To znak wartości, a nie źródło sporu

Kazanie ks. bp. Grzegorza Kaszaka, ordynariusza sosnowieckiego,
wygłoszone w czasie uroczystości odpustowych w katedrze Wniebowzięcia
Najświętszej Maryi Panny w Sosnowcu, 15 sierpnia 2010 r.

Czcigodni Księża!
Umiłowani w Chrystusie Panu!
Przed chwilą usłyszeliśmy słowa pochodzące z Pisma Świętego: „potem
ukazał się wielki znak na niebie”. Ale o jakiż to znak chodzi? I Pismo
Święte precyzuje: „…Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej
stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). Mowa
jest o niewieście, która ma porodzić „Syna – Mężczyznę, który będzie
pasł wszystkie narody rózgą żelazną…” (Ap 12, 5). Chodzi więc o tę,
która porodziła Syna Bożego i stała się najczulszą z matek. Została
wzięta do Nieba i jest dla człowieka znakiem. Jest też naszą Królową o
niezwykłej potędze, o czym przypomina nam korona ozdobiona gwiazdami.
Na niebie ukazał się znak, czyli został dany „drogowskaz” życia. Jest
on wielki, niemożliwe jest więc dla człowieka, aby go nie dostrzegł,
niemożliwe jest dla człowieka, aby powiedzieć, usprawiedliwiając się:
„Ja go nie widziałem, jakże mogłem moje życie według niego
kształtować?”.
Tym, którym zależy, aby kierować losami człowieka i
świata według własnych wyobrażeń z pominięciem drogowskazów pochodzących
z Nieba, nie pozostaje nic innego, jak wmówić człowiekowi: „Nie patrz w
Niebo, nie zajmuj się ani nie rozważaj rzeczy, o których mówią, że są
niebiańskie”, i drwiąco, z kpiną wmawiają człowiekowi: „Niebo jest tylko
dla ptaków, chmur i gwiazd”.
O jakże szybko świat opłynęły słowa
kosmonauty Gagarina (który jako pierwszy wzniósł się wysoko w kosmos):
„Boga nie widziałem”. Wiedzą bardzo dobrze przebiegli strategowie, że
nie dostrzeże tego wielkiego znaku ten, kto skupia się wyłącznie na tym,
co ziemskie – może to być pieniądz, sława, popularność, technika,
cokolwiek.
Aby człowiekiem można było łatwo manipulować, jak
pokazuje to zresztą historia ubiegłego wieku, trzeba go przekonać: „Nie
spoglądaj w Niebo, nie wznoś swego serca i swego umysłu ku temu, co
niebiańskie, skup się wyłącznie na ziemi – bo tu jest twój raj”.
I
stała się rzecz niesłychana – nie patrząc na Niebo, nie kierując się
znakami – drogowskazami stamtąd pochodzącymi, człowiek zaczął się gubić w
chodzeniu po ziemi, zaczął się potykać i upadać. Bardzo szybko zaczęły
zatracać się właściwe relacje międzyludzkie, a także te między narodami.

Wydarzenia sprzed 90 lat – bitwa określana jako Cud nad Wisłą,
mówią nam o tym dobitnie. Dokonał Polak wielkiego zrywu, aby bronić
Ojczyzny przed najeźdźcą, który siłą chciał zagarnąć kraj i wprowadzić
porządek komunistyczny, który jak się później przekonaliśmy, prowadził
do nędzy. Dla przywódców sąsiedniego kraju nie liczył się człowiek –
liczyło się tylko królowanie na świecie ideologii. Ale mądrość Polaków
głosi: „Lepszy na wolności kęsek lada jaki niźli w niewoli przysmaki”. I
poszli nasi rodacy na bój pod sztandarami „wielkiego Znaku”, i
zwyciężyli.
Człowiek stał się bardzo okrutny, szybko zaczął budować
gułagi, obozy koncentracyjne. Wnet doszedł do przekonania: „Ja jestem
'Übermensch’, a ty trochę lepiej rozwinięte zwierzę, które ma być na
moich usługach”. Doświadczyliśmy tego w sposób szczególny my, Polacy.
Doświadczył tego także mój biskup, śp. Kazimierz Majdański, więzień
obozu koncentracyjnego w Dachau, który niestrudzenie, ku przestrodze
nas, współczesnych, głośno wołał następującymi słowami: „Nie zabijajcie w
nikim Boga, bo to ma konsekwencje straszne dla człowieka, dla naszego
ludzkiego bytowania, dla naszego ludzkiego życia, dla 'raju’ na ziemi,
którego nigdy nie będzie, ale przecież nasze życie jakoś ma być życiem
spokojnym i ludzkim – byśmy mogli pielgrzymować na Górę najbardziej
Jasną, tam, gdzie Ona, tam, gdzie wielki Znak na niebie i w niebie”
(Kazanie w katedrze szczecińskiej, 15 sierpnia 1980 r.).
Jakże więc
ważne są znaki z Nieba dane nam z dobroci Boga po to, aby nasze
bytowanie tu, na ziemi, przebiegało w tak upragnionym pokoju, z
poszanowaniem godności każdego człowieka.
Zwracam się więc dzisiaj z
tej przepięknej katedry z gorącą prośbą i nie mniej gorącym apelem do
każdego polityka Polaka, a w sposób szczególny do tego, który mówi:
„jestem katolikiem”. Nie nakładajcie żadnemu z moich, naszych rodaków
zasłony na oczy, tak aby nie mógł patrzeć na Niebo, tak aby przeszkodzić
mu w kierowaniu się w swoim życiu znakiem z Nieba. A tym znakiem jest
krzyż – znak naszego ocalenia dokonanego przez niewypowiedzianą Mękę i
Zmartwychwstanie Pana naszego Jezusa Chrystusa. I przysłonięto bardzo
cwanie krzyż – znak bezgranicznej miłości Boga do człowieka. A szerokiej
opinii publicznej nie przedstawia się krzyża jako znaku wartości, które
w życiu trzeba realizować, tylko jako źródło sporu. W środkach masowego
przekazu bardzo wiele mówi się o konflikcie, a zbyt mało o stanie
państwa, o czekających nas podwyżkach, o ustawach podejmowanych przez
parlament i tych po cichu dyskutowanych.
Obiecywano zgodę, ale
zobaczcie, drodzy Bracia i Siostry, gdy przesłonięto znak krzyża, co się
z naszym polskim bytowaniem stało. Dlatego zanoszę dziś do Boga
Wszechmogącego błagalny głos: od takiej „zgody” w moim ukochanym
prastarym Narodzie Polskim ustrzeż nas, Panie! Amen.

Tytuły pochodzą od redakcji.

drukuj