Testament katyński
Zbigniew Brzeziński – amerykański polityk, sowietolog, były doradca
prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa państwa, publicysta, profesor
uniwersytetu – powiedział w czwartek Telewizji Polskiej, że „prezydent Lech
Kaczyński zginął w wielkiej narodowej pielgrzymce na rzecz wolności, prawdy i
pojednania”. Brzeziński powiedział to, o czym myśli i mówi wiele osób, ale na
uwagę zasługuje kolejność słów: najpierw prawda, dopiero potem pojednanie.
Niemal to samo powiedział kilka dni wcześniej arcybiskup metropolita gdański
Sławoj Leszek Głódź w gdańskim kościele św. Stanisława Kostki podczas Mszy św.
dla pracowników IPN, w intencji śp. prezesa Janusza Kurtyki: „Janusz Kurtyka
leciał do Katynia z pocałunkiem pokoju, ale też z głośnym wołaniem o
prawdę”.
Niezależnie od śledztwa dotyczącego okoliczności i przyczyn katastrofy w
Lesie Katyńskim śmierć Prezydenta RP, wysokich urzędników i parlamentarzystów
państwa polskiego oraz tylu wybitnych przedstawicieli naszego społeczeństwa w
drodze do Katynia wymaga, abyśmy w tych dniach sformułowali ogólnonarodowy
testament katyński – zbiór zasad postępowania i postulatów związanych ze
zbrodnią katyńską, od których respektowania zależy nasze pojednanie z Rosją. Nie
z Rosjanami, bo są wśród nich ludzie, z którymi rozumiemy się bez słów i którzy
dla prawdy o Katyniu zrobili więcej niż niejeden Polak. Chodzi o pojednanie z
Rosją, która jako państwo jest ciągle w polskiej świadomości zbiorowej naszym
odwiecznym wrogiem, sprawczynią niewysłowionych tragedii i zbrodni, które
dotknęły wiele pokoleń Polaków. Rosją, której nie ufamy, a ta nieufność wynika z
doświadczenia, przekazywanego z pokolenia na pokolenie.
Sformułowanie
katyńskich zasad potrzebne jest także po to, by żaden polski polityk nie
pozwalał sobie na nieszczere uściski, „jednanie” i „przebaczanie” – w naszym
imieniu – z myślą o bieżących korzyściach politycznych, jakie mu to przyniesie.
„I nie przebaczaj, zaiste, nie w twojej mocy jest przebaczać w imieniu tych,
których zdradzono o świcie” – uczył nas Pan Cogito, czyli Pan Myślący.
Oczywiście, nie przekonywał nas, byśmy w ogóle nie przebaczali, bo byłoby to
niezgodne z samym jądrem naszej wiary i kultury. Chodziło o to, by się przedtem
zastanowić nad warunkami takiego przebaczenia. Zwłaszcza wtedy, gdy przebaczamy
nie za swoje krzywdy, lecz „w imieniu tych, których zdradzono o świcie”. To
wymaga odpowiedzialności i należytej powagi, rozwagi i namysłu.
Co mają nam
do powiedzenia w tej sprawie nasi drodzy Zmarli, którzy odeszli od nas w
tragiczny sobotni poranek pod Smoleńskiem? Jak brzmi ich testament katyński? To
ważne, bo przecież jesteśmy ich testamentariuszami.
Bolesna blizna
Nie wiadomo do końca, czy tekst publikowany kilka dni temu przez PAP i
„Rzeczpospolitą” jest wiernym odtworzeniem tego, co zamierzał powiedzieć śp.
prezydent Lech Kaczyński w pamiętną sobotę w Lesie Katyńskim. Wiemy z wypowiedzi
śp. Marii Kaczyńskiej, że pan prezydent nie pisał przemówień, lecz „układał je
długo w głowie”. Zresztą sami to nieraz widzieliśmy. Jednak współpracownicy
odtworzyli to, co zamierzał powiedzieć, ponieważ się z nimi konsultował i
pozostały notatki. Szczególne znaczenie ma w planowanym przemówieniu następujące
zdanie: „Katyń stał się bolesną raną polskiej historii, ale także na długie
dziesięciolecia zatruł relacje między Polakami i Rosjanami. Sprawmy, by katyńska
rana mogła się wreszcie w pełni zagoić i zabliźnić. Jesteśmy już na tej drodze.
My, Polacy, doceniamy działania Rosjan z ostatnich lat. Tą drogą, która zbliża
nasze narody, powinniśmy iść dalej, nie zatrzymując się na niej ani nie
cofając.
Wszystkie okoliczności zbrodni katyńskiej muszą zostać do końca
zbadane i wyjaśnione. Ważne jest, by została potwierdzona prawnie niewinność
ofiar. By ujawnione zostały wszystkie dokumenty dotyczące tej zbrodni. By
kłamstwo katyńskie zniknęło na zawsze z przestrzeni publicznej. Domagamy się
tych działań przede wszystkim ze względu na pamięć Ofiar i szacunek dla
cierpienia ich Rodzin. Ale domagamy się ich także w imię wspólnych wartości,
które muszą tworzyć fundament zaufania i partnerstwa pomiędzy sąsiednimi
narodami w całej Europie”.
Domagamy się działań prawnych, ujawnienia
wszystkich dokumentów sprawy i niezgody na dalsze uprawianie w Rosji, przez
kogokolwiek, kłamstwa katyńskiego. Domagamy się „ze względu na pamięć Ofiar i
szacunek dla cierpienia ich Rodzin”. Teraz możemy jeszcze dopisać: domagamy się
także ze względu na pamięć o cierpieniu tych, którzy umierali rankiem 10
kwietnia 2010 roku.
Nad słowami pana prezydenta, uznawanego nawet przez jego
przeciwników za strażnika naszej narodowej pamięci, budowniczego Muzeum
Powstania Warszawskiego, niestrudzonego poszukiwacza pełnej prawdy o Katyniu i
jego następstwach – nie wolno nam przejść do porządku dziennego. To był przecież
człowiek, który wydobywał z niepamięci i odznaczał w Pałacu Prezydenckim – w
imieniu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – ludzi, o których kazano nam przedtem
zapomnieć: wszystkich katyńczyków mianowanych symbolicznie na wyższy stopień
wojskowy, gen. bryg. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”, zamordowanego 13 lat po
zbrodni katyńskiej, kpt. Stanisława Sojczyńskiego, mianowanego pośmiertnie na
stopień generała, Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” i wielu, wielu innych,
wyklętych przez sowieckich komunistów w Moskwie i w Warszawie żołnierzy
powojennej konspiracji niepodległościowej.
Po pierwsze – pamięć…
Znamy pełny tekst homilii czy raczej kazania, które śp. biskup polowy Wojska
Polskiego gen. dyw. Tadeusz Płoski zamierzał wygłosić w Lesie Katyńskim. To były
rozważania o prawdzie, która wymaga od człowieka wielkiego trudu i która często
przynosi nam gorzkie doświadczenia, ale tylko prawda wyzwala. Słowo księdza
biskupa Tadeusza zakotwiczone było w nauce Sługi Bożego Jana Pawła II: „Podczas
pielgrzymki do Rzymu 13 kwietnia 1996 r. Rodziny Katyńskie usłyszały najgłębsze,
najbogatsze w treść słowa Ojca Świętego Jana Pawła II o istocie Golgoty Wschodu:
'Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią’. Dziś, pozdrawiając Rodziny
Katyńskie na czele z księdzem prałatem Zdzisławem Peszkowskim, przywołuję te
właśnie słowa Chrystusa. 'Ojcze, przebacz’… Są one bowiem szczególnie aktualne
dla ludzi, których dotknął dramat niewinnej śmierci bliskich. Jesteście
świadkami śmierci, która nie powinna ulec zapomnieniu. Tragiczne wydarzenia z
wiosny 1940 r. w Katyniu, Charkowie i Twerze są rozdziałem w martyrologium
polskim, które nie może być zapomniane. Ta żywa pamięć powinna być zachowana
jako przestroga dla przyszłych pokoleń”.
Narodowa pamięć wymaga od nas
nieustannego trudzenia się. To ważna część testamentu katyńskiego.
Sprawa polskiej tożsamości historycznej
Szczególnym strażnikiem naszej narodowej pamięci był śp. Janusz Kurtyka,
prezes Instytutu Pamięci Narodowej. Łączyło go z panem prezydentem wspólne,
gorzkie doświadczenie. Obydwaj byli zaciekle, per fas et nefas, atakowani za
upominanie się o prawdę – nawet wtedy, gdy była ona gorzka dla butnych nuworyszy
polskiego establishmentu, przedwcześnie zaskorupiałego w swej arogancji i
przekonaniu, że jest nietykalną dla parweniuszy warstwą uprzywilejowanych,
którzy mają prawo dozować nam prawdę ze względu na swój „wizerunek”. Nie cofali
się przed niczym, nawet przed plotką, która miała wprowadzić chaos w życie
rodzinne Janusza Kurtyki.
Co miał nam do powiedzenia pan prezes w kwestii
katyńskiej? Pokazują go w tych dniach w gazetach z książką w ręku. To najnowsza
publikacja IPN: „Zbrodnia katyńska. W kręgu prawdy i kłamstwa”. Janusz Kurtyka
zrobił nam we wstępie do tej książki mądrą, przemyślaną powtórkę z Katynia.
Przede wszystkim jednak wytyczył dalszą drogę: „30 listopada 2004 r. w IPN
zostało wszczęte polskie śledztwo katyńskie. Klasyfikuje ono Zbrodnię Katyńską
jako zbrodnię wojenną i zbrodnię przeciwko ludzkości. Traktuje ją jako
niepodlegającą przedawnieniu zbrodnię ludobójstwa. Celem śledztwa polskiego jest
wszechstronne wyjaśnienie okoliczności sprawy, w tym między innymi imienne
ustalenie wszystkich obywateli polskich – ofiar Zbrodni Katyńskiej, ustalenie
miejsc ich kaźni i pochówku, sporządzenie pełnej liczby osób, którym przysługują
prawa pokrzywdzonych, ustalenie wszystkich osób biorących udział zarówno w
podjęciu, jak i w wykonaniu decyzji z 5 marca 1940 r. oraz – zgodnie z polskimi
kodeksowymi zasadami odpowiedzialności karnej – określenie odpowiedzialności
każdej z nich […]. Strona rosyjska udostępniła prokuratorom IPN [tylko] 67 ze
168 tomów akt śledztwa rosyjskiego, nie pozwolono ich skopiować […]. Odmówiła
udostępnienia pozostałych tomów […]. Z punktu widzenia interesów Państwa
Polskiego, jego obywateli będących sukcesorami ofiar Zbrodni oraz z uwagi na
obowiązki ustawowe prokuratorów IPN, wreszcie na potrzeby zachowania dobra
wymiaru sprawiedliwości – kontynuowanie śledztwa katyńskiego w warunkach
dotychczas przyjętych jest ze wszech miar uzasadnione. Rezygnacja przez stronę
polską z klasyfikacji tej zbrodni jako ludobójstwa oznaczałaby przyjęcie
rosyjskiego punktu widzenia w niezwykle ważnym dla świadomości społecznej
polsko-rosyjskim sporze o ocenę historii i miałaby niezwykły rezonans społeczny.
Zbrodnia Katyńska jest nadal jednym z kluczowych punktów współczesnej polskiej
tożsamości historycznej. Pamięć o niej w czasach dyktatury komunistycznej
pomagała tę tożsamość podtrzymywać przeciwko wszechobecnemu kłamstwu. Pamięć o
niej służy obecnie budowaniu społecznego przekonania, że służba Ojczyźnie ma
niekiedy swoją wielką cenę, zaś obowiązkiem państwa jest pamiętać o tych, którzy
w imię tej służby oddali życie”.
Tylko czytelne znaki
W piątek, 9 kwietnia, na dzień przed tragedią, jeden z najbliższych
współpracowników pana prezydenta, minister Władysław Stasiak, udzielił wywiadu
Krzysztofowi Skowrońskiemu. Szef Kancelarii Prezydenta RP mówił: „Obecność
Putina w Katyniu [7 IV 2010 r.] nie była przełomem. Prawda opiera się na
konkretach. Przełomem byłoby otwarcie archiwów, zmiana stanowiska Rosji przed
Europejskim Trybunałem w Strasburgu, odtajnienie materiałów ze śledztwa z 2004
roku. Czekam na czytelne znaki”. Teraz my będziemy na nie czekać, panie
ministrze.
„Katyńska kość niezgody w relacjach Warszawy i Moskwy zostanie
pochowana razem z prezydentem Kaczyńskim” – napisała 12 kwietnia „Niezawisimaja
Gazieta”. Nie. Nie ma żadnych „kości niezgody”. To wyrażenie zakłada, że racje
obu stron są równouprawnione i wystarczy tylko gałązka pokoju. Złudne i fałszywe
przeświadczenie. Nie ma „kości niezgody” ani „węzła gordyjskiego”. Jest z jednej
strony niedostatek dobrej woli, z drugiej zaś niezgoda na nieszczerość, na
kolejne zatajenia, na nieprawdę. Trwajmy w tej niezgodzie na nieprawdę, bo to
jest rdzeń naszego testamentu katyńskiego. Nie toczymy sporu z narodem
rosyjskim. Domagamy się jedynie tego, co się nam należy od rosyjskiego państwa –
następcy prawnego Związku Sowieckiego. A dla zwolenników „zakopywania kości”
mamy złe wieści. Na Katyniu się nie kończy. Pilna jest sprawa wyjaśnienia
okoliczności zamordowania około 100 tysięcy Polaków, obywateli Związku
Sowieckiego, pod koniec lat 30. Zamordowanych tylko z powodu przynależności
narodowej. Profesor Andrzej Nowak z Uniwersytetu Jagiellońskiego nazywa tę
zbrodnię „polskim holokaustem”. Katyń jest symboliczną puszką Pandory, którą
trzeba otworzyć, by poczynając od tej sprawy, całe zło stworzone przez
ludobójczy bolszewizm zostało nazwane i policzone. Zło, którego Rosjanie byli
ofiarami na równi z Polakami, a może jeszcze bardziej, więc prawda jest w
obopólnym interesie naszych narodów. Rosja potrzebuje wielkich, mądrych ludzi,
by ten proces oczyszczenia doprowadzić do końca. Czy panowie Putin i Miedwiediew
dorośli do takiej roli? Czas pokaże.
Nie zakopiemy prawdy
Wszyscy jesteśmy strażnikami polskiego testamentu katyńskiego. Nie pozwólmy,
by ktokolwiek, w naszym imieniu, zmieniał jego zapisy i ogłaszał przedwcześnie i
nieprawdziwie koniec katyńskiego kłamstwa. Ten koniec musi być poprzedzony pełną
prawdą i otwartymi archiwami z dokumentami zbrodni. Jako strażnicy musimy
wystrzegać się egzaltacji i naiwności. Nie można przykładać nadmiernej wagi do
gestów i pięknych słów. Liczą się tylko czyny.
Tę straż winniśmy nie tylko
panu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, ale i wielu ludziom, którzy znaleźli w
sobotę śmierć w Lesie Katyńskim: panu prezydentowi Ryszardowi Kaczorowskiemu,
oficerom Wojska Polskiego, którzy pragnęli oddać cześć swym starszym Kolegom,
wnuczce generała Mieczysława Smorawińskiego i innym członkom Rodziny Katyńskiej,
kapelanom Rodzin Katyńskich i Wojska Polskiego, niestrudzonemu rycerzowi walki o
prawdę i uwolnienie Polski od miazmatów komunizmu – prezesowi IPN Januszowi
Kurtyce, budowniczemu cmentarzy katyńskich Andrzejowi Przewoźnikowi,
budowniczemu pierwszego pomnika katyńskiego w Polsce Stefanowi Melakowi,
legendzie „Solidarności” Annie Walentynowicz – poranionej w młodości Polce z
zaanektowanych przez Sowiety Kresów. Jesteśmy ją winni tym, którzy odeszli
wcześniej, a którzy sterali swoje życie na drogach ku niepodległości i prawdzie.
Takim ludziom jak nieodżałowanej pamięci ksiądz prałat Zdzisław Jastrzębiec
Peszkowski, kapelan Rodziny Katyńskiej i Pomordowanych na Wschodzie, jak
niestrudzony, przez lata prześladowany za swą służbę Polsce i prawdzie Wojciech
Ziembiński i tym wszystkim, którzy nie zgodzili się na katyńskie kłamstwo,
przykrywające cieniem niepamięci także inne, nie mniej dramatyczne, powojenne
już losy Polaków i towarzyszące im nowe porcje starego kłamstwa.
Jesteśmy
winni tę straż naszym dzieciom i wnukom. Jesteśmy ją winni
Polsce.
Piotr Szubarczyk, IPN Gdańsk
