siemoniak. Polityk rozmawiał w tej sprawie ze swoją niemiecką odpowiedniczką. Obie rozmowy najprawdopodobniej nie przyniosły efektów, bo jak podaje niemiecki dziennik „Süddeutsche Zeitung”, w ostatnich dniach na moście granicznym między Frankfurtem nad Odrą a Słubicami niemieccy policjanci mieli kazać grupie kilkunastu kobiet i mężczyzn szybko przejść z bagażami przez most do Polski. Do sytuacji odniósł się prezydent Andrzej Duda.

– Jeśli rzeczywiście mamy do czynienia z sytuacjami, że niemiecka policja np. swoimi radiowozami przejeżdża granicę (korzystając z tego, że nie ma tak naprawdę kontroli) i w ten sposób dokonuje pushback’ów, czyli odwozi imigrantów do Polski, to jest to absolutny skandal – mówił prezydent RP.

Dodatkowo opozycja domaga się wzmożonych kontroli na przejściach granicznych z Niemcami.  Wiceminister spraw wewnętrznych, Czesław Mroczek, przekonywał, że te incydenty nie przerodzą w codzienność, a zamieszanie wynika ze wzmożonych kontroli niemieckiej policji na czas mistrzostw Europy.

– W związku z tym w ramach przywróconej kontroli granicznej nie wpuszczają wszystkich, którzy nie mają dokumentów do wjazdu na teren Niemiec – twierdził Czesław Mroczek.

Tymczasem wzmożone kontrole niemieckiej policji na granicach trwają już od października 2023 roku. Jak zaznacza ekspert ds. bezpieczeństwa, Sebastian Trojak, niemieckie służby świadomie podrzucają nam kolejne osoby.

– Wmawia się Polakom, że jest to readmisja uchodźców czy też migrantów, którzy przedostali się przez granicę polsko-niemiecką. (…) To jest tylko legenda, przykrywka wymyślona po to, aby rozpocząć proces relokacji migrantów – tłumaczył Sebastian Trojak.

Według medialnych doniesień od początku 2024 roku z Niemiec do Polski miało zostać przerzuconych lub zawróconych, bez podania przyczyn, około siedmiu i pół tysiąca migrantów.

TV Trwam News

drukuj