fot. flickr.com

Konserwatorzy prowadzą renowację trzech cennych rzeźb z Katedry na Wawelu

Konserwatorzy prowadzą renowację trzech rzeźb z przełomu XV i XVI wieku, które stały w nawie głównej Katedry na Wawelu. Będą starali się odzyskać ich pierwotną formę, która została utracona ponad sto lat temu.

Rzeźby przedstawiają Ojców Kościoła, świętych: Ambrożego, Grzegorza i Hieronima, który wyciąga cierń z łapy lwa. Czwarta zdemontowana figura – św. Augustyna – powstała ok. 1900 r.

„Po zdjęciu rzeźb, które stały kilkanaście metrów nad poziomem posadzki, i po wstępnym rozpoznaniu okazało się, że zostały one w całości przegruntowane i przemalowane pod koniec XIX wieku w trakcie tzw. wielkiej konserwacji prowadzonej przez Sławomira Odrzywolskiego. Przez to bardzo straciły one na plastyce. W przypadku św. Hieronima zachowało się 30-40 wykończeń pierwotnych, w dwóch pozostałych rzeźbach jest ich mniej” – mówił kierownik prac konserwatorskich dr Ignacy Jakubczyk.

Rzeźby zostaną poddane specjalistycznym badaniom m.in. chemicznym i fizycznym warstw wykończeniowych oraz badaniu tomografem komputerowym, żeby rozpoznać sposób ich powstania.

Proboszcz parafii archikatedralnej ks. prałat Zdzisław Sochacki mówił, że nie została jeszcze podjęta decyzja, czy po renowacji rzeźby wrócą do katedry, czy będą eksponowane w Muzeum Archikatedralnym.

„W muzeum mogłyby mieć bardzo dobre warunki, jeśli chodzi o temperaturę i wilgotność powietrza oraz bezpieczeństwo, a zwiedzający mogliby z bliska odkrywać piękno warsztatu dawnych mistrzów” – mówił proboszcz.

Prace prowadzone obecnie w nawie głównej Katedry obejmują dwa przęsła: środkowe i dochodzące do prospektu organowego nad wejściem głównym. Konserwacji poddane zostaną: sklepienie, ściany, malowidła i właśnie rzeźby. Prace są dofinansowywane przez Społeczny Komitet Odnowy Zabytków Krakowa.

„Pozostanie jeszcze renowacja prospektu organowego, co o tyle się przedłuży, że przykrywa on ściany katedry pokryte niezinwentaryzowanymi i niezbadanymi do tej pory malowidłami” – mówił ks. prałat Zdzisław Sochacki.

PAP/RIRM

drukuj