To efekt „egzotycznego” sojuszu
Z posłem Jarosławem Sellinem (Koło Parlamentarne Polska Plus),
byłym członkiem KRRiT, rozmawia Jacek Dytkowski
TVP podpisuje z Jackiem Żakowskim gwiazdorski kontrakt. Wraca „stare”?
– Media publiczne po raz kolejny przeżywają tragedię takiego wręcz partyjnego rozszarpywania. Tym razem mamy do czynienia z sojuszem dosyć egzotycznym. Złośliwi mówią na korytarzach, że jest to pakt Ribbentrop – Mołotow pomiędzy PiS a SLD. To podział bardzo konkretny, główny prezes TVP Romuald Orzeł jest z nadania jednej partii, a Jarosław Hasiński z radia publicznego z drugiej. Podobnie dyrektorzy anten: Jedynki – Wojciech Hoflik oraz Dwójki – Rafał Rastawicki. W ramach tego podziału każdy szuka dziennikarzy z dobrymi i znanymi nazwiskami, którzy są bliscy poglądom danej partii. Jacek Żakowski już w 2005 r. przyznał publicznie, że głosował na SLD, a było to w czasie, kiedy ta formacja chyliła się ku upadkowi. W związku z tym na pewno jest życzliwie postrzegany przez eseldowskich decydentów z części programów TVP. A przecież oni posiadają Dwójkę oraz w dużej mierze TVP Info, więc propozycja podpisania umowy z Żakowskim wcale mnie nie dziwi. Kogo mają zapraszać do pracy, jak nie właśnie takich dziennikarzy, którzy raczej życzliwie, a nie krytycznie patrzą na SLD?
Honorarium Żakowskiego ma być wyłączone z budżetu prowadzonego przez niego programu. Nie brakuje opinii, że wynagrodzenia w TVP powinny być jawne…
– Widzę tu jeden problem polegający na tym, że telewizja publiczna w większej mierze jest już telewizją komercyjną, niż wynikałoby to z jej misyjnego charakteru. Z powodu spadku płatności abonamentu jest ona finansowana ze środków publicznych zaledwie w dziesięciu procentach, a w dziewięćdziesięciu – ze źródeł komercyjnych. Uważam, że prawo do posiadania informacji o wewnętrznych sprawach finansowych spółki publicznej jest jak najbardziej racją strony społecznej. Natomiast gdy traci ona taki charakter, a staje się przedsiębiorstwem komercyjnym, wtedy już jawność nie jest konieczna. Oczywiście formalnie jest to spółka publiczna – Skarbu Państwa, i jakieś środki są do niej kierowane, tylko że niestety coraz mniejsze. Można więc powiedzieć, że prawdopodobnie obecnie w dziewięćdziesięciu procentach wynagrodzenia pochodzą z tego, co TVP sama wypracowała w ramach walki konkurencyjnej i komercyjnej, a tylko w dziesięciu ze środków publicznych. I w takiej mierze, i w takich proporcjach powinniśmy pytać, na co zostały one wydane.
Zwłaszcza że brakuje pieniędzy na kanały zdecydowanie misyjne…
– Sam podpisałem się pod akcją sprzeciwiającą się planom obcięcia budżetu TVP Kultura o mniej więcej trzy czwarte. Rzeczywiście to dziwi, bo nie są to przecież aż takie wielkie pieniądze, żeby szukać akurat tutaj największych oszczędności. Tworzenie natomiast lub utrzymywanie kanału, którego działalność opiera się tylko na emitowaniu powtórek, pozbawionego własnej, oryginalnej i aktualnej produkcji, jest dosyć dziwnym pomysłem. Mam nadzieję, że obecny zarząd z tego się wycofa.
Dziękuję za rozmowę.
