fot. shutterstock

Karp od polskich hodowców na wigilijnym stole

Nikt nie wyobraża sobie wigilijnego stołu bez karpia. A skoro karp, to tylko od polskich hodowców.

Minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk zaznaczył, że w każdym polskim domu w Wigilię nie powinno zabraknąć karpia na stole.

– Wszystkich państwa zachęcamy do kultywowania tej tradycji wigilijnej spożywania karpia, ale również do spożywania tej ryby przez cały rok, bo to bardzo dobra, ekologiczna i smaczna ryba – powiedział szef resortu.

Polski karp królewski stał się ostatnio obiektem bardzo niezasadnych ataków „celebryckich”, mówiących, że jego produkcja odbywa się w sposób nieekologiczny – co jest nieprawdą.

– Polska ma najgorszy wynik w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o spożycie ryb – to jest 12 kg na rok per capita (na osobę). W Unii ta średnia to jest 24 kg. W związku w tym musimy zrobić wszystko, aby ta popularyzacja jedzenia ryb stała się powszechna w Polsce – wskazał Marek Gróbarczyk.

W pełni wolnych warunkach karp rośnie trzy lata. Żywi się planktonem, hodowcy dokarmiają karpie pszenicą i jęczmieniem.

– W pierwszym roku, kiedy z wylęgu na koniec sezonu go odławiamy, to jest karp, który nazywa się narybkiem, ma 50 gram. Jest on przenoszony do innych, nieco większych i głębszych stawów. Rośnie do 200 gram – powiedziała Anna Pyć, właściciel gospodarstwa rybackiego „Pustelnia”.

Dopiero w trzecim roku, już w większych i głębszych stawach bogatych w plankton, karpie są odławiane i specjalistycznie transportowane z basenami z dostępem do tlenu. To właśnie takie karpie trafiają od polskich hodowców na polskie stoły.

TV Trwam News

drukuj