Warszawiacy bronią SPEC-u
Podwyżki opłat miejskich i prywatyzacja Stołecznego Przedsiębiorstwa
Energetyki Cieplnej (SPEC) ma stać się przedmiotem referendum lokalnego w
Warszawie. W przeszłości już kilkakrotnie odbywały się referenda lokalne, ale
dotyczyły one zawsze spraw personalnych – odwołania urzędujących burmistrzów
bądź prezydentów miast. Po raz pierwszy w historii polskiego samorządu lokalnego
mieszkańcy wezmą udział w podjęciu decyzji o charakterze merytorycznym. Decyzji
istotnej z punktu widzenia strategicznych interesów lokalnej społeczności, jak
również interesów państwa polskiego.
Inicjatywa referendum w sprawie prywatyzacji SPEC podjęta przez warszawski okręg
PiS, reprezentowana przez senatora Zbigniewa Romaszewskiego, została
przeprowadzona we współpracy m.in. z Warszawską Wspólnotą Samorządową i
"Solidarnością". Sukces został osiągnięty, mimo zgodnego przemilczenia akcji
przez mainstreamowe media.
Inicjatywa nawiązuje do akcji "Porozmawiajmy o Warszawie", która została
przeprowadzona już w 2006 roku. Wówczas władze okręgu warszawskiego PiS
zdecydowały o przeprowadzeniu szerokich konsultacji z mieszkańcami stolicy na
temat przyszłości miasta. Bezpośredni kontakt i rozmowy z ludźmi okazały się
receptą na sukces. Ten model działania umożliwił bezprecedensową aktywizację
społeczeństwa obywatelskiego. Zebranie liczby podpisów, znacznie przewyższającej
wymaganą, było możliwe nie tylko dzięki akcji prowadzonej metodą "od drzwi do
drzwi", ale także (a może przede wszystkim) dzięki spontanicznej pomocy wielu
środowisk społecznych, np. licznej grupy rodziców z dzielnicy Białołęka,
dotkniętych drastyczną podwyżką opłat za żłobki.
Próby podważenia referendum
Polityczna arogancja i antyspołeczna polityka Hanny Gronkiewicz-Waltz
doprowadziła do zmiany nastrojów społecznych nawet w tak pozornie liberalnym
mieście jak Warszawa. Jest to dość powolny, ale stały proces. Obecna akcja
referendalna i ponad 151 tys. podpisów to dowód na rosnące niezadowolenie z
rządów Platformy. Kto sieje wiatr, zbiera burzę…
Jednak przeprowadzenie referendum wraz z jesiennymi wyborami parlamentarnymi nie
jest przesądzone. Niestety, partia posiadająca w nazwie przymiotnik
"obywatelska" wcale nie zamierza pytać warszawiaków o zdanie. Jeszcze przed
sesją Rady Miasta Stołecznego Warszawy urzędnicy ratusza zapowiedzieli walkę o
podważenie referendum. Uzbroili się w zlecone z publicznych pieniędzy opinie
prawne. Najbardziej kuriozalnym argumentem popleczników prezydent Warszawy jest
rzekome zbieranie podpisów pod wnioskiem o stołeczne referendum pod Warszawą.
Wysocy urzędnicy stołecznego ratusza nie zauważyli, że w tym samym czasie
zebrano wymaganą liczbę podpisów popierających referendum w sprawie prywatyzacji
SPEC w podwarszawskim Legionowie. Lokalne władze tego miasta, także związane z
PO, zamierzają bowiem dokonać identycznego jak w stolicy prywatyzacyjnego skoku
na majątek publiczny. Inicjatywa referendalna w Legionowie także została
uwieńczona sukcesem.
Jak próby storpedowania referendum mają się do wcześniejszych deklaracji pani
prezydent i jej partii? "Udział mieszkańców w podejmowaniu decyzji oraz w
odpowiedzialności za miasto to znak jakości nowoczesnej europejskiej metropolii"
– napisała w swoim programie wyborczym Hanna Gronkiewicz-Waltz. "Mieszkańcy
Warszawy mają i będą mieli w przyszłości możliwość wyrażenia opinii dotyczących
różnego rodzaju projektów" – obiecała wiceprzewodnicząca Platformy
Obywatelskiej. Dlaczego więc za wszelką cenę chce uniknąć referendum w sprawie
prywatyzacji SPEC?
Niech nauczką będzie STOEN
Najwyższa Izba Kontroli ogłosiła w 2009 r. druzgoczący raport z prywatyzacji
STOEN-u. Według NIK, prywatyzując warszawskie sieci elektryczne, narażono na
szwank bezpieczeństwo energetyczne stolicy i jej mieszkańców, a monopol państwa
został zastąpiony monopolem prywatnym. Pamiętny warszawski blackout potwierdził,
że niemiecki właściciel STOEN-u nie inwestował wystarczająco w remonty sieci
elektrycznej. Dlatego warszawiacy utknęli w windach i w metrze, a szpitale
pracowały na generatorach diesla. Biuro Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego
w ratuszu nie mogło nawet skontaktować się z przedstawicielami spółki. Tak samo
może być z sieciami ciepłowniczymi po sprzedaży SPEC-u, monopolisty na
stołecznym rynku ciepła. Oferuje ono ogrzewanie tańsze niż gazowe czy olejowe i
planuje podłączać do swojej sieci nowe osiedla, także w nowych dzielnicach. Ale
prywatny właściciel znajdzie łatwiejszy sposób na zarobek: podwyżkę cen ciepła.
A przykład innych polskich miast pokazuje, że nie musi oglądać się na zgodę
Urzędu Regulacji Energetyki. Jeżeli wybrana przez ratusz firma Dalkia kupi także
sprzedawane przez Vattenfall elektrociepłownie warszawskie, cały rynek znajdzie
się poza publiczną kontrolą. Stołeczne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej może
przynosić miastu roczny dochód na poziomie 70 mln złotych. Hanna
Gronkiewicz-Waltz chce sprzedać je za (jednorazową) kwotę 1,5 mld złotych. A
zasiłki dla bezrobotnych ciepłowników sfinansują wszyscy podatnicy. Warszawski
samorząd jest właścicielem wielu innych firm, m.in. taksówkarskiej, produkującej
okna plastikowe, wypożyczającej dźwigi budowlane czy plakatowej. Różnica między
nimi a SPEC polega na tym, że plakatowanie czy produkcja okien nie jest zadaniem
samorządu. Dostarczanie ciepła jest natomiast, zgodnie z ustawą, jednym z
podstawowych zadań gminy.
Okazuje się, że warszawiaków tylko pozornie trudno zachęcić do obywatelskiej
aktywności. W naszym mieście, w którym przeważa ludność napływowa, a więzi
lokalne są niezbyt silne, 10 proc. stołecznych wyborców poparło swoim
własnoręcznym podpisem chęć udzielenia prawnie wiążącej odpowiedzi na
następujące pytania: "Czy jesteś przeciw sprzedaży przez m.st. Warszawa SPEC
SA?", "Czy jesteś za obowiązywaniem do końca obecnej kadencji Prezydent m.st.
Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz cen biletów komunikacji miejskiej na poziomie
obowiązującym w roku 2010?", "Czy jesteś za obowiązywaniem do końca kadencji cen
wody i odprowadzenia ścieków na poziomie z 2010 roku?" "Czy jesteś za
obowiązywaniem do końca kadencji opłat za żłobki miejskie na poziomie
obowiązującym w roku 2010?".
To cztery kwestie, o których mieszkańcy stolicy postanowili samodzielnie
zdecydować w referendum.
Nowe przedszkola czy fajerwerki?
Sytuacja budżetowa stolicy jest skomplikowana. Stale rosną wydatki z kasy
miejskiej, głównie na utrzymanie aparatu urzędniczego, i wzrost zatrudnienia w
administracji. Wszystkie inwestycje miejskie mają wieloletnie opóźnienia i
kosztowne niedoróbki przypominające "wielkie budowy socjalizmu". Jednocześnie
spadają dochody miasta. Nie powinniśmy jednak zapominać, że poprzednicy Hanny
Gronkiewicz-Waltz na stanowisku prezydenta Warszawy dysponowali budżetem w
wysokości około 5 mld złotych. Wiceprzewodnicząca PO ma więc do dyspozycji
największy w historii miasta budżet wynoszący blisko 11 mld złotych. Jednak
stale dokonuje drastycznych podwyżek wszystkich opłat miejskich.
Podczas niedawnej debaty nad udzieleniem Hannie Gronkiewicz-Waltz absolutoriom
przypomniałem, że w ubiegłym roku na Pradze wyremontowano pobieżnie osiem
kamienic za niecałe 6 mln złotych. W tym czasie na funkcjonowanie praskiego
urzędu dzielnicy wydano 18 mln zł, z czego na same pensje dla urzędników 15
milionów. Z pieniędzy podatników zapłacono też m.in. 450 tys. zł za
przygotowanie przez prywatną firmę wniosku aplikacyjnego o tytuł Europejskiej
Stolicy Kultury, chociaż w tym samym celu zatrudniono w ratuszu cały sztab
nowych urzędników. Walkę o tytuł ESK 2016 stolica przegrała z Wrocławiem. I
trudno się dziwić, skoro jednym z niewielu pomysłów Hanny Gronkiewicz-Waltz była
"Homo-Warszawa" oraz urządzenie wietnamskiej gastronomii na terenie upadłej
fabryki FSO.
Mieszkańcy stolicy mają prawo zdecydować, czy chcą, by sprawy Warszawy szły w
stronę wzrostu kosztów życia, czy też bardziej gospodarnego zarządzania. W
skrócie: czy chcemy nowych przedszkoli, dróg i autobusów, czy też nowych fontann
i kosztownych fajerwerków.
Maciej Maciejowski
