Zostawiona sama sobie

Dziesiątki tysięcy osób włączyły się do akcji nacisku na rząd Włoch, by
skuteczniej walczył o uwolnienie Rosselli Urru, wolontariuszki uprowadzonej w
październiku ubiegłego roku w Algierii. Zdaniem protestujących, władze robią za
mało, aby ją uratować.

Wraz z Włoszką porwanych zostało także dwóch Hiszpanów: Enric Gonyalons i
Ainhoa Fernandez. Wszyscy troje pracowali w obozie dla uchodźców Rabuni
niedaleko miasta Tinduf. Jak poinformowały miejscowe władze, napastnicy
przyjechali do obozu samochodem terenowym z kierunku Mali, otworzyli ogień i
porwali cudzoziemców. Było to pierwsze porwanie zachodnich obywateli w tym
rejonie. Głównym podejrzanym jest Al-Kaida Islamskiego Maghrebu (AQMI).

Sprawa jest skomplikowana, bo w negocjacje o uwolnienie porwanej trójki
zaangażowane są nie tylko władze w Rzymie i Madrycie, ale także rządy
Mauretanii, Maroka i Mali, których obywatele również znajdują się w rękach
terrorystów. W ostatnich dniach do mediów wyciekła informacja, iż wolontariuszka
jest już na wolności, lecz ani ministerstwo spraw zagranicznych Włoch, ani
organizacja, w której pracowała, nie potwierdziły tej wiadomości, podanej przez
arabską telewizję Al-Dżazira. Według strony internetowej Sahara Media, młoda
Włoszka może zostać wymieniona na jednego z bojowników z plemienia Tuaregów
Abdela Rahmana Ould Madou, członka AQMI. Wraz z Rossellą rebelianci proponują
uwolnienie policjanta z Mauretanii, jednakże nie wcześniej niż przed
wyswobodzeniem przez mauretańskie władze innego ważnego członka Al-Kaidy, który
przebywa w więzieniu w tym kraju. Niestety, żadne z tych doniesień nie doczekało
się formalnego potwierdzenia, ponieważ negocjacje w sprawie wymiany zakładników
są tajne, a ponadto nie wiadomo, czy rząd Mauretanii jest skłonny wydać także
drugiego więźnia.

Według włoskiego dziennika "Repubblica", rozmowy w tej sprawie prowadzi m.in.
Mustafa Chami, człowiek podejrzewany o posiadanie bliskich i niejasnych
kontaktów z Al-Kaidą w Mali i z tej racji postrzegany jako najlepsza osoba do
kontaktu z porywaczami z Tindufu. Włoskie media poinformowały, że odbyły się
rozmowy w sprawie uwolnienia wolontariuszki, przy których obecna była sama
zainteresowana, która wyrażała nadzieję na szybkie uwolnienie. Jednakże
mauretańska agencja informacyjna ANI podała, iż opierając się na zeznaniach
policjanta, który miał być uwolniony wraz z Włoszką, na spotkaniu był wyłącznie
on sam i został uwolniony bez żadnych negocjacji.

Zdaniem zarówno władz hiszpańskich, jak i włoskich, rządy obu krajów robią
wszystko, aby doprowadzić do uwolnienia swoich obywateli. Szefowie dyplomacji
tych państw José Manuel Garcia Margallo i Margherita Boniver kilkakrotnie
osobiście złożyli wizyty w Mali, aby wywierać presję na tamtejsze władze, żeby
doprowadziły negocjacje do końca. Jak do tej pory bez rezultatu.

Do większego zaangażowania w tę sprawę włoskich dyplomatów wzywają mieszkańcy
regionu, z którego pochodzi Urru, a także coraz liczniejsi przedstawiciele
społeczności internetowej. 8 marca w jej rodzinnej miejscowości Samugheo odbył
się marsz w intencji uwolnienia Rosselli Urru. Jako wyraz solidarności z
uprowadzoną w niebo poleciało dwa tysiące baloników. Dzień wcześniej prezydent
Sardynii Ugo Cappellacci odwiedził rodziców Rosselli w ich domu. Jak podkreślają
mieszkańcy Samugheo, w tym przypadku nie liczą się jednak takie gesty, ale
realne działania. Dodają, że dotychczasowe nie przynoszą żadnych efektów.

Rossella Urru do momentu uprowadzenia pracowała w Algierii cztery miesiące.
Niestety, od samego początku ta tragedia nie poruszyła włoskich mediów głównego
nurtu, aż do czasu, kiedy włoski komik Geppi Cucciari poświęcił jeden ze swoich
monologów podczas festiwalu w San Remo właśnie uprowadzonej dziewczynie. Występ
miał na celu pokazanie, jak zawstydzająca dla władz centralnych jest ta
sytuacja. Powolny rozgłos sprawa Rosselli zyskuje dzięki portalom
społecznościowym i rozmaitym blogom. Aktywni użytkownicy wzywają do jak
najszerszego rozpowszechniania "sprawy Urru", nagłaśniania sytuacji, w jakiej
się znalazła, i wywierania nacisku na rządy, aby zaangażowały się w większym
stopniu w jej uwolnienie.

Obecnie w Afryce więzionych jest około 15 obywateli zachodnich przez różne
organizacje terrorystyczne. Nie tak dawno po kilku godzinach przetrzymywania
uwolnionych zostało przez rebeliantów działających w sudańskim Darfurze 49
działaczy organizacji humanitarnych. Porywacze poinformowali jednak, że trzech
spośród uprowadzonych zamierzają przetrzymać, ponieważ oskarżają ich o
współpracę z tajnymi służbami. Cudzoziemców porywano także w Nigerii, Mali,
Somalii, Kenii, Etiopii i Nigrze.

Łukasz Sianożęcki

drukuj