Weselcie się i radujcie
Gdy ludzie wierzący przeżywają największe święto chrześcijaństwa –
Zmartwychwstanie Pańskie, ideolodzy neutralności światopoglądowej domagają się
wyjałowienia przestrzeni publicznej ze wszelkich znaków transcendencji.
Paradoksem jest, że Europa, która jest zbudowana na fundamencie chrześcijaństwa,
jednocześnie jest miejscem narodzin laicyzmu, który walcząc z religią, sam staje
się rodzajem gnostyckiego kultu. Brat wieloletniego prezydenta Francji Jacques
Mitterand, który jest znany ze swej apologetycznej postawy wobec humanizmu
laickiego, w 1973 roku wypowiedział credo tego kierunku: "Dla człowieka
przekazanie swego losu w ręce Boga jest aktem poddania". Inny adept tego
środowiska (loża Wielki Wschód Francji) Michel Baroin stwierdził: "Pamiętajmy,
że prawda nie jest nigdy osiągalna, że nie ma nic tak absolutnego, ani na
niebie, ani na Ziemi".
W "laboratoriach idei" uznano, że nie istnieje Stwórca, więc powołując się na
ludzkość, "oświecone" elity uważają siebie za ostatecznego arbitra prawdy i
dobra. A ludzie, szczególnie ci "wybrani", niech uwierzą, że posiadają boską
naturę. Nie ma bóstwa. Niech żyje ludzkość – absolut. Deifikacja człowieka jest
zjawiskiem od bardzo dawna obecnym w dziejach ludzkich, choć powszechność tego
zjawiska nasiliła się w XX wieku. W humanizmie laickim człowiek, który podlega
transformacji poprzez ewolucję, jest umieszczony na ziemskim tronie naukowego
racjonalizmu, samogenerującej się prawdy i samokreującego się przeznaczenia. A w
humanizmie New Age człowiek odkrywa w sobie nieuświadomiony do tej pory i
nieograniczony potencjał. Przypisuje się człowiekowi tron, który rozciąga się
pomiędzy niebem i ziemią jako boskie dziedzictwo światowego władania, wszechmocy
i własnej chwały.
Jeśli człowiek jest bogiem, to sam decyduje o prawdzie, wyznacza granice dobra i
zła, jest absolutną racją odniesienia. Ten kierunek myślenia zakłada, że nie ma
Boga, więc życie wyczerpuje się w obrębie procesów przyrodniczych, materialnych,
naukowych i paranaukowych, które na ludzki, a zatem ograniczony sposób, próbują
objaśniać świat. W obrębie przyrody – jak zauważają moraliści – nie ma jednak
moralności, jest tam tylko bezrefleksyjne zaspokajanie instynktów i
emocjonalnych potrzeb. "Ja" staje się sensem egzystencji. Człowiek więc wybiera
samego siebie i pozostaje sam z sobą, a ponieważ wie, że nie jest panem życia i
śmierci, wpada w pułapkę najtrudniejszej z niewoli: boleśnie doświadcza
cierpienia własnej niedoskonałości.
Mamy więc do czynienia z przekształceniem ideologii "boskości" człowieka w nową
religię. Jest to pochodna długiego procesu, który się zaczął bardzo "niewinnie":
od traktowania Boga jako kogoś, kto być może istnieje, ale znajduje się na boku
ludzkich spraw, a więc człowiek może się bez Niego obejść. Ten proces laicyzacji
ulega wzmocnieniu, a tam, gdzie się jeszcze toleruje Boga, wyznacza się Mu
miejsce zarówno w życiu prywatnym, jak i społecznym jedynie w kościele, jako
"terenie odosobnienia". To, co przedtem było wyrazem transcendentalnego wymiaru
życia ludzkiego, zostaje sprowadzone wyłącznie do konotacji kulturowej; humanizm
laicki przyswaja sobie i adaptuje na swój sposób wygodne dla siebie elementy
chrześcijaństwa, narzucając złudne przekonanie, że mogą one pozytywnie
oddziaływać na społeczeństwo w oderwaniu od swych chrześcijańskich korzeni oraz
nauki Kościoła.
Celebrujemy Święto Paschy, czyli przejścia Chrystusa ze śmierci do życia. Wołamy
za św. Pawłem: gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, daremna byłaby nasza wiara. Od
tej Wielkiej Nocy żyjemy w perspektywie życia wiecznego i każdy z nas jest
wezwany do świętości. I to jest pełnia prawdy o człowieku, którego nie sposób
zrozumieć bez Chrystusa. "Otrzyjcie już łzy, płaczący, żale z serca wyzujcie.
Wszyscy w Chrystusa wierzący, weselcie się, radujcie".
Jan Maria Jackowski
