Bez chrześcijaństwa pozostaje strach i niepewność
Z Konradem Szymańskim, posłem PiS do Parlamentu Europejskiego, rozmawia
Małgorzata Bochenek
Co konstytuuje obecność Polski w Europie?
– Nasza obecność w politycznych strukturach świata zachodniego ma sens tylko
wtedy, gdy mówimy tam językiem własnych przekonań. Polska jako kamerton cudzych
interesów i postaw nikomu nie jest potrzebna. Europa jest bardzo zróżnicowana i
stoi dziś przed wyborami nowej drogi cywilizacyjnej, kulturowej. Pasywny
scenariusz osuwania się w nieuchronną "nowoczesność", która miała wykluczyć
wielkie wybory moralne, skupić się na pragmatycznym zarządzaniu publicznym,
okazał się scenariuszem złudnym. Tam, gdzie słabnie chrześcijaństwo, odsłania
się pustka i słabość Europy. Ten kryzys tożsamości jest jaskrawy szczególnie w
zestawieniu z silnymi tożsamościami społeczności imigracyjnych w Europie. Bez
chrześcijaństwa Europejczykom pozostaje tylko strach i niepewność. To są
prawdziwe powody sukcesów partii, których jedyną ofertą jest mniej lub bardziej
skrywana ksenofobia. Ta, często uzasadniona, niechęć do zmiany kulturowej
dyktowanej przez imigrantów nie jest żadną ofertą dla Europy. To tylko odruch
obronny, z którego wychodzi pustka. Bez żywej refleksji chrześcijańskiej te
procesy sprowadzą nas na manowce.
Europa nie może zapominać o swoich chrześcijańskich korzeniach…
– Europa, jak każdy z nas, może wszystko. Może też zapomnieć albo nawet aktywnie
odrzucać chrześcijaństwo, które stworzyło jej instytucje, pojęcia prawne,
moralne, jej dostatek i siłę. Europa może to zrobić, pozostaje tylko pytanie: po
co? Jaki jest cel i sens tej zmiany? Co takiego nadzwyczajnego oferuje Europie
ta radykalna krytyka społeczna, która karmi się resentymentem wobec europejskiej
historii i misji cywilizacyjnej?! Jestem przekonany, że trzeba to pytanie
stawiać na ostrzu noża. Postchrześcijańskie, a czasem otwarcie
antychrześcijańskie projekty dla Europy niczego jej nie oferują. To
szalbierstwo, leczenie terminalnej choroby gusłami, za które zapłaci sama
Europa.
Jakie działania muszą podejmować Polacy w związku z coraz częstszymi
przejawami dechrystianizacji Europy?
– Dechrystianizcja to proces dalece wykraczający poza politykę. Zaczyna się w
duszy człowieka. Więc przeciwdziałanie musi przyjąć tę samą perspektywę. Jeśli w
Europie jest dziś do pomyślenia zmiana cywilizacyjna, to rozpocznie się ona od
przemiany indywidualnych osób, przemiany kultury, tak jak to było w czasach św.
Dominika czy św. Ignacego. Tego nie zastąpi polityka. Ale w sferze publicznej
jest miejsce na to, by rozbijać namiot dla tych wszystkich, którzy w tym
procesie mogą wziąć udział. To jest dziś sprawa przede wszystkim obrony praw
Kościoła i praw chrześcijan do pełnoprawnego udziału w życiu publicznym.
Ograniczenie tej roli jest dziś całkowicie wyobrażalne. Władza publiczna,
państwowa, polityczna zawsze miała skłonność do konkurencji, a czasem sporu i
walki z prawami Kościoła, których gwarantem była jego wolność od władzy
politycznej. Ta wolność jest dziś podważana np. przez ustawodawstwo i tzw.
politykę antydyskryminacyjną, która może najpierw być instrumentem cenzury
pewnych poglądów, jak to było w sprawie Buttiglionego (odmówiono mu objęcia
stanowisko komisarza europejskiego z uwagi na jego katolickie poglądy na
homoseksualizm), lub reglamentacji działalności Kościoła, jak to ma miejsce w
przypadku szkół i szpitali katolickich, które mają coraz większe problemy z
zachowaniem swojego etosu w konfrontacji z polityką i prawem
"antydyskryminacyjnym". Szpitalom próbuje się narzucić obowiązek przeprowadzania
aborcji, a szkołom obowiązek liberalnej edukacji seksualnej czy zatrudniania
jawnych homoseksualistów.
Co dla nas współczesnych, dla naszej niepodległości wynika z postawy św.
Wojciecha, który głosił Chrystusa w sposób bezkompromisowy?
– Bezkompromisowy i roztropny. Pamiętajmy, że potrafił się w bardzo trudnej
zawierusze politycznej oprzeć na dworze potężnego Ottona III oraz Bolesława
Chrobrego. Zresztą z obopólnymi korzyściami. Nasza emancypacja państwowa nie
byłaby tak raptowna, gdyby nie wyczucie polityczne Bolesława, wielka życzliwość
dla misji do Prusów i w końcu umieszczenie relikwii św. Wojciecha w Gnieźnie.
Święty Wojciech na pewno dziś naucza, że w sporach o własne pojęcie godności nie
można unikać konfrontacji ani z władzą polityczną, ani z opinią innych. To
pierwsze ilustruje jego zdecydowanie w obronie pokoju świątyni, tym samym praw
Kościoła w sporze z Wrszowcami. Jego zmaganie się z opinią ludzi obrazuje okres
praski, niełatwy dla świętego, choć także dziś wielu biskupów może doświadczać
tych samych zmagań. Myślę tu np. o abp. André Léonardzie, ordynariuszu Brukseli
i nowym Prymasie Belgii. Oczywiście dziś wielką wymowność zachowuje fakt, że
pierwszy patron Polski zginął na misjach z rąk pogan. Nasze zobowiązania misyjne
nabierają współcześnie różnych znaczeń. Męczeńska śmierć przypomina o
odpowiedzialności za tych, którzy dziś na świecie są prześladowani za wiarę.
Polska wciąż w większym stopniu powinna się za nimi wstawiać.
Dziękuję za rozmowę.
