fot. wikipedia

10 lat od katastrofy w Halembie

Minęło 10. rocznica katastrofy w kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej, gdzie 1030 metrów pod ziemią w wybuchu metanu i pyłu węglowego zginęło 23 górników. Był to jeden z najtragiczniejszych wypadków we współczesnym polskim górnictwie.

Większość przedstawicieli kopalni, którym prokuratura przedstawiła zarzuty w związku z tą sprawą została już prawomocnie osądzona. Wciąż trwa proces trzech głównych osób z ówczesnego dozoru.

Jak co roku górników z Halemby upamiętnią członkowie rodzin i koledzy oraz przedstawiciele lokalnych władz i górniczych spółek. W każdą rocznicę w pobliskim kościele pw. Matki Bożej Różańcowej odprawiana jest Msza św. w intencji górników z Halemby.

Po Eucharystii uczestnicy uroczystości przejdą na pobliski cmentarz. Złożą kwiaty pod tablicami z nazwiskami ok. 200 osób, które według oficjalnych statystyk zginęły w Halembie od początku jej istnienia. W południe związkowcy zapalą też znicze i złożą kwiaty przed kopalnianym zegarem przy wejściu do zakładu.

Katastrofa w Halembie była największą tragedią w polskim górnictwie od blisko 30 lat. Doszło do niej 21 listopada 2006 r. podczas likwidowania ściany wydobywczej 1030 m pod ziemią. Górnicy, którzy zginęli, mieli za zadanie wydobycie wartego miliony zł sprzętu. Większość ofiar tragedii to pracownicy firmy Mard, która na zlecenie kopalni prowadziła prace likwidacyjne.

Według prokuratury pracownicy byli kierowani do prac mimo przekroczeń dopuszczalnych stężeń metanu, w kopalni fałszowano też dokumentację i próbki pyłu węglowego – aby wykazać, że był on neutralizowany pyłem kamiennym. Obrona przekonywała, że to, co zdarzyło się w Halembie było zdarzeniem losowym, niezależnym od ludzi.

Z ustaleń śledztwa, zamkniętego przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach w czerwcu 2008 r. wynika, że do wybuchu doszło na skutek zaniechania profilaktyki przeciw zagrożeniom naturalnym. Po zapaleniu i wybuchu metanu w wyrobisku wybuchł pył węglowy, czyniąc spustoszenie i zabijając większość ofiar tragedii.

W całej sprawie oskarżonych zostało łącznie 27 osób, część z nich od razu dobrowolnie poddała się karze. Na ławie oskarżonych w pierwszym procesie zasiadało 17 mężczyzn. W styczniu 2015 r., po ponad sześciu latach, Sąd Okręgowy w Gliwicach na 3 lata więzienia skazał b. szefa działu wentylacji Marka Z., oskarżonego o sprowadzenie katastrofy. 14 innych oskarżonych, wśród nich b. dyrektor kopalni Kazimierz D., usłyszało wówczas wyroki w zawieszeniu, dwóch uniewinniające.

Marek Z. jako jedyny został wówczas skazany na karę bezwzględnego pozbawienia wolności (prokuratura domagała się dla niego ośmiu lat). Pozostali dostali kary pozbawienia wolności w zawieszeniu, także b. dyrektor, dla którego prokuratura chciała siedmiu lat więzienia bez zawieszenia.

W lutym br. rozpoznający odwołania od wyroku z I instancji Sąd Apelacyjny w Katowicach w części uchylił tamten wyrok – do ponownego rozpoznania skierował sprawy Marka Z. (skazując go już prawomocnie na cztery miesiące więzienia za to, że już po katastrofie kazał podwładnemu fałszować dokumentację dotyczącą odczytu stężeń gazów w kopalni), Kazimierza D. i Jana J. – b. naczelnego inżyniera kopalni, który sprawował też funkcję zastępcy kierownika ruchu zakładu. Ich ponowny proces rozpoczął się kilka tygodni temu. Orzeczenia wobec pozostałych są już prawomocne.

Zagrożenie metanowe w kopalniach jest tym większe, im niższe pokłady są eksploatowane. W Halembie, która należy do najgłębszych kopalń w Polsce, ten gaz nie po raz pierwszy był przyczyną olbrzymiej tragedii. W 1990 r. w wybuchu metanu zginęło tam 19 górników, a 20 kolejnych zostało rannych.

PAP/RIRM

drukuj