Zła żądza władzy

Władza jest ze swej natury fundamentalną i powszechną strukturą i siłą wszelkiego istnienia, ale w społecznym życiu ludzkim może być dwuwartościowa: dobra albo zła. Toteż podlega ściśle i na każdym poziomie normom etyczno-moralnym – podkreśla Benedykt XVI w „Caritas in veritate”. W rezultacie winna być ona tylko dobra, jako taka bowiem – mówi Pismo Święte – „od Boga pochodzi i jest narzędziem Boga prowadzącym ku dobremu” (Rz 13, 1.4).

Ustrój władzy decyduje, czy Unia Europejska będzie ściśle jednym państwem, czy też wspólnotą państw. Według literalnego brzmienia traktatu lizbońskiego ma być organicznie jednym państwem federacyjnym. Ale po ratyfikacji dokumentu okazało się jednak, że Unia dopiero kształtuje swój najwyższy ustrój, w którym wchodzą w grę trzy podmioty: państwa członkowskie, państwa wiodące oraz instytucje prezydenta i szefa dyplomacji. Przy tym widać coraz wyraźniej, że Niemcy chcą mieć naczelną władzę ekonomiczną, Francja – ideologiczną, a Anglia – zachowawczo-kontynuacyjną. Z tego powodu na prezydenta i szefa dyplomacji nie mogły zostać wybrane osobowości silne i szerzej znane, które osłabiłyby hegemonię owych trzech państw. Nie mógł być wybrany np. Tony Blair, choć to propagandowo zapowiadano, bo jest osobowością silną, a dodatkowo naruszającą ducha Unii, niedawno przeszedł bowiem na katolicyzm, a jednym z głównych celów Unii jest zepchnięcie Kościoła katolickiego ze sceny europejskiej. Zostały zatem zasugerowane osoby mało znane, słabe i hegemonom spolegliwe.
Takie zapewne były intencje hegemonów. Jednak jako filozof historii chcę powiedzieć, że wielkie wybory często płatają wielkie figle. Pozwolę sobie przytoczyć choćby jeden przypadek z pewnych wyborów papieskich. Oto po śmierci Papieża Pawła II w roku 1471 kilkunastoosobowe kolegium kardynałów długo nie mogło wybrać następcy, po pewnym czasie większość pomyślała sobie: wybierzmy kardynała Francesca della Roverego – stary, przekroczył siedemdziesiątkę, cichy, chorowity, z pokornie pochyloną głową. Każdy myślał: będę miał wpływ na niego, no i szybko umrze i otworzy drogę komuś bardziej uzgodnionemu. W miarę jak kardynał Francesco otrzymywał coraz więcej głosów, prostował się, ożywiał i stawał się jakiś spolegliwy. I został wybrany jako Sykstus IV. Wydostojniał, stał się energiczny i rządził żelazną ręką 14 lat. Po kilku latach niezwykle dowcipnie odpowiedział na przytyk grupy kardynałów. Oto kardynałowie ci, pamiętając, że Papież za młodu był ubogi i pasał świnie, w rocznicę wyboru podarowali mu wspaniały, renesansowy obraz pasterza świń z twarzą Papieża. Sykstus IV serdecznie podziękował za prezent, ale swemu nadwornemu malarzowi polecił, by świniom tym domalował kardynalskie kapelusze. Zobaczymy, jak to będzie z panem Hermanem Van Rompuyem.
Historia pokazuje, że wybory demokratyczne bardzo rzadko są demokratyczne w dosłownym znaczeniu. Są one wypadkową wielu niezależnych od wyborcy danych, a przede wszystkim zależą od pieniędzy. Entuzjazmujemy się wyborami prezydenckimi w Ameryce, jednak obecny prezydent został wybrany nie ze względu na miłą aparycję i składane obietnice podobne do Tuskowych, lecz dzięki przyjęciu ideologii liberalnej, popartej wielkimi pieniędzmi grupy interesów elity politycznej, której zostało wstępnie obiecane zachowanie tych interesów i stworzenie – jak powiedział sam Henry Kissinger – „nowego porządku świata”, z akcentem na ideologię antyreligijną. I tak często najwyższa władza jest na usługach błędnej ideologii i w służbie jawnych lub ukrytych oligarchów. Niestety, w tej szyderczej dziś demokracji nadal ma władzę pieniądz. Kto ma więcej pieniędzy, ma też większą władzę społeczną i polityczną. Jeśli zaś partia lub jakaś inna grupa finansowa daje pieniądze, to wybrany musi jej oddać te fundusze, i to z nawiązką, lub przynajmniej za cenę popierania ich ideologii. Takie wybory powinny zostać absolutnie zniesione.
Na usługach ideologii jest także władza w Kanadzie. Władze publiczne od dłuższego czasu chcą tam usunąć chrześcijaństwo z życia publicznego i nawrócić społeczeństwo na nową, obłędną ideologię. Czynią to w całym obszarze życia publicznego. Ale szczególnie bolesne jest perwersyjne indoktrynowanie już najmłodszych dzieci. Na przykład ostatnio, w roku szkolnym 2009/2010, władze oświatowe wprowadziły obowiązek udziału dzieci w kursie pod nazwą „Etyka i kultura religijna”, żeby wszczepiać najmłodszym politeizm, zboczenia, odrzucanie etyki chrześcijańskiej, pomniejszanie znaczenia małżeństwa i rodziny, a nawet otwarty ateizm. Niestety, i u nas pewne czynniki państwowe, podsycane przez ośrodki liberalne i ateizujące, podobnie edukują dzieci i młodzież. Po prostu świat ogarnia szał antyreligijny.
W ten sposób powraca pogańska tendencja rozciągania władzy świeckiej, laickiej na wszystkie obszary religijne i moralne. Drastycznym przypadkiem jest działanie obecnego premiera Hiszpanii José Luisa Zapatero, zmierzające do podporządkowania sobie Kościoła hiszpańskiego, wyrzucenia go z życia publicznego i zniesienia wszelkich odniesień obywateli do chrześcijaństwa. Rząd hiszpański narzuca przestępcze praktyki liberalne, jak aborcja, środki poronne, eutanazja, homoseksualizm, zniesienie katolickiego modelu małżeństwa i rodziny, a wreszcie nałożenie wielkich podatków na Kościół na wzór bolszewicki, z czasów rewolucji hiszpańskiej. I to wszystko się dzieje w rzekomo tolerancyjnej i liberalnej UE, a nawet za milczącą zgodą unijnych władz Unii. Musimy pamiętać, że fala idzie też na Polskę.
Cała UE dostała się pod władzę publicznie ateistyczną, głównie antykatolicką. Unia chce kontrolować każdy wymiar naszego życia. Narzędziem ateizacji stają się czasami także trybunały unijne. Widzimy, jak ostatnio Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, instytucja Rady Europy, chce poddać swojej władzy całe życie chrześcijańskie, m.in. przez wyrzucanie krzyży, najpierw ze szkół. Potem może przyjść kolej np. na symbol Czerwonego Krzyża. Dziwne jest takie samoznieczulanie się na religię całych społeczeństw katolickich. Rząd włoski potraktował nakaz usunięcia krzyża ze szkoły tylko jako błąd sędziowski, ale raczej powinien żądać rozwiązania Trybunału, który stał się ideologiczny na sposób marksistowski. Również Polakom radzi się, żeby wymówili Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z 1950 r. i w ten sposób uniezależnili się od Trybunału. Tymczasem Polska jako członek Unii powinna również wystąpić o rozwiązanie sędziowskiego składu Trybunału, który sam siebie zanegował z nienawiści do katolicyzmu.
Wielu ludzi w Unii broni się przed wyrokiem strasburskim, dowodząc, że krzyż jest znakiem kultury europejskiej. I tu popadają w sprzeczność. Jeśli bowiem krzyż to znak kulturowy, to właśnie może być zmieniony, jak swastyka czy sierp i młot albo inne symbole. Tutaj paradoksalnie trzeba się zgodzić z sędziami, że krzyż jest właśnie znakiem religijnym, a dopiero wtórnie kulturowym. Dlatego my nie pozwalamy go usuwać, gdyż jest on znakiem religijnym i sądowi nie wolno atakować takich symboli. Tym samym Trybunał łamie podstawowe prawo wolności religijnej w imię wyższości ateizmu nad religią i występuje brutalnie przeciwko całym narodom w imię fałszywego dobra jednostki. W rezultacie trzeba zanegować ów pseudoliberalizm indywidualistyczny.
Z wielkim lękiem patrzymy na niektórych wysokich przedstawicieli władz Unii. Socjopsychologia dowiodła, że i w demokracjach często dochodzą do najwyższych szczebli władzy psychopaci, np. Napoleon, Lenin, Stalin, Hitler, Pol Pot i inni, którzy z kolei mają niewytłumaczalną zdolność skupiania wokół siebie innych psychopatów i razem uzyskują ogromną siłę, której już w drodze wyborów nigdy nie uda się obalić. Tragiczne jest to, że dosyć często pewni ludzie osiągają niezwykłą zdolność pięcia się na najwyższe szczeble władzy, choć nie przedstawiają żadnych wartości wewnętrznych lub są przestępcami czy nawet zbrodniarzami. Dlatego władza musi być moderowana przez moralność.

Walka o dobrą lub złą władzę w Polsce

Niektórzy ludzie u nas, nawet wybitni profesorowie występujący w TV, powiadają, że pomimo przynależności do państwa unijnego, które będzie triumwiratem Niemiec, Francji i Anglii, możemy pozostać „suwerenni”, byle byśmy tylko suwerennie się zachowywali. Otóż ci ludzie nie znają chyba prawa i struktury UE i nie zdają sobie sprawy z tego, jakimi potężnymi środkami zniewolenia dysponuje Unia: finansowymi, gospodarczymi, prawnymi, medialnymi oraz propagandowymi. Ponadto trzeba pamiętać, że za różnymi „miłymi” przywódcami stoją potężne ośrodki tak wpływowe, że aż dyktatorskie.
U nas, niestety, władza zachowuje się dosyć dwuznacznie: głosi w pełni niezależną wolność, a jednocześnie dąży do nieograniczonej władzy, nieraz z pogwałceniem niektórych praw, jak np. zamazywanie afer, uniewinnianie swoich, zwolnienie szefa CBA itp. Obecne nasze władze zdają się coraz bardziej podążać za ideologią zachodnią i mają na względzie nie tyle dobro Polski, co raczej dobro Zachodu i dobro własne. Władza zła lubi się upajać sama sobą. Obawiamy się, że w tym duchu został ostatnio ogłoszony projekt zmiany Konstytucji. Pełnię władzy miałby otrzymać premier i jego lilipucia partia, z wielkim pomniejszeniem władzy prezydenta, Sejmu i Narodu. Może też chodzić o to, żeby naszą nową Konstytucję „unowocześnić” w sensie zdecydowanego poddania jej konstytucji europejskiej i liberalnej ideologii, choć i obecna Ustawa Zasadnicza ma już dużo elementów zachodniego liberalizmu. A wybory lub referendum? To już będzie sprawa sił Zachodu i Państwowej Komisji Wyborczej, w tym też centralnego komputera.
Również katolewicy, „Kościołowi otwartemu” i liberalnym duchownym nie chodzi bynajmniej o naprawę ludzkiej strony Kościoła i wzrost jego wolności, lecz o zdobycie władzy nad całą hierarchią lub o zastąpienie hierarchii świeckimi, najlepiej kobietami, i o modelowanie całego Kościoła według własnych pomysłów. Obiecują, że wybaczą wszystko obecnemu Kościołowi, jeśli uklęknie przed ich świętością i mądrością, przeprosi za pychę i ciemnotę i odda im pełnię władzy. Na fali walk o władzę powstały właśnie wszystkie odłamy, schizmy, herezje i sekty. W gruncie rzeczy w świecie odbywa się dziś odrzucanie władzy Boskiej na rzecz demonicznej. Dlatego jest zrozumiałe, dlaczego kalumniatorzy Kościoła katolickiego są uważani za postępowych, są zapraszani na scenę publiczną, nagradzani i nagłaśniani. A przy tym, niestety, masy porządnych katolików zamiast brać sprawy w swoje ręce, są tylko narzędziami liberałów jako „pożyteczni idioci” – jak mówi Stanisław Michalkiewicz. I byłoby dużo gorzej, gdyby nie toruńskie medium, zwłaszcza Radio Maryja, które obchodzi dziś swoje 18-lecie.
Oczywiście, walka o władzę w celach dobrych albo złych toczy się od niepamiętnych czasów i na wszystkich szczeblach życia publicznego i prywatnego. Przy tym żądza władzy wydaje się nieraz silniejsza nawet niż żądza pieniądza, choć te rzeczy – władza i pieniądze, idą zwykle w parze. Walka o władzę, zresztą usprawiedliwiona, toczy się nawet już w rodzinie, między mężem a żoną, między dziećmi a rodzicami. Ludzie chcą mieć choć okruszynę władzy nad innymi. Wszakże dobra władza stanowi nieocenione dobro. Można zaobserwować, że im silniejsza jest sprawiedliwa władza w państwie, tym mniej jest zła, zwłaszcza gdy rozwija się tam religia ze swoją potężną motywacją duchową i moralną. Dżunglą staje się życie publiczne i społeczne tam, gdzie nie ma silniejszej władzy. O życiu bez władzy, zwłaszcza państwowej, marzą skrajni liberałowie. Ale ich błąd obnaża nieźle choćby taki przypadek w Ameryce, jak konieczność uczenia starych ludzi różnych sztuk obrony przed napastnikami na ulicy. Już sobie wyobrażam, jak to wyćwiczona 90-letnia staruszka, skulona, drżąca, przerzuca przez siebie stukilogramowego draba dzięki wyuczonemu chwytowi. Doprawdy nie sposób zrozumieć, jak wykształceni ludzie mogą wierzyć w skrajny liberalizm.
Ludzie dążący do zdobycia władzy posługują się nie tylko środkami słusznymi i etycznymi, ale niekiedy także zwyczajnymi oszustwami, grami, chwytami i podstępami. Proste społeczeństwo jest zwykle oszukiwane na potęgę, najpierw przez obietnice wyborcze, a potem w celu utrzymania zdobytej władzy.
Nieraz zdobywcy władzy są niezwykłymi sztukmistrzami w tej dziedzinie. Dzieje się tak nie tylko na szczeblu ogólnym, ale i w różnych resortach i działach. I tak polityka w celu zdobycia władzy lub jej utrzymania staje się dziedziną szczególnie zakłamaną, pozbawioną sumienia i moralności. O wszystkim decyduje układ i gra sił, wśród których olbrzymią rolę odgrywają dziś media. Jeśli z kolei media są zakłamane, to dla społeczeństwa jest to już tragedia. Niedawno było tak w Niemczech i w Rosji, dziś robi się bardzo podobnie w UE i w Polsce.
W takim życiu nie ma w ogóle logiki i praw. W Unii, ale także u nas, władze zakładają, że podwładni starają się je we wszystkim oszukać, stąd ta chorobliwa biurokracja i kontrola. A podwładni zakładają, że władze ich we wszystkim oszukują. Tak to wygląda, jak się wyrzuci chrześcijańską moralność. Temu wszystkiemu zaś towarzyszy niezliczona ilość nonsensów. Oto kilka kwiatków. „Dlaczego władze są zamieszane w aferę hazardową”? „A bo zawiniły poprzednie władze i trzeba je karać” – pada odpowiedź. „Dlaczego ministerstwo nie sprowadza szczepionek przeciwko A/H1N1”? Odpowiedź m.in.: „Niech myją ręce”. „Dlaczego władze coś źle rozwiązują i nie konsultują rzeczy ani z opozycją, ani ze specjalistami?”. Odpowiedź: „Przecież myśmy wygrali wybory”. Niezły kabaret odbywa się też z sejmową komisją hazardową. Zwycięskiej Platformie chodzi wyraźnie o zakrycie prawdy, a duża część mediów i zwykłych obserwatorów bije im rzęsiste brawa. Człowieka ogarnia kompletna niemoc. Żeby to wszystko zakończyć, trzeba by rewolucji, dyskusje nie dają rady.
Przeraża też bardzo realizacja „wygranej” władzy przemienianej na ideologizację dzieci i młodzieży. Przypomina to swoiste oszukańcze wychowywanie na janczarów, tym razem europejskich, tzn. wychowanie młodych Polaków na zaciętych wrogów Polski. W XX wieku Niemcy germanizowali nasze dzieci, komuniści wychowywali na bolszewików, a dziś liberałowie wychowują je programowo na jakichś obywateli „księżycowych”, wykorzenionych z Polski. Nie mówię już o degeneracji duchowej i demoralizacji. Czy już nikt za to nie odpowiada? Oto np. 20 listopada 2009 r., w dniu praw dziecka, przedstawiono jakąś grupkę dzieci, chyba z I czy z II klasy szkoły podstawowej, i pytano je w światłach jupiterów przed całą Polską: „Jakich chcecie praw?”. A one odpowiadały jedno po drugim, jak teoretycy ideologii liberalnej: prawa do wolności, prawa do rozwoju, prawa do obywatelstwa itp. Przecież one nie rozumieją tych trudnych pojęć! Dlaczego się je tak wychowuje? Żeby je wyrwać spod wpływu religii i tradycji polskiej i całkowicie nimi zawładnąć. Już więcej było sensu w pewnym zdarzeniu w Chełmie w Lubelskiem w kilka lat po wojnie. Do przedszkola przyszła komunistyczna wizytacja. Stalinowski wizytator wskazuje na obowiązkowo wiszący obraz Józefa Stalina i pyta: „Dzieci, kto to jest?”. Dzieci milczą. Wychowawczyni próbuje podpowiedzieć: „Józ…, Józef…”. „Święty Józef” – wypalił chłopak. I wychowawczynię wyrzucono.
Władze liberalne oraz wielu innych polityków i przedstawiciele inteligencji próbują ciągle brutalnie indoktrynować całe społeczeństwo, żyjąc z propagandy, a nie z prawdy, prawda dla nich to luksus z dawnych czasów. I gdyby nie internet, a zwłaszcza medium toruńskie, to społeczeństwo polskie bardzo mało by wiedziało o lokalnych strajkach, zwolnieniach z pracy, bezrobociu, starciach z bezmyślnymi urzędnikami, niepłaceniu pensji robotnikom przez firmy, wyzysku, niesprawiedliwości, upadku zakładów, niektórych manipulacjach rządowych i politycznych, zdradzie polskości, trudnościach katolików itp. Lokalne radia katolickie muszą być cicho, bo nie są niezależne finansowo. Tymczasem establishment zwykle uważa, że nic tak nie konserwuje i nie wzmacnia władzy jak samochwalstwo i różne manipulacje. „Reklama dźwignią rządu”.

Tsunami liberalne dopiero się zaczyna

Trzeba zauważyć, że mimo ratyfikacji traktatu lizbońskiego kształty władzy UE i jej członków nie są jeszcze dokładnie krystalizowane. I myli się ten, kto sądzi, że zakończyła się już walka o władzę w Unii, raczej dopiero kończą walkę harcownicy na oczach państw. Przed nami staje z całą otwartością problem: czy pozbyć się naszej tożsamości i poddać się we wszystkim Unii, ku czemu zdaje się skłaniać PO, czy raczej rozwijać i wzmacniać Polskę wewnątrz i dopiero z tej pozycji współpracować i współżyć z innymi w Unii.
Stajemy zatem przede wszystkim przed następującymi zadaniami:
1. Zachować mimo traktatu jak najwięcej wolności. Odnosi się to najpierw – może paradoksalnie – do dziedziny gospodarczej. Musimy mieć silną i integralną gospodarkę. Nie możemy się zgadzać na to, żeby ideologia unijna niszczyła cały nasz przemysł, rolnictwo, hutnictwo, przemysł węglowy i w ogóle wydobywczy, stocznie, leśnictwo, gospodarkę morską, przemysł zbrojeniowy, w którym byliśmy dawniej bardzo dobrzy itd. Podejrzana jest jakoś cała nasza polityka finansowa, nie wiadomo dokładnie, kto i jak nią kieruje, czy nie jest ona również zideologizowana. Sytuacja niechybnie się pogorszy, gdy wejdziemy do strefy euro.
2. Zachować pełną suwerenność duchową, a więc światopoglądową, religijną, moralną, kulturową i całą naszą twórczość polską. Choć trzeba we wszystkim współpracować z Unią, to jednak muszą być odrzucane przez Naród absolutnie brutalne i podstępne inwazje obłędnej ideologii liberalnej, postkomunistycznej, materialistycznej i ateistycznej. W tych dziedzinach obserwujemy wielką nieodpowiedzialność różnych ugrupowań niedojrzałych, czynników decyzyjnych, zwłaszcza rządowych, przede wszystkim rząd nie może być narzędziem w ręku zachodnich ideologów w niszczeniu ducha polskiego, na co się zanosi. Rząd wprawdzie trochę się powstrzymuje przed aprobatą pełnej fali tsunami rewolucji liberalnej, ale zdaje się nie czynić tego z przekonania, a tylko dla taktyki, żeby nie przegrać najbliższych wyborów w kraju o większości katolickiej.
3. Nie wolno ulegać brutalnemu ateizmowi i różnym sekciarzom w ich dążeniach do zniszczenia Kościoła katolickiego i całej naszej kultury duchowej, łącznie z tradycją moralną. Nie jest to obawa przesadna, ponieważ tzw. rząd światowy i całe ugrupowania antykatolickich terrorystów duchowych i moralnych zmierzają wyraźnie do zniszczenia Kościoła katolickiego i kultury katolickiej na całym świecie. W Polsce podgryzanie Kościoła jest jeszcze maskowane, ale po wejściu traktatu lizbońskiego na pewno się nasili. Przypadków takich jest wiele i często o nich wspominamy. Przyjrzyjmy się choćby dwóm sprawom. Oto rząd wspiera na różne sposoby budowę cerkwi prawosławnych na całej ścianie wschodniej, nawet w miejscowościach, gdzie prawosławnych nie ma. Ostatnio zaczął przekazywać prawosławnym, niektóre cerkwie unickie choć wiele z nich było kiedyś greckokatolickich, tylko zamienionych na prawosławne przez zaborcę carskiego, który zresztą silnie rusyfikował wschodnią Polskę. Najwyraźniej chodzi o wzmocnienie u nas mniejszości religijnych przeciwko Kościołowi katolickiemu. Zresztą przez wiele lat po 1989 r. wszystkich grekokatolików media wliczały statystycznie do prawosławia. Uważam też, że są zagrożone uniwersytety katolickie: KUL i UKSW. Otóż w myśl Deklaracji Bolońskiej w Polsce ma być najwyżej 5 uniwersytetów tzw. flagowych. Każdy z nich ma mieć co najmniej po 12 wydziałów, z przewagą wydziałów związanych bezpośrednio z gospodarką. Tymczasem Katolicki Uniwersytet Lubelski oraz Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie warunków tych nie mogą spełnić, bo mają inne profile, a zatem będą zdegradowane do poziomu akademii.
4. Trzeba mimo wszystko zachować supremację prawa polskiego w podstawowych dziedzinach, zwłaszcza Konstytucji, choć to już wydaje się beznadziejne, gdyż 80 proc. praw nie stanowi ani Sejm, ani rząd, a jedynie są tłumaczone na język polski z języków zachodnich UE. W takiej sytuacji będzie niepotrzebny nie tylko Senat, czego chce Donald Tusk, ale i Sejm, zaś owe pozostałe 20 proc. będzie uchwalał sam rząd na czele z „kanclerzem”. A „oświecone” społeczeństwo będzie im biło brawa. Nie było u nas chyba nigdy takiej ignorancji patriotycznej. Nie jest wykluczone, że premier chce w porozumieniu z kimś z Unii uchwalić taką nową Konstytucję, by była ona bardziej poddana konstytucji europejskiej. Pamiętamy, jak nieopanowany był pęd komunistów do Moskwy i do służenia okupantom, był to jakiś wprost biologiczny heliotropizm ku słońcu moskiewskiemu. Dziś występuje u wielu heliotropizm ku Brukseli. Jest to chyba jakaś „grypa brukselska”.

*******************************************

Jeszcze raz: władza jest istotną strukturą życia ludzkiego i musi być silna i skuteczna, ale przede wszystkim musi służyć Bogu, dobru społeczności i osób ludzkich, i musi żyć etyką, moralnością. Nie może ona być środkiem zniewalania i niszczenia, gdzie podległy tej władzy nie jest osobą, lecz tylko materiałem dla kariery, dla partii lub dla utopijnej ideologii. Kiedy władza służy złu, buduje niewątpliwie królestwo zła i prawdziwe piekło. „Człowiek bez poczucia moralnego jest najniegodniejszym i najdzikszym stworzeniem” (Arystoteles, Polityka, 1253 a 36).

Ks. prof. Czesław S. Bartnik
drukuj