Życie wielostronnie zagrożone

Ks. prof. Jerzy Bajda

Z okazji pięćdziesięciolecia odkrycia dokonanego przez prof. Jérôme Lejeune’a dotyczącego roli trisomii 21 wypowiedział się prof. Bruno Dallapiccola, stwierdzając, że to zwycięstwo nauki obróciło się w praktyce przeciw dzieciom dotkniętym tą wadą genetyczną, czyli dzieciom z zespołem Downa. Sam prof. Lejeune nie żałował swojego odkrycia, licząc na to, że człowiek ma zawsze przed sobą wybór etycznie poprawny, co przypomniał ks. bp Ignacio Carrasco de Paula, przyjaciel wybitnego genetyka. W praktyce, niestety, informacja o zagrożeniu dziecka tą wadą genetyczną najczęściej prowadzi do decyzji sprzecznej z etyką: zabić (Zenit, 18 lutego 2009).


Strach być dzieckiem


Nie można zapominać, że wśród lekarzy na całym świecie nie brak ludzi sumienia, którzy liczą się z prawem do życia dzieci poczętych. Światowa Federacja Stowarzyszeń Lekarzy Katolickich (FIAMC) skierowała do nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy deklarację, w której protestuje przeciw posunięciom prezydenta zwracającym się w stronę popierania kultury śmierci i domaga się poszanowania prawa do życia dzieci poczętych. W deklaracji przypomniano, że Obama jeszcze jako senator sprzeciwiał się podtrzymywaniu przy życiu dzieci, które przyszły na świat w wyniku nieudanej aborcji. Sygnatariusze deklaracji piętnują także jawne popieranie w ramach kampanii wyborczej projektu mającego na celu zalegalizowanie pełnej swobody decyzji abortywnej, jak też wspieranie organizacji międzynarodowych promujących wszędzie aborcję, zwłaszcza w Chinach (Zenit, 18 lutego 2009), oraz mianowanie na wysokie stanowiska ludzi znanych ze swojej wrogiej postawy wobec życia dzieci poczętych.

Niebezpieczeństwo dla życia dziecka poczętego wiąże się także z praktyką tak zwanej diagnozy prenatalnej. W wywiadzie udzielonym agencji Zenit (22 lutego 2009) dr Carlo Valerio Bellini prostuje pogląd, jakoby pewne badania medyczne były z istoty swej obowiązkowe. Twierdzi wprost, że „w medycynie nic nie jest obowiązujące. Tym bardziej w okresie prenatalnym”. Wyjaśnia zarazem, że pytanie o tę sprawę było poprawne, ponieważ w pewnych sferach społecznych panuje przesąd, jakoby pewne badania były obowiązujące. Na przykład pewne studium amerykańskie stwierdza, że 82 proc. pacjentów uważa, że echografia genetyczna jest obowiązkiem.

Z kolei dr Bellini precyzuje zagadnienie. Twierdzi, że badanie prenatalne wykonywane w interesie kobiety i dziecka jest czymś pożytecznym i słusznym. Te badania są zwłaszcza pożyteczne w przypadku wykrycia chorób, które są uleczalne. Natomiast w przypadku, gdy zachodzi podejrzenie o chorobę nieuleczalną, badanie nie przynosi żadnego pożytku, poza upewnieniem się co do faktu. Statystycznie biorąc, diagnoza prenatalna niezwykle rzadko służy dobru dziecka, skoro 96 proc. kobiet, które dowiedziały się o wykryciu choroby Downa, żąda aborcji. Także po wykryciu innych chorób genetycznych finał w postaci wyroku śmierci występuje w bardzo wysokim procencie, nawet do 100 procent. W wielu krajach istnieją przepisy, aby nie udostępniać danych pochodzących z badań prenatalnych, jeśli jest podejrzenie, że będą wykorzystywane dla selekcji dzieci ze względu na płeć. Niezależnie od różnych nadużyć przekazywanie uczciwych informacji pomaga w uwolnieniu się od nieuzasadnionych lęków i przesądów. Natomiast sprawdzanie, czy dziecko będzie „normalne”, nie jest czymś etycznie neutralnym. Tego rodzaju poszukiwanie informacji zakłada wybór, a ten ma zawsze wymiar etyczny. Niektóre centra medyczne uważają, że badanie, które ma na celu wykrycie zespołu Downa, jest po prostu nieetyczne. Sam biskup Elio Sgreccia, emerytowany przewodniczący Papieskiej Akademii Życia, uważa, że problem pojawia się po stronie lekarza, który może znaleźć się w sytuacji moralnej kolaboracji w stosunku do decyzji zabicia takiego dziecka.


Ryzyko związane z in vitro


Także praktyka sztucznego zapłodnienia rodzi wiele problemów – i to z punktu widzenia medycznego, nie mówiąc już o aspekcie etycznym. Ojciec John Flynn notuje na ten temat szereg spostrzeżeń. Poród ośmiorga bliźniąt u niezamężnej Amerykanki wywołał uwagi krytyczne w prasie pod adresem organizacji medycyny. David C. Magnus (dyrektor Centrum Etyki Biomedycznej Stanford) napisał w „Washington Post”, że mamy w USA do czynienia z „handlem wolnym od reglamentacji”. Według „New York Timesa”, co trzeci poród „z próbówki” daje bliźnięta lub większą liczbę noworodków, ponieważ w USA nie ogranicza się liczby embrionów wszczepianych do łona kobiety. W tym kraju rodzi się rocznie 50 tys. dzieci w wyniku sztucznego zapłodnienia. Jednak wszczepianie wielu embrionów niesie ze sobą ryzyko dla zdrowia matki i dzieci. „New York Times” zwraca uwagę także na ryzyko genetyczne zapłodnienia in vitro. Niepokój uczonych budzi możliwość zmian, jakim podlegają embriony, zanim zostaną wszczepione. Według niektórych badań, in vitro może spowodować nienormalny rozwój genetyczny i pewne patologie okołoporodowe. Richard M. Schultz (Uniwersytet Pensylwanii) twierdzi, że „w świecie medycznym wzrasta świadomość istnienia tego ryzyka”. U dzieci w ten sposób urodzonych obserwuje się skłonność do agresji w zachowaniu oraz inne problemy w okresie dorastania. Różnice w zachowaniu – w porównaniu do dzieci poczętych normalnie – zauważa pewne studium powstałe na Uniwersytecie w Cambridge. Dziennik „Australian” opublikował artykuł, stwierdzający, że matki rodzące dzieci in vitro mają pewne trudności z wypełnianiem podstawowych obowiązków macierzyńskich po porodzie. Dzieci tego rodzaju – według dziennika „Telegraph” – często rodzą się za wcześnie i mają małą wagę w chwili narodzin. Statystyki wykazują, że u dzieci pochodzących z in vitro o 31 proc. jest większa śmiertelność przed lub po porodzie.

Problemy zarówno etyczne, jak i zdrowotne wiążą się także z tym, że niekiedy dąży się do posiadania dziecka za wszelką cenę i jakby „na siłę”, poza granicami rozsądku. W Londynie pewna kobieta w wieku już 70 lat urodziła córeczkę i przygotowuje się do urodzenia chłopca (także z in vitro). Zaobserwowano także, że los dzieci tak urodzonych może nosić znamiona poważnej krzywdy. W Kanadzie pewna lesbijska para podpisała umowę z pewnym homoseksualistą w sprawie pozyskania jego nasienia dla zapłodnienia jednej z pań (według „National Post”). W rezultacie sąd musiał rozstrzygać, że dziecko może mieć więcej niż dwoje „rodziców” (jedno z nich jest uważane za „współrodzica”). W tej trójce powstały jednak napięcia, ponieważ ten pan próbował na serio rewindykować swoje prawa „rodzicielskie”, ale panie lesbijki zabraniały mu widywać się z dzieckiem. Sprawa skończyła się w sądzie (z wynikiem jak wyżej). W Ohio (według Associated Press) w pewnym małżeństwie żona utraciła wskutek operacji narządy rodne i wynajęła swoją matkę jako „matkę zastępczą” dla swojego dziecka zapłodnionego nasieniem męża. Gdzie tu jest jeszcze rodzina?

Ojciec Flynn kończy swoją relację podkreśleniem zasady obrony godności osoby ludzkiej w oparciu o „Dignitas personae”. Jak wiemy, dokument ten sprzeciwia się radykalnie logice produkcyjno-technologicznej u źródła ludzkiego zrodzenia.


Dziecko na zamówienie


Na wiadomość, że klinika w Los Angeles oferuje możliwość posiadania dziecka odpowiadającego wszelkim życzeniom i wymaganiom rodziców (podaną przez „The Wall Street Journal”), zareagował ks. bp Elio Sgreccia, piętnując stanowczo w Radiu Watykańskim praktykę produkowania dzieci „według życzenia” (alla carta). Tego rodzaju reklamy – powiedział ksiądz biskup – mają na celu przyciągnięcie klienteli, ale „w każdym przypadku jest to postępowanie etycznie błędne, przeciwne godności dziecka, polegające na manipulacji ciałem, aby panować nad nim i przekształcać według własnych pomysłów”. Ksiądz biskup Sgreccia odrzucił zarówno selekcję negatywną, jak i tę „pozytywną”, podporządkowującą dzieci życzeniom rodziców. To wszystko krzywdzi dziecko, zamiast przynosić mu dobro. Istotnym złem jest pogwałcenie prawa, które ma swoje źródło w tajemnicy Stworzenia. W takim jednak przypadku także prawo ludzkie powinno wziąć w obronę dzieci narażone na krzywdę. W tych poczynaniach „ujawnia się tendencja do zdobycia absolutnej władzy nad człowiekiem, jak kiedyś w absolutyzmie politycznym. Ten typ dążenia do dominacji jest ukryty w człowieku i jeśli się go nie ujarzmia przez etykę i prawo, daje znać o sobie także w demokracji” (Zenit, 3 marca 2009).

W dobie kryzysu kobiety znalazły jeszcze jeden sposób, aby poprawić swoją sytuację finansową: sprzedają swoje gamety. Dostarczają w ten sposób surowiec dla „produkcji” uprawianej przez kliniki zajmujące się zarabianiem na niepłodności pewnych kobiet (zob. Charlie Butts i Marty Cooper, w: OneNewsNow, 6 marca 2009). Według artykułu zamieszczonego w „The Family Research” (autor dr Dawid Prentice), coraz więcej kobiet korzysta z tej szansy. Mogą one uzyskać z tej „sprzedaży” 10 tysięcy dolarów. Doktor Prentice ostrzega jednak przed pewnymi niebezpieczeństwami. W procesie bowiem pobierania gamet dochodziło niekiedy do sytuacji zagrażających życiu, takich jak zakłócenie pracy serca, trudność oddychania. Kobiety w przyszłości powinny liczyć się z możliwością wystąpienia raka jajników lub guzów. „Były przypadki, kiedy kobiety umierały po zastosowaniu podwyższonej dawki hormonów w akcie stymulacji jajników”; kobiety te mogą także mieć w przyszłości problemy z płodnością. Normalnie przed poddaniem się temu zabiegowi kobiety powinny przejść odpowiednie badania, jednak nie jest to systematycznie praktykowane.


Epidemia przymusowej aborcji


Znany nam już Charlie Butt w artykule z 11 stycznia br. (również OneNewsNow) donosi, że Amerykę – oprócz innych niedoli – gnębi także epidemia wymuszonych aborcji. Wiadomość tę podał w swoim raporcie Elliot Institute badający tę problematykę. W świetle tego raportu 64 proc. kobiet, które poddały się aborcji, stwierdza, że uległy naciskowi ze strony innych osób. 80 procent tych kobiet oświadcza, że nie otrzymały żadnej porady, na którą czekały, choć w tym celu zgłosiły się do określonych instytucji. Jeżeli nawet udzielano porad, były one nieodpowiednie. Problem wymuszonych aborcji nie jest przedmiotem dyskusji w USA. Z pewnego artykułu opublikowanego przez Instytut dowiadujemy się o dwóch konkretnych przypadkach, kiedy użyto przemocy względnie nieprawnego nacisku na dziewczęta, by je zmusić do aborcji (pamiętamy w Polsce przypadek 14-letniej Agaty!). W 2006 roku w stanie Maine rodzice uprowadzili swoją 19-letnią córkę, wioząc ją wbrew woli do kliniki aborcyjnej w Nowym Jorku. Jednak na parkingu przed jakimś dużym sklepem udało się dziewczynie wymknąć z samochodu, po czym zawiadomiła policję o akcie przemocy i odzyskała wolność. W tym samym roku w stanie Georgia matka zmusiła swoją 16-letnią córkę do zażycia pewnego środka w celu spowodowania aborcji, co nastąpiło. Dziewczyna w szkole zdała relację z tego klasowemu opiekunowi, w wyniku czego matka została aresztowana pod zarzutem spowodowania aborcji mającej charakter przestępstwa. Elliot Institute bada szereg takich przypadków, kiedy następuje użycie groźby, nacisk lub wyraźna przemoc wobec dziewczyn sprzeciwiających się aborcji. Były także przypadki, że kobieta została zabita lub ciężko zraniona, ponieważ sprzeciwiała się aborcji. Relacja kończy się stwierdzeniem, że być może nie jest to przytłaczająca liczba tego rodzaju przypadków, ale nawet ograniczona ilość ma swoją wymowę.

Czasem i służba „medyczna” wykonująca aborcję może mieć swoje kłopoty. Problem dla aborcjonisty pojawia się zwłaszcza wtedy, kiedy pomimo starannego wykonania wszystkich czynności mających na celu uśmiercenie dziecka rodzi się ono żywe. Taki przypadek (oprócz innych) zdarzył się w klinice w Miami-Dade, w której praktykująca bez licencji pani Belkis Gonzalez „spartaczyła” aborcję, po czym – według relacji Syclorii Williams występującej w roli niedoszłej matki – zrzuciła dziecko z fotela porodowego i zapakowała je do antyseptycznej torby plastikowej wraz z odpadkami poporodowymi i wyrzuciła na zewnątrz (dokładnie na dach kliniki). Sycloria Williams twierdzi, że wtedy jeszcze dziecko żyło. Kiedy zajęto się tą sprawą po ośmiu dniach (z powodu procesu), było już za późno, aby stwierdzić dokładnie, jaka była przyczyna śmierci dziecka.

Tymczasem Komisja do Statusu Kobiet przy ONZ będzie spokojnie radzić nad poszerzeniem „prawa” kobiet do swobodnej aborcji, aborcji wolnej, bezpiecznej, zdrowej, odpowiadającej prawom higieny reprodukcyjnej… (Charlie Butt, OneNewsNow, 5 marca 2009).

Ale życie jest zagrożone także przy swoim schyłku. W Waszyngtonie zatwierdzono prawo zezwalające lekarzom na przepisywanie pacjentom śmiercionośnej dawki pewnych medykamentów, jeśli nie mają przed sobą szansy na przeżycie przynajmniej sześciu miesięcy. Rita Marker działająca w międzynarodowej organizacji na rzecz obrony życia twierdzi: „To było tragiczne, że jeden stan przemienił zbrodnię wspomaganego samobójstwa w zabieg lekarski. To było już w Oregonie, a teraz mamy Waszyngton naśladujący ich w drodze do ‚śmierci na żądanie'” (Charlie Butt i Marty Cooper, OneNewsNow, 5 marca 2009).


Życie godne poszukiwania


Słyszymy, że naukowcy z USA wysłali w kosmos nowy, bardzo drogi teleskop, który ma prześwietlać galaktykę w poszukiwaniu śladów życia. Tymczasem na globie ziemskim są nie tylko ślady, ale kwitnący ogród życia, który jest deptany przez dzikie zwierzęta niezdolne zatrzymać się przed Tajemnicą. A miejscem, w którym mieszka Tajemnica, jest ludzkie ciało: ciało mężczyzny i kobiety. Tymczasem następny obrazek pokazuje, co ludzie z tym zrobili. W północnej Australii, w Queensland, jest taka „kolonia” zarezerwowana dla nudystów. Pewni ludzie popierają tzw. spotkania muzyczne (swingers party), a przy okazji „sex party”, przy czym w tych lokalach obowiązuje strój Adama i Ewy. Otóż do takiego lokalu zabłądziła pewna para turystów zwabiona chyba muzyką. Oczywiście, kiedy weszli, dostrzegli osobliwy widok: ludzi, którzy zapomnieli się ubrać. Kiedy tak stali zdumieni, otoczyła ich grupka kobiet (które zapomniały się ubrać) i urządziły małą awanturkę z tego powodu, że ktoś ośmielił się je obserwować, a kiedy goście sprzeciwili się żądaniu, aby dostosowali się do stroju grupy, wezwano policję, aby ich usunąć (FoxNews, 5 marca 2009). Jest to jeden z wielu przykładów pokazujących, że w naszej kulturze zapomniano o wartości wstydu i cnoty wstydliwości, która stanowi ochronę jeszcze bardziej fundamentalnej wartości moralnej, to jest cnoty czystości. Ta cnota ma istotne znaczenie z tego powodu, że człowiek jest człowiekiem, a nie zwierzątkiem; jest bowiem istotą przede wszystkim duchową, dzięki czemu jest osobą i może być dzieckiem Boga.

W naszej współczesnej kulturze robi się jednak wszystko, aby ludzie o tym zapomnieli. Niektórzy nawet z zapałem oddają się tej idei, aby zrównać człowieka ze światem zwierząt. Wesley J. Smith zajmuje krytyczne stanowisko wobec poglądu pewnych materialistów, którzy uważają, że człowiek nie ma podstaw, by uważać się za istotę wyjątkową, odróżniającą się radykalnie od zwierząt. „Podejrzewam – pisze – że oni wierzą, iż jeśli przekonają ludzi o tym, że ich życie nie jest ważniejsze niż zwierząt, pozbawią wartości filozofię chrześcijańską w ogóle, a w szczególności teizm. Niektórzy także, jak sądzę, chcą, byśmy poświęcili się dla ‚zbawienia planety’, proponując neopogański kult natury, który zdaje się, wzrasta” (LifeNews, 5 marca 2009). Niektórzy materialiści marzą o tym, aby uczeni doprowadzili do powstania hybrydy człeko-szympansa, który mógłby współżyć z obu gatunkami. W ten sposób nastąpiłoby „przełamanie bariery gatunku”. James Hughes marzył o stworzeniu takiej hybrydy drogą inżynierii genetycznej (w „Citizen Cyborg”) i to byłby dowód, że człowiek niczym się nie wyróżnia, i pomogłoby zwalczyć „ludzki rasizm”. Podobne projekty snuł walczący ateista i biolog Richard Dawkins, popierając tzw. Great Ape Project (Projekt Wielkich Małp) w książce pod tym tytułem (wydanej w 1993 roku). Dawkins w piśmie „The Edge” opowiada się za „przełamaniem bariery” między ludźmi i zwierzętami. Zwalcza etykę katolicką, postawę pro-life, pogląd, że życie ludzkie od poczęcia jest ludzkie, święte i nietykalne. Nie ma jednak argumentów, jedynie stara się ośmieszyć filozofię katolicką przy pomocy odpowiednio dobranych słówek. Nie wierzy więc w moralność, wierzy natomiast w ewolucję. Wesley J. Smith spokojnie demaskuje jego metody rozumowania pozbawione kontaktu z rzeczywistością.


Ateizm wolny od myślenia


Prawdy o stworzeniu człowieka przez Boga i konsekwentnie prawdy o więzi człowieka z Bogiem broni Ray Comfort, wybitny pisarz chrześcijański w USA, mając równocześnie za złe Kościołowi katolickiemu, że przesadnie przychyla się ku teorii ewolucji (WorldNetDaily, 17 lutego 2009). Nie interesuje mnie w tej chwili pogląd Comforta na teorię ewolucji, natomiast cenię go za książkę, o której jest mowa w tym samym artykule „WorldNetDaily”. Jej główna teza brzmi: „Możesz doprowadzić ateistę do uznania tego, co oczywiste, ale nie nauczysz go myśleć”. Ludzie idą za ateizmem, ponieważ kierują się wyobraźnią, zamiast myśleć. To jest także powód, dla którego dialog z ateistami jest trudny i nieskuteczny.

Być może, że niektórzy ateiści i materialiści marzą o złączeniu się ze światem zwierząt, ponieważ zwierzęta nie myślą. Bo myślenie to ciężka praca. Natomiast pewni biurokraci z Unii Europejskiej myślą, że zwierzęta mają prawo być (czuć się) szczęśliwe, zanim dostaną się do rzeźni. Można było o tym przeczytać w informacji zamieszczonej na portalu Onet: „Już niedługo Unia Europejska będzie chciała wprowadzić wymóg, aby na produktach mięsnych znajdowały się informacje, że zwierzę żyło w komfortowych warunkach, bez stresu i zostało zabite w humanistyczny sposób. (…) Unia każe niedługo zamieścić na produktach mięsnych informację, że zwierzę żyło w szczęściu dzięki temu, co łączyło je z hodowcą, że miało życie bez stresu, miłe i przyjemne”.

Kiedyś, kiedy już w Europie zabraknie ludzi, historycy, którzy zjawią się na ziemi z Marsa, stwierdzą, że „Europa to obszar, gdzie bydło było szczęśliwe”.

drukuj