Ucz się, wyjdź na ludzi, miej Boga w sercu!
Zadaniem katolickich instytucji edukacyjnych, nauczycieli,
wykładowców i wychowawców jest dzisiaj obrona dzieci i młodzieży przed absurdami
systemu antyedukacji oraz błędnymi pomysłami na człowieka, przed błędną
antropologią w wersji „róbta, co chceta!”.
W serii wydawniczej „Historia XX wieku” w 70. rocznicę zbrodni katyńskiej
ukazała się książka „W cieniu czerwonej gwiazdy” z podtytułem „Zbrodnie
sowieckie na Polakach 1917-1956”. „Lenin jeszcze na długo przed rewolucją
uważał, że terror jest nieodłącznym narzędziem sprawowania władzy” – czytamy w
pierwszym rozdziale. „Już w styczniu 1918 r. podżegał ludzi do pogromów, aby –
tutaj dosłowna wypowiedź Lenina – oczyścić ziemię rosyjską ze wszystkich
szkodliwych insektów, z pcheł – oszustów, z pluskiew – bogaczy, i tak dalej, i
tak dalej”. Był „bezgranicznie oburzony”, gdy II Zjazd Rad zniósł karę śmierci
dla dezerterów na froncie: „Bzdura! Jak można robić rewolucje bez egzekucji?
Czyż chcielibyście pozbyć się wrogów, samemu się rozbrajając? Jakie są inne
środki represji? Więzienia? Kto na nie zwraca uwagę w czasie wojny domowej
(…)”. Jedna z jego licznych instrukcji nakazywała: „Wprowadzić bezlitosny,
masowy terror wobec kułaków, popów i białogwardzistów. Elementy podejrzane
zamknąć w obozie koncentracyjnym za miastem. Im większą liczbę przedstawicieli
reakcyjnej burżuazji i reakcyjnego duchowieństwa uda się nam rozstrzelać, tym
lepiej. (…) jeśli dla urzeczywistnienia słusznego politycznego celu
nieunikniony jest szereg okrucieństw, trzeba realizować je w sposób jak
najbardziej energiczny i w możliwie krótkim czasie”. Aż dech zapiera! Dlaczego o
tym wspominam?
Przypominam sobie: Uczęszczałem do czwartej klasy szkoły
podstawowej. To był rok 1978, ponad trzydzieści lat temu. Na lekcji języka
polskiego pani nauczycielka analizowała z nami opowiadanie „O wodzu, który jadał
kałamarze”. To była propagandowa książka gloryfikująca Lenina. Czy moja
nauczycielka, przedstawicielka polskiej elity intelektualnej, nie wiedziała, kim
naprawdę był Lenin, Sowieci, stworzony przez nich system? Nauczycielka mieszkała
w bloku niedaleko moich rodziców. Był to blok zamieszkiwany przez milicjantów.
Mąż mojej nauczycielki nigdy nie nosił munduru. Wtedy się dziwiłem, dzisiaj
rozumiem. A nauczycielka była taka sympatyczna. Czy nie znała prawdy, czy też
wolała jej nie znać za cenę dobrej pensji i pięknego, nowoczesnego na owe czasy
mieszkania?
W szkole średniej, na krótko przed maturą i rokiem 1989,
zapytaliśmy nauczycielkę od historii o Katyń. „Jestem nauczycielem, który
otrzymuje pensję od państwa” – usłyszeliśmy w odpowiedzi, której nie zapomnę.
„Nie mogę wam powiedzieć nic więcej ponad to, co jest w podręczniku”. A
podręcznik mówił o Niemcach. Ta sama pani od historii w czasie naszej klasowej
wycieczki do niemieckiego obozu zagłady w Auschwitz została w autobusie, nie
poszła zwiedzać muzeum. „Pisałam pracę magisterską o obozie koncentracyjnym w
Stutthofie” – wyjaśniała swoje zachowanie. „Straciłam wtedy, w ciągu jednego
miesiąca, dziesięć kilo. Ja o tych okrucieństwach tylko czytałam. A ludzie tego
doświadczali. Dlatego nie mogę iść z wami, to dla mnie zbyt trudne!”. Nasza pani
od historii, wrażliwa przecież na ludzkie cierpienie, miała wtedy najlepsze
rzeczy, tylko takie z Peweksu – tłumaczyły nam koleżanki z klasy, znające się na
tych sprawach. Mąż tej pani zajmował wysokie stanowisko w szeregach PZPR. Nasza
pani od historii wiedziała o Katyniu. Dlaczego nie chciała powiedzieć nam
prawdy? Czyżby się bała, że mówiąc nam prawdę, mogłaby mieć kłopoty i pewnie
utrudniony dostęp do zakupów w Peweksie?
Lektura książki „W cieniu czerwonej
gwiazdy” przekonuje, że na szczęście są też uczciwi i służący prawdzie, a nie
ideologii i własnej korzyści, nauczyciele historii. W rozdziale o Katyniu
znajdujemy przejmujące świadectwo Haliny Szpilewskiej-Młyńczak, córki
nauczyciela, kierownika szkoły zamordowanego w Katyniu. Słowo to wygłosiła do
młodzieży przed gdańską premierą filmu „Katyń”. „Pamięć nie dała się zgładzić!
Przechowaliśmy ją w rodzinach. Jej strażniczkami były przede wszystkim nasze
wspaniałe matki. (…) Dziękujemy za trud niepomierny – wychowania nas w tych
ciężkich latach okupacji sowiecko-niemieckiej i zatęchłego Peerelu! Moja matka,
śląc do akademika w Gdańsku blachę ciasta i dziesiątek jaj, kończyła list
słowami: 'Ucz się. Wyjdź na ludzi, tak, żeby twój Tatuś był z ciebie dumny. Miej
Boga w sercu’. Młodzi Polacy! My, dzieci katyńczyków, zostawiamy wam i przyszłym
pokoleniom (…) pamięć o zbrodni. Strzeżcie jej. (…) Cieszymy się nadzieją,
że do młodego pokolenia Polaków dojdzie wreszcie istota prawdy o ludobójczym
komunizmie. Hańba temu systemowi i jego współczesnym epigonom!” – wołała córka
zamordowanego w Katyniu nauczyciela.
Po co te wspomnienia? Dziś trzeba zabrać
głos. Trzeba odrodzić polskie życie naukowo-akademickie, polskie szkolnictwo,
ale na zdrowych zasadach. Społeczeństwo powinno wiedzieć, co naprawdę dzieje się
w szkolnictwie, jakie zagrożenia niosą ze sobą reformy i decyzje, zalecenia
ministerialne. Trzeba nam mówić otwarcie i odważnie, również w mediach. Komu jak
komu, ale nauczycielom, naukowcom nie powinno zabraknąć ani słów, ani też
argumentów. Zadaniem katolickich instytucji edukacyjnych, nauczycieli,
wykładowców i wychowawców jest dzisiaj obrona dzieci i młodzieży przed absurdami
systemu antyedukacji oraz błędnymi pomysłami na człowieka, przed błędną
antropologią w wersji „róbta, co chceta!”.
Nie łatwo być dzisiaj katolickim
nauczycielem, profesorem! Ale nie wolno nam zapomnieć, że nie jesteśmy sami!
Ponieważ to my liczymy się z Bogiem i Jego przykazaniami, dlatego Bóg stoi po
naszej stronie. Bóg jest silniejszy, mocniejszy od jakiejś pani minister
magister. Możemy być silni Jego mocą i naszą jednością!
Tylko nie wolno
milczeć. Tylko nie wolno nam mówić, usprawiedliwiając swoją bezczynność: „Cóż ja
sam, sama potrafię zdziałać?!”.
Biblia uczy, że śmiało wypowiedziane zdanie
sprzeciwu porusza serca zalęknionych i zmienia grzeszne zamiary. W trzydziestym
siódmym rozdziale Księgi Rodzaju opisana jest historia Józefa egipskiego.
Zazdrośni bracia postanowili go zabić. Tylko jeden z nich, Ruben, zdobył się na
odwagę, wyraził swoje przeciwne zdanie. Dzięki temu nie zabili Józefa, tak jak
planowali, ale wrzucili go do wyschłej studni na pustyni. Tam też czekała go
śmierć. Ale przynajmniej na ich rękach nie było krwi brata. A wtedy drugi brat
Juda – ośmielony chyba odwagą Rubena – wykorzystując sposobną chwilę –
zaproponował jeszcze inne rozwiązanie. Sprzedali Józefa w niewolę przechodzącym
obok Izmaelitom. To prawda, głos sprzeciwu nie zmienił grzesznych planów
całkowicie, ale uratował życie Józefowi. Bóg dokonał potem reszty, jak pamiętamy
z tej biblijnej historii.
A zatem nie wolno mówić, że jeden głos nic nie
zmieni. Bo to nie jest prawda, jeżeli wierzę, że Bóg staje po mojej stronie, gdy
w moich decyzjach i wyborach staję po stronie Boga, tzn. przykazań Bożych i
Ewangelii.
Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, w której posługuję
już trzeci rok, rozpoczęła swój start przed dziewięciu laty. Przebija się z
ogromnym trudem, gdyż nie ma szerokiej akceptacji społecznej ze strony
niektórych środowisk w Polsce, także ministerialnych, a nawet i katolickich.
Dlaczego? Wiąże się to – jestem o tym przekonany – ze współczesną kulturą
liberalizmu i postmodernizmu lansowaną przez komercyjne media. Jesteśmy jednak
świadomi – my, nauczyciele akademiccy WSKSiM – że uczestniczymy w sporze o
miejsce Boga w kulturze, w życiu publicznym, w sporze o prawdę o człowieku,
który chce zająć miejsce Boga. Na to nie możemy się zgodzić! Wielu naszych
profesorów to niezłomni świadkowie prawdy. Za wierność prawdzie w wielu
przypadkach mają utrudnioną lub uniemożliwioną tzw. karierę zawodową. Oni jednak
nie zamieniają swojej wierności prawdzie na korzyści materialne czy awans
naukowy. „Przyszły los ludzkości leży w rękach tych, którzy potrafią dać
następnym pokoleniom rację życia i nadziei!” – przypominał Jan Paweł II. Dał nam
tego osobisty przykład. Pozostał wierny Bogu i Ewangelii i zniszczył komunizm!
Cieszę się, że wraz z profesorami WSKSiM, świadkami prawdy, możemy przyczynić
się do kształtowania nowego pokolenia wiernych Bogu, Kościołowi i
odpowiedzialnych za Ojczyznę Polaków!
O. dr Krzysztof Bieliński CSsR, rektor
WSKSiM
——————–
W dniach 17 i 18 kwietnia wraz ze społecznością akademicką oraz władzami
WSKSiM uczestniczyliśmy w uroczystościach żałobnych prezydenta RP Lecha
Kaczyńskiego oraz jego małżonki Marii. Po tragicznych wydarzeniach z 10 kwietnia
br. jako samorząd studencki zgłosiliśmy chęć udziału w sobotnich uroczystościach
żałobnych w Warszawie. Dzięki uprzejmości władz uczelni, które zorganizowały i
dofinansowały transport oraz nocleg, byliśmy obecni zarówno na placu
Piłsudskiego w Warszawie, jak i w Krakowie. Stanowiliśmy jedną z nielicznych lub
jedyną reprezentację wyższych uczelni w tych uroczystościach. Cieszę się, że
mogę studiować w WSKSiM, uczelni, która daje nam możliwość udziału w tak
wyjątkowych dla Polski i dla nas, Polaków, wydarzeniach.
Piotr Brzezina, III rok,
politologia
