Wygrała wolność sumienia

Pomyślnie zakończyły się wczoraj wieczorem obrady Zgromadzenia
Parlamentarnego Rady Europy na temat stosowania klauzuli sumienia w medycynie.
Projektowana rezolucja została przegłosowana, ale grożące wolności sumienia
lekarzy zapisy zostały tak zmienione, że dokument ma teraz zupełnie inny
wydźwięk.

Przez cały dzień delegaci przygotowywali się do tej ważnej debaty. Zgłoszono
około stu poprawek. Wśród parlamentarzystów krążyli aktywiści ruchu wojującego
feminizmu, agitując za poparciem projektu. Była wśród nich Wanda Nowicka,
szefowa organizacji Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, której
jednak nie udało się zabrać głosu podczas obrad komisji spraw społecznych,
zdrowia i rodziny.
Podczas debaty plenarnej głosy były podzielone. Część grup politycznych nie
wypracowała jednolitego stanowiska i ich reprezentanci ograniczali się do
ogólnikowych sformułowań. Natomiast w głosach indywidualnych delegatów dał się
zauważyć wyraźny podział na dwa obozy, między którymi trudno było o jakiekolwiek
porozumienie. Projekt popierali skupieni głównie we frakcjach lewicowych
zwolennicy aborcji. Aby zaciemnić rzeczywistą wymowę dokumentu, używali
sformułowań budzących pozytywne skojarzenia: "opieka zdrowotna", "pomoc kobiecie
w trudnej sytuacji". Szermowano słowem "zrównoważenie", mając na myśli jednakową
wartość prawa lekarzy do sprzeciwu sumienia i rzekome prawo do aborcji.
Jednak na pytanie holenderskiego deputowanego Pietera Omtzigta, czy – skoro
sprzeciw sumienia może być tylko indywidualny, a nie instytucjonalny – katolicki
szpital będzie mógł całkowicie wyłączyć wykonywanie sprzecznych z etyką
naturalną zabiegów, takich jak aborcja, łotewska radykalna feministka Ingrida
Circene odpowiedziała, że powinien raczej zamknąć oddział ginekologiczny! Jej
zdaniem, lekarze niepodzielający jej wizji "praw kobiet" nie powinni w ogóle
specjalizować się w ginekologii, położnictwie bądź chirurgii.
Nie zabrakło na szczęście głosów delegatów obnażających przewrotność postulatów
ułatwiania zabijania dzieci poczętych i wykonywania innych niegodziwych moralnie
procedur medycznych, takich jak eutanazja.
Tuż przed serią głosowań senator Ryszard Bender zgłosił wniosek formalny o
odesłanie projektu ponownie do komisji, motywując to niską frekwencją (na sali
było około jednej trzeciej składu izby) oraz dużą liczbą poprawek. Jednak
zgromadzenie jednym głosem przewagi zdecydowało, że będzie kontynuować obrady.
W dalszej części posiedzenie przebiegało już pomyślnie dla obrońców wolności
sumienia lekarzy. Kolejne poprawki zgłaszane głównie przez Irlandczyka Ronana
Mullena i Włocha Luca VolontÝ całkowicie odwracały sens projektu. Poprawki te
były przyjmowane przez Izbę znaczącą większością głosów. Na nic zdały się
odpowiedzi autorki raportu, sprawozdawczyni Christine McCafferty i dość
agresywne riposty skrajnego liberała Michaela Hancocka (oboje z Wielkiej
Brytanii). Doszło do tego, że dotychczasowi zwolennicy rezolucji zagłosowali
przeciw niej.
McCafferty i grupa popierająca jej stanowisko nie mogli ukryć wściekłości, żalu
i poczucia bezradności. – To dzień hańby! – krzyczała zdesperowana
sprawozdawczyni, która po raz ostatni, ze względu na wymianę delegacji,
reprezentuje swój kraj w Strasburgu. Jednak tego dnia tryumfowali obrońcy życia
i wolności.
Ostatecznie gruntownie zmieniona rezolucja została uchwalona, a rekomendacje dla
rządów krajów członkowskich (również znacznie zmodyfikowane korzystnymi
poprawkami) zostały w ogóle odrzucone. – Może dziś jest ten dzień przełomu i
Europa zacznie wracać do swoich korzeni – powiedział po obradach senator Bender.
Podobnego zdania jest poseł Dariusz Lipiński (PO): – Socjaliści byli zbyt pewni
siebie, nie zmobilizowali się w przeciwieństwie do naszej strony. I wygraliśmy –
skomentował na gorąco przewodniczący polskiej delegacji.
 

Piotr Falkowski

drukuj