Żonglowanie długiem
Przedstawienie przez rząd kontrowersyjnych zmian dotyczących OFE zakłóciło
debatę podsumowującą stan gospodarki w Polsce w 2010 r. i jej niezbyt różowe
perspektywy na przyszłość. Zaprezentowane działania są rozpaczliwą próbą
dostosowania się do sytuacji bardzo wysokiego – ponad 100-miliardowego –
deficytu finansów publicznych, poprzez przerzucenie kilkunastu procent tej kwoty
do ZUS, co nie rozwiązuje żadnego z problemów, dając jedynie wrażenie pewnej
determinacji.
W przedostatnim dniu roku 2010 rząd zdecydował o obniżeniu od kwietnia składki
do otwartych funduszy emerytalnych (OFE) z 7,3 proc. do 2,3 proc. naszych
wynagrodzeń. Różnica – a więc 5 proc. pensji – powiększy zapisy na kontach ZUS.
Nie będzie ona inwestowana, lecz zostanie przeznaczona na wypłatę aktualnych
świadczeń, sukcesywnie zwiększając zadłużenie ZUS względem nas – początkowo o
kwotę 11 mld złotych w 2011 r. i 16 mld zł w 2012 roku.
W następnych latach proporcje składek do OFE i ZUS mają się zmieniać i w
docelowym roku 2017 do ZUS będzie przekazywane 3,8 proc., a do OFE 3,5 proc.
naszych pensji. W praktyce postulowane zmiany spowodują, że ZUS w pierwszym
filarze będzie otrzymywał nie 12,22 proc. naszych wpłat, a 17,22 procent.
Ponadto w OFE mają zostać wprowadzone subfundusze dopasowane do preferencji jego
członków, a od 2012 r. zacznie obowiązywać ulga podatkowa dla oszczędzających
dobrowolnie środki w OFE.
Wysunięte propozycje ukazują słabość struktur państwa, a w obszarze finansów
publicznych ujawniają, że szafowanie hasłem Polski jako "zielonej wyspy" jedynie
zamazało poważne problemy strukturalne, których doświadcza nasze państwo. Ironią
jest, że w tej tak poważnej debacie dotyczącej stanu finansów naszego państwa
tak naprawdę koncentrujemy się na bataliach dotyczących rachunkowości. Bo
przecież nie inaczej należy traktować zapowiedziane działania, które redukując
zadłużenie Skarbu Państwa względem rynku kapitałowego, przesuwają je do ZUS,
jednocześnie nie zauważając przyczyny narastania kłopotów budżetu. Ponadto
obecna dyskusja nie wnosi dosłownie nic nowego do tego, co już przed
dziesięcioma laty zostało opisane w Raportach Urzędu Nadzoru nad Funduszami
Emerytalnymi. Redukcja przepływu środków do OFE będzie oznaczała zmniejszenie
zysków Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, które od początku działalności
pozyskało już trzy miliardy złotych dywidendy dla inwestorów. Dla przeciwników
PTE bardzo irytujący był zwłaszcza fakt osiągania przez nie zysków w sytuacji,
gdy OFE traciły olbrzymie środki. Tak było w 2008 r., kiedy OFE straciły 22 mld
zł, a zarządzający PTE uzyskali 1 mld 800 mln zysku, a więc połowę kosztów
funkcjonowania ZUS.
Potrzeba nadzoru
Funkcjonowanie OFE musi ulec zmianie i państwo ma tu do odegrania olbrzymią
rolę, ale wysunięte propozycje powinny być odmienne. Należałoby pamiętać o tym,
że OFE są oparte na efektywności rynku kapitałowego, a więc powinna istnieć
konkurencja i mechanizmy przeciwdziałania koncentracji OFE w celu
zagwarantowania efektywności funkcjonowania rynku. Zlikwidowany nadzór powinien
zostać odtworzony, by stać się gwarantem, że nie ma żadnych przepływów i strat
OFE związanych z nieuczciwością zarządzających. Niestety, prezentowane
propozycje nie uwzględniają tych postulatów. Ponadto skurczenie rynku w ramach
redukcji składki prawdopodobnie doprowadzi do jeszcze większej koncentracji. Nic
nie mówi się o konieczności efektywnego funkcjonowania rynku, a w przypadku
likwidacji minimalnej stopy zwrotu wprowadzenie różnego typu benchmarków będzie
tylko i wyłącznie petryfikowało strukturę i oddziaływało negatywnie na cały
rynek kapitałowy w Polsce. Ponadto należy pamiętać, że o ile można krytykować
OFE za brak efektywności, o tyle trzeba zwrócić uwagę, że OFE pobierają opłatę w
wysokości 1,5 proc. aktywów – w ujęciu długoterminowym są poniżej 1 proc.
aktywów, a więc pod względem kosztowym działają taniej niż inne instytucje rynku
kapitałowego. Pokazuje to, że uwaga państwa powinna skupić się na zwiększeniu
efektywności instytucji finansowych w pozostałych działach, ponieważ obecne
dążenia do tego, żeby przerzucić odpowiedzialność za świadczenia emerytalne na
obywateli, może wiązać się ze stratami spowodowanymi brakiem efektywności rynku
kapitałowego.
Obniżenie składek do 3,5 proc. z jednej strony niewątpliwie zostało spowodowane
chęcią utrzymania relacji między częścią aktywów inwestowanych na giełdzie a
długiem publicznym. Większa możliwość swobody inwestowania ze strony członków
OFE ma zagwarantować dopływ środków na giełdę i przeciwdziałać zmniejszeniu
popytu na akcje. Jednocześnie danie większej swobody inwestowania ze strony
członków OFE może paradoksalnie okazać się sprzeczne z tymi zamierzeniami.
Ponieważ jeśli 2/3 składki przymusowo zasili pierwszy filar – tyle że przy innym
sposobie waloryzacji typowym dla instrumentów dłużnych – to racjonalnym
posunięciem członków OFE byłoby wybranie portfeli akcyjnych dla reszty
oszczędności. Jednak tego typu działanie ze strony członków OFE może zagrozić
całemu projektowi dotyczącemu obsługi zadłużenia państwa, ponieważ zmiana
struktury OFE może spowodować, że do 140 mld aktywów już zainwestowanych przez
OFE w instrumenty dłużne pojawi się na rynku, uniemożliwiając rolowanie długu
Skarbu Państwa. Utrzymanie dotychczasowych limitów, wprawdzie bezpieczniejsze
dla ministra finansów, zmniejszy znacząco popyt na rynku akcji, a jeśli dodamy
do tego sytuację kryzysową i prywatyzacyjne plany rządu, będzie to oznaczało
sprzedaż aktywów poniżej ich wartości. Przełoży się to na trudność rozwoju dla
polskich przedsiębiorstw, ponieważ tylko najzyskowniejsze projekty inwestycyjne
będą mogły być finansowane przez emisję akcji, gdyż wymagany koszt kapitału
wzrośnie, co będzie ze szkodą dla całej gospodarki.
Presja na niższe emerytury
Jeśli chodzi o zabezpieczenie emerytalne na przyszłość, to zaprezentowane
propozycje są również błędne. Wprawdzie propozycje dotyczące możliwości
dodatkowego oszczędzania w OFE są spełnieniem postulatów, które były
prezentowane w raporcie UNFE "Bezpieczeństwo dzięki zapobiegliwości" już
dziesięć lat temu, chociaż w przedstawionej postaci niewątpliwie preferują
podatników płacących 32-procentową stawkę. Różnica będzie polegała na możliwości
ewentualnego dziedziczenia środków oraz sposobie waloryzowania, które nie są
fundamentalne i istotne, ponieważ na takiej samej zasadzie można byłoby również
pozostałą kwotę przekazywać do ZUS i waloryzować na poziomie zmian WIG na
warszawskiej giełdzie. O ile należy uznać, że rentowność OFE w ostatnim
dziesięcioleciu w porównaniu ze wzrostami cen akcji prywatyzowanych
przedsiębiorstw jest mizerna, to jednak przerzucanie dalszych zobowiązań do ZUS
jest wyjątkowo ryzykowne dla polskich emerytów.
ZUS już obecnie posiada zobowiązania na kwotę 2 bln złotych. Wybitnie
niekorzystnym czynnikiem jest także kryzys demograficzny, którego doświadczamy –
zgodnie ze statystykami europejskimi do 2060 r. ubędzie ok. 7 mln Polaków, czyli
prawie 18 proc., i to w sytuacji założenia zwiększenia dzietności w polskich
rodzinach i przybycia nowego miliona imigrantów. Liczba 80-latków ma wzrosnąć
ponadczterokrotnie, rozsadzając budżety służby zdrowia, a spadek liczby osób w
wieku produkcyjnym (już w tym roku o 100 tys.) w zaprezentowanej perspektywie
będzie wynosił aż 40 proc., ponad 10 mln osób (z 27 mln osób do 16,3 mln).
Wszystko wskazuje na to, że po przyjęciu proponowanych zmian wystąpi olbrzymia
presja na obniżanie emerytur i ich wymiaru w porównaniu z ostatnią pracą,
ustawowe przedłużanie okresu zatrudnienia, i to nawet na okres, kiedy się
choruje i ma mniejszą efektywność. A zapoczątkowane obecnie podwyżki podatków
będą wywierały stałą presję na przedsiębiorstwa i aktywność gospodarczą w
Polsce, wypychając młode pokolenie do szukania zatrudnienia w efektywnych
firmach Europy Zachodniej. To z kolei przy przejściu znacznej części Polaków z
okresu mobilnego (do 44 lat) w wiek starszy i niemobilny spowoduje, że
obciążenie demograficzne wzrośnie ponaddwukrotnie.
Petenci w UE
Obecny premier włożył sporo pracy, aby przekonać partnerów z UE do błędności
metodologii liczenia deficytu finansów publicznych. Mimo to okazało się, że
nasze oddziaływanie jako kraju jest bardzo słabe. Nie znajdujemy zrozumienia
unijnych partnerów w ewidentnych przypadkach, kiedy mamy rację. Jest to złym
prognostykiem na przyszłość, bo oznacza, że będziemy traktowani jak petenci w
kwestiach przepływów finansowych i powstawania nowych regulacji. Dzisiejsza
sytuacja i niemoc polskich elit w dziedzinie rozwiązywania realnych problemów
wymaga głębszego zastanowienia. Obecne problemy z OFE są tylko sygnałem
zwiastującym problemy, które nas czekają, i tak jak likwidacja UNFE nic nie
rozwiązywała, likwidacja OFE również nie przyniesie pozytywnych efektów.
Problemy finansów publicznych, które dopiero przed nami, są spowodowane
wyprzedażą aktywów państwowych, monopolizacją gospodarki niegenerującej miejsc
pracy i wypychającej młodzież za granicę oraz kurczeniem się bazy podatkowej. A
należałoby zdiagnozować, z czego wynika brak aktywności polskich elit w
przeciwdziałaniu tragicznej dla finansów publicznych zapaści demograficznej,
która jest wspólnym mianownikiem tych problemów. Już obecnie deficyt dzieci do
prostej zastępowalności osiągnął poziom 3,5 mln, a polską młodzież polityka
gospodarcza – w tym imigracyjna – wypycha za granicę. W efekcie dojdziemy do
sytuacji, że na jedną osobę w wieku poprodukcyjnym będzie przypadała niemalże
jedna osoba w wieku produkcyjnym – co w sytuacji braku zabezpieczenia
kapitałowego i bez efektywnej polityki prorodzinnej jest tragicznym
prognostykiem w obliczu wyzwań, jakie stoją przed Polską w rozpoczynającym się
nowym dziesięcioleciu.
Dr Cezary Mech
Autor jest byłym prezesem UNFE, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów i
zastępcą szefa Kancelarii Sejmu, aktualnie doradcą prezesa GUS.
