Dzień Świętości Życia

Pewnie zatem nawet nie za bardzo pamiętamy, o co chodziło Papieżowi
identyfikującemu i ostrzegającemu w "Evangelium vitae" przed "globalnym spiskiem
przeciwko życiu", w który włączone mają być także "międzynarodowe organizacje",
a także światowe media. Po tych słowach Jana Pawła II z 1995 roku nawet nie
zwolniono u nas kroków w kierunku integracji z Unią Europejską, aby się
rozejrzeć, zastanowić, naradzić w celu rozsądnego zabezpieczenia naszego kraju –
wzorem Irlandii i Malty – przed skutkami aktywności owych "spiskowców przeciwko
życiu" na terenie UE. Zamiast tego łajano "eurofobów", jakoby przeciwników
papieskiego zamysłu jednoczenia Europy.

Z pewnością nie orientujemy się, co to jest ów "spisek", skoro nawet w
"Tygodniku Powszechnym" i "Rzeczpospolitej" udostępniono dużo miejsca na
proaborcyjną agitację – zamiast argumentacji – pani Wandzie Nowickiej, szefowej
organizacji o dziwnej nie tylko od strony językowej nazwie, wyglądającej
najpierw na kalkę z języka angielskiego: Federacja na rzecz Kobiet i Planowania
Rodziny. Zaprezentowano w obydwu gazetach panią Nowicką jako "założycielkę" (ew.
"współzałożycielkę") tej organizacji, tworząc w ten sposób mylne wrażenie, iż
zrodziły ją szlachetne i bezinteresowne serca, spragnione nade wszystko
zagwarantowania kobietom jednego z samooczywistych praw człowieka. Każdemu
należy z umiarem dać się wypowiedzieć, również powtarzającym tylekroć wskazywane
i odrzucane nonsensy, a zatem także pani Nowickiej, twierdzącej w "TP", iż zgoda
na służbę wojskową z konieczności prowadzi do akceptacji aborcji. Tego związku
mają nie rozumieć tylko zaczadzeni jakimiś zabobonami katolicy. Domagając się
zaś prawnego zakazu aborcji, mają oni narzucać wszystkim – także niewierzącym –
swoje religijne przekonania.
Podstawę do dialogu z panią Wandą Nowicką daje najpierw wyjaśnienie, co to jest
Federacja na rzecz Kobiet (itd.); kto ją naprawdę stworzył i dlaczego daje na to
pieniądze. Z braku owych funduszy wydaje się, że szefowa Federacji raczej nie
miałaby czasu na publikowanie w "Tygodniku Powszechnym" i "Rzeczpospolitej" –
chyba że o poezji Owidiusza, a nie o aborcji – bo zajmowałaby się czymś innym.
Co najwyżej po zmroku, po pracy, na powielaczu odbijałaby swoje niegłębokie
refleksje o służbie wojskowej oraz o katolickich totalitarnych sumieniach
narzucających całemu światu religijne dogmaty.
Ze specjalistycznej monografii na interesujący nas temat (życzliwej aborcji
książce A. Kulczyckiego "Abortion Policy in Postcommunist Europe") można się
dowiedzieć, że to nie umiłowanie prawdy, dobra i piękna stało u podstaw
powstania Federacji. Stworzono ją poza naszymi granicami, w Londynie, w
neomaltuzjańskim ogólnoświatowym ośrodku, Międzynarodowej Federacji Planowanego
Rodzicielstwa (IPPF). Niepokojono się bowiem dalszym losem swojej fili,
Towarzystwa Rozwoju Rodziny prowadzącego przez prawie cały okres PRL – jak
wyjaśniał Mikołaj Kozakiewicz, ówczesny prezes tej organizacji – "zmaganie z
Kościołem katolickim", w ścisłym związku z dyrektywami londyńskiej centrali, ale
ze zgodą władz PRL. Liczono się zatem, że po 1989 roku Polacy wystawią rachunek
za tę wiernopoddańczą akcję i wyślą Towarzystwo razem z PZPR, LOK i TPPR na
śmietnik historii, a najpierw do IPN, aby rozeznać odpowiedzialność działaczy za
zbrodnie totalitarnego systemu. Nasza dzisiejsza demograficzna agonia to owoc
długoletnich wysiłków działaczy TRR. Z lęku przed tymi rozliczeniami stworzono
poza naszymi granicami na początku lat 90. Federację, a w jej ramy włączono
także stary TRR. Od samego też początku podłączono Federację do ożywczej
kroplówki rozmaitych cudzoziemskich "organizacji", dzięki którym niepięknie, ale
skutecznie kręci się działalność naszych zorganizowanych w Federacji kobiet i
ich pomocników. Nie muszą po godzinach pracy zajmować się swoją służbą
Ludzkości, ale dużo czytamy w sprawozdaniach o zagranicznych i drogich wojażach
pokrywanych między innymi przez Fundację Batorego. Resztę kosztów tej aktywności
zapłacimy z naszych emerytur, kiedy to wreszcie może zorientujemy się, iż żyjemy
na prawdziwej demograficznej pustyni. Nie chcąc zatem szerzyć dezinformacji,
powinno się zawsze informować, że z powodu otrzymywania poważnych pieniędzy na
"statutową dzielność" szefowa Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny
musi rozliczać się u swoich mecenasów z prowadzonej z sukcesem działalności,
wręczając im także obszerne swoje wywiady udzielane katolickiemu tygodnikowi i "pisowskiemu"
(?) dziennikowi.
Cóż to zatem jest ów "spisek przeciwko życiu", o którym wspomina Jan Paweł II w
"Evangelium vitae"? Pilnie to trzeba wyjaśnić na okoliczność zbliżania się Dnia
Świętości Życia.

Marek Czachorowski
 

drukuj