Warto pójść tropem afer w wojsku
Z dr. Przemysławem Czarnkiem, konstytucjonalistą z Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, rozmawia Anna Ambroziak
Co zaintrygowało Pana w oświadczeniu płk. Mikołaja Przybyła?
– Są tam bardzo ważne informacje. W tym wszystkim na początku pojawia się wątek
katastrofy smoleńskiej, prowadzonego wokół niej śledztwa, które jest –
najdelikatniej rzecz ujmując – pasmem porażek. Ale chyba jeszcze poważniejszy
jest wątek dotyczący wielkich afer w wojsku polskim, które to prokuratura
wojskowa miała wykryć i co miałoby być powodem bezpośrednich ataków na pana
prokuratora Przybyła. Aż w końcu generowanie określonych komentarzy ze strony
rzecznika prasowego prokuratora generalnego, do którego płk Przybył miał bardzo
duże pretensje.
Jak odebrał Pan wystąpienie szefa NPW gen. Krzysztofa Parulskiego?
– Mam pewne zastrzeżenia do słów pana Parulskiego. Rozumiem, że mamy pewną
odrębność prokuratury wojskowej od prokuratury cywilnej, to jest przedmiotem
toczącej się dyskusji, czy należy tę odrębność zachować, czy też nie. W obronie
prokuratury wojskowej i sądownictwa wojskowego stanął pan prokurator Przybył,
mówiąc, że broni honoru tych prokuratorów i sędziów. Wszystko to rozumiem. Tylko
tak czy inaczej, wszystko mamy w jednym pionie Prokuratury Generalnej, na czele
której stoi prokurator generalny, który de facto jest szefem naczelnego
prokuratora wojskowego. Gdy patrzę na to hierarchiczne podporządkowanie
prokuratora wojskowego prokuratorowi generalnemu cywilnemu, to pretensje
zastępcy do szefa, że ten wszczyna jakieś postępowania wyjaśniające, są mimo
wszystko dość dziwne. Nie chcę tu mówić o winie jednej czy drugiej strony.
Chciałbym podkreślić, że cała ta sytuacja jest spowita w opary absurdu. Bo to
trochę tak, jak gdyby pracownik miał pretensje do zwierzchnika, że ten sprawdza,
jak pracuje.
O konflikcie między prokuratorami Seremetem i Parulskim informowano już
wcześniej, a przecież mamy tak poważne śledztwa jak to w sprawie katastrofy
smoleńskiej…
– To tu niestety winę należałoby złożyć na barki prokuratora Seremeta, bo to on
jest prokuratorem generalnym i najwidoczniej nie potrafił zadbać o normalne
funkcjonowanie Prokuratury Generalnej, w ramach której funkcjonuje Naczelna
Prokuratura Wojskowa – jej szef jest jednocześnie zastępcą prokuratora
generalnego. Jeśli przyjęlibyśmy, że ten konflikt rozpoczął się teraz, to
potrzebne byłyby szybkie decyzje personalne – nie może być tak, by w państwie
demokratycznym dochodziło do sytuacji, w której szef prokuratury nie jest w
stanie zgodzić się z wiceszefem i nic z tym się nie dzieje. Parulski i Seremet
nie są nawet w stanie wspólnie stanąć na posiedzeniu sejmowej Komisji
Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Przecież to skandal.
Wróćmy do oświadczenia i czynu prokuratora Przybyła.
– Wątpię, by jego zachowanie było spowodowane konfliktem między Parulskim a
Seremetem. To byłby jakiś absurd. Wydaje się – ale znów tylko wydaje się, bo
dysponujemy szczątkowymi informacjami – jakby podstawową przyczyną tego, co się
stało, i podstawową przyczyną konfliktu między Parulskim a Seremetem były
gigantyczne nadużycia finansowe w wojsku… Co do łamania prawa – nie jestem
karnistą, ale absolutnie to nie było powodem, nie wierzę w to. Słuchałem dziś
wypowiedzi prokuratora Edwarda Zalewskiego, który jest szefem Krajowej Rady
Prokuratury. Stwierdził on jednoznacznie, że same tylko nieprawidłowości w
postępowaniu wobec dziennikarzy – jeśli w ogóle są – to nie jest zarzut, który
mógłby doprowadzić, jak to stwierdził płk Przybył, do śmierci zawodowej
prokuratora. Na pewno nie jest to ani jedyna, ani podstawowa przyczyna, która
doprowadziła do próby samobójczej. Jestem przekonany, że coś jest na rzeczy.
Coś, co namacalnie czujemy: mówią nam o katastrofie smoleńskiej, o udziale
obcego wywiadu, który jest zainteresowany polskim śledztwem, afery finansowe w
wojsku – to są jakieś punkty zaczepienia. Ale co będzie dalej? Moim zdaniem,
jeszcze raz to podkreślę, przyczyną targnięcia się na życie pana prokuratora
Przybyła na pewno nie był wyłącznie konflikt między Seremetem a Parulskim. Gdyby
tak było, to – proszę wybaczyć – świadczyłoby to o słabości prokuratora
Przybyła.
Prokurator Przybył nawet z łóżka szpitalnego wzywał do "obrony" gen.
Parulskiego. Ale wiemy, że NPW popełnia takie błędy, jak np. angażowanie w
śledztwie smoleńskim w charakterze biegłego osoby, która wcześniej w tej sprawie
składała zeznania…
– To są na pewno argumenty w dyskusji nad likwidacją Naczelnej Prokuratury
Wojskowej. Z drugiej strony, mamy oświadczenie, które wskazuje na jakieś potężne
machlojki finansowe w wojsku. Jeśli prawdą jest, że prokuratura poznańska działa
sprawnie, to na tym etapie byłbym jednak przeciwny likwidacji prokuratury
wojskowej. Podkreślam: na tym etapie. Myślę, że tu trzeba spokoju i rozwagi –
dziś chyba większość już się pogubiła w tym wszystkim.
Obrażenia prokuratora okazały się na tyle niegroźne, że już wczoraj
rozmawiał z dziennikarzami. Niektórzy w związku z tym powątpiewają w intencję
samobójstwa.
– Brałem to pod uwagę. Ale nawet założywszy taką możliwość, to sytuacja, że
prokurator wojskowy, oficer Wojska Polskiego, strzela do siebie na konferencji
prasowej – i tak musiało być coś, co do tego doprowadziło. Bez względu na to,
czy celował w skroń czy w policzek. Jakby tego nie komentować, doszło do
dramatu. Jeśli płk Przybył nie ma żadnych poważnych problemów osobistych, to do
takiego jego działania musiało doprowadzić coś niewiarygodnie poważnego. I nie
sądzę, by była to tylko wola obrony autonomii prokuratury i sądownictwa
wojskowego. Co to było? Mam nadzieję, że się dowiemy.
Dziękuję za rozmowę.
