Wrzaski i mgła

Pytań na temat okoliczności katastrofy smoleńskiej przybywa, a faktów na
temat toczącego się śledztwa w tej sprawie jest mniej niż tzw. przecieków,
których oficjalnie nikt nie potwierdza ani nie dementuje. Nikt też nie pyta o
źródła tych przecieków, które w każdej innej sprawie wręcz wymuszałyby na
prokuraturze wszczynanie osobnych śledztw w celu wyjaśnienia wiarygodności
informacji i ich wpływu na toczące się śledztwo.

 

W totalnym szumie informacyjnym nie mogą ujść naszej uwadze starania niemałej
liczby polskich dziennikarzy, mające na celu wyławianie i eksponowanie opinii o
katastrofie pod kątem ewentualnego sprawstwa. Tak jak to miało miejsce ostatnio
na konferencji prasowej prezydium zespołu parlamentarnego ds. zbadania
katastrofy w Smoleńsku. Dziennikarka TVN 24 zabiegała usilnie, aby
przewodniczący zespołu Antoni Macierewicz wyjaśnił, dlaczego w kontekście
katastrofy użył określenia "zbrodnia".
Pomimo rzetelnego wyjaśnienia posła przewodniczącego, że komisja, podobnie jak
polska prokuratura, nie wyklucza wersji zamachu, medialny przekaz tej stacji z
konferencji prasowej został zdominowany poprzez ten właśnie "zbrodniczy wątek".

Od 10 kwietnia br., kiedy to samolot z prezydencką parą i reprezentacją całej
polskiej elity politycznej na pokładzie runął tuż przy pasach lotniska w
Smoleńsku, daje się zauważyć w mediach podtrzymywanie w świadomości publicznej
jedynej oczywistej jakoby wersji przyczyn katastrofy. Poczynając od pierwszej
informacji telefonicznej ministra Radosława Sikorskiego do Jarosława
Kaczyńskiego, że wypadek nastąpił z winy pilotów, po ostatni komunikat MAK
(Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego), że polscy piloci nie znali stanu pogody
w dniu tragicznego lądowania w Smoleńsku. Ku tej wersji (polsko-rosyjskiej)
obciążenia winą pilotów skłania się większa część mediów i nie budziłoby to tak
wielkich wątpliwości, gdyby nie towarzyszyła temu gorliwa, a nawet przesadna
dziennikarska czujność w wychwytywaniu i deprecjonowaniu tych wątków smoleńskiej
katastrofy, które nie pasują do zgodnej (polsko-rosyjskiej), założonej z góry
wersji. Sytuacja ta niebezpiecznie się polaryzuje. Nikt oficjalnie nie wie, jak
doszło do katastrofy i kto jest za nią odpowiedzialny, ale zasadniczo wersja
nieszczęśliwego wypadku znajduje w mediach pełne zrozumienie. Wersja "zamachu",
"zbrodni" budzi protest i wszelakie oskarżenia, poczynając od popularyzowania
spiskowej teorii dziejów, po zaognianie sytuacji w kraju i naszych relacji z
Rosją. (Ja też nie jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, gdyż wyznaję
spiskową praktykę dziejów). W konsekwencji nie można mówić i pisać o
"poległych", tylko o "ofiarach", nie o "zbrodni", tylko o "nieszczęśliwym
wypadku", choć nie ma dziś wiarygodnych dowodów ani na jedną, ani na drugą
wersję tej tragedii. Takie ustawianie opinii publicznej przez media może budzić
niepokój o jawność śledztwa i jego uczciwe zakończenie.
Przy okazji – właśnie przypada 66. rocznica wydarzenia, które także możemy
nazwać zbrodnią na polskim Narodzie – zainstalowania w Lublinie PKWN (Polskiego
Komitetu Wyzwolenia Narodowego), instytucji wymyślonej w Moskwie w celu
podporządkowania sobie Polski. Kierowali nią "Polacy" szkoleni przez sowieckie
NKWD, na czele z Bolesławem Bierutem (PRL-owskie kroniki filmowe pokazywały go
nawet, jak uczestniczył we Mszy Świętej). A ilu dziś jeszcze Polaków żyje w
przeświadczeniu o doniosłej, historycznej roli PKWN w życiu Narodu Polskiego?
Czym tłumaczyć niechętne, wręcz wrogie przyjęcie powstania parlamentarnego
zespołu do zbadania katastrofy smoleńskiej? Wydawałoby się, że każde gremium,
które będzie dążyć do wyjaśnienia tej katastrofy, zostanie w wolnej Polsce
przyjęte z nadzieją i zrozumieniem. Tymczasem zamiast życzeń powodzenia i
deklaracji pomocy zespół ten stał się kolejnym wcieleniem tego "PiS-owskiego"
wroga publicznego numer jeden. Politycy zarówno PO, jak i SLD zamiast przyłączyć
się do tego zespołu, rozpoczęli jego deprecjonowanie – "PiS-owskie upiory",
"granie tragedią narodową", "utopienie sprawy smoleńskiej", "polityczny show",
"polityczny plan", itd.
A przecież chodzi tu o odpowiedzialność, skuteczność, merytoryczność,
racjonalność działania, a przede wszystkim o prawdę, na której powinno zależeć
wszystkim tym, którzy czują się Polakami.
Niestety, znowu dała o sobie znać ta przedziwna i beznadziejna choroba naszego
życia publicznego, czyli wzajemne oskarżanie się przeciwników politycznych o
polityczność. To jakiś absurd. W końcu wszystko, co robią politycy, jest
"polityczne", poczynając od Sejmu, Senatu, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji,
na paradzie gejów kończąc, na którą to zgodę wydała prezydent Warszawy z PO. Tak
jest na całym świecie, bo światem rządzi polityka, a politykę robią politycy.

Poseł Antoni Macierewicz, uznany przez "elity" III RP za największego wroga
(lustracja i likwidacja WSI), pozostaje nim – jak widać – nadal, a sądząc po
temperaturze krytyki, stał się wrogiem jeszcze większym, gdyż to właśnie on
przewodniczy zespołowi ds. zbadania katastrofy w Smoleńsku. Dla wielu
przyzwoitych i rozsądnych Polaków jest to jednak właściwy człowiek na właściwym
miejscu.
 

Wojciech Reszczyński

drukuj