Tbilisi nie ma co liczyć na Pakt

Z Alexandrem Rahrem, politologiem, dyrektorem Niemieckiego
Towarzystwa Polityki Zagranicznej, autorem wielu książek o Rosji,
rozmawia Waldemar Maszewski

Tezy, że Rosja powinna znaleźć
się w NATO, zyskują w Niemczech na popularności. Dlaczego?


Niemieccy politycy, ale także politolodzy już od dawna widzą konieczność
ścisłej współpracy z Rosją. Jest to słuszna koncepcja, gdyż w przypadku
izolowania Rosji w Europie, można szybko spowodować, iż kraj ten
ponownie poczuje się, a być może nawet szybko się stanie wrogiem Europy.
Dlatego niemieccy politycy, mając ciągle w pamięci dawną sowiecką
politykę, wolą stopniowo włączać dzisiejszą Rosję w sprawy europejskie i
natowskie. W kwestii włączenia Rosji do NATO, nie jestem pewien, czy
sama Moskwa tego chce, na taką inicjatywę niemieckich intelektualistów i
polityków w ogóle nikt z rosyjskich polityków nie zareagował.

Istnieje
możliwość innej formy współpracy?

– Tak, i to bardzo ciekawa,
mianowicie inicjatywa zaprezentowana przez kanclerz Angelę Merkel i
prezydenta Dmitrija Miedwiediewa podczas czerwcowego spotkania w
Mesebergu k. Berlina, gdzie po raz pierwszy upubliczniono wspólną
propozycję utworzenia unijno-rosyjskiego komitetu ds. bezpieczeństwa
europejskiego. To jest bardzo pożyteczna inicjatywa, w której Unia
Europejska razem z Rosją będą rozmawiały o europejskim bezpieczeństwie.

Co
Pan sądzi o wypowiedzi ministra obrony Karla-Theodora zu Guttenberga,
że Rosja mogłaby współpracować z NATO w ustanawianiu systemu obrony
antyrakietowej?

– To nie są jedynie słowa ministra obrony, gdyż
jest to w zasadzie niemieckie stanowisko w tej sprawie, i to już od
czasów Gerharda Schroedera. Wszyscy szefowie niemieckiej dyplomacji od
dawna dążą do ścisłej kooperacji z Moskwą w sprawie walki z terroryzmem,
a szczególnie z zagrożeniem rakietowym ze strony Iranu. Taka wspólna
tarcza chroniłaby Stany Zjednoczone, Europę i także część Rosji przed
ewentualnymi rakietami wystrzelonymi z Iranu. W tym zakresie Niemcy są
skutecznymi pośrednikami w ewentualnym porozumieniu pomiędzy USA, UE a
Moskwą.

Szefowie dyplomacji państw Trójkąta Weimarskiego:
Radosław Sikorski z Polski, Bernard Kouchner z Francji i Guido
Westerwelle z Niemiec, spotkali się w ramach tego sojuszu w Paryżu
rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem…


To jest bardzo dobre pytanie. To bardzo dobra idea i ma szansę
zrealizować dalekosiężne plany współpracy czterech państw: Niemiec,
Francji, Polski i Rosji. Dotychczas Trójkąt Weimarski jest zorientowany
na Europę Środkowo-Wschodnią i jest dużo lepszym miejscem do rozmów
niemiecko-rosyjskich lub francusko-rosyjskich niż istniejący sojusz
zwany Trójką, czyli oś Berlin – Paryż – Moskwa. Trójkąt Weimarski wraz z
Rosją zyska w Europie dużo większe zaufanie niż wspomniana przeze mnie
wcześniej Trójka. Jeżeli uczestnicy Trójkąta są gotowi szczerze
rozmawiać z Rosją, to moim zdaniem sojusz ten może zastąpić nie tylko
Trójkę, ale nawet ma szansę stać się centrum wzajemnej współpracy
rosyjsko-unijnej i być może odegra rolę centrum rosyjskiej integracji z
Unią Europejską. Jednak także w zakresie Trójkąta Weimarskiego zarówno
Berlin, Warszawa, jak i Paryż muszą pamiętać, że oprócz Moskwy trzeba
także rozmawiać z Kijowem.

A propos Ukrainy, czy po
ewentualnym zbliżeniu Rosji z UE Pakt Północnoatlantycki automatycznie
przestanie się interesować niezależnością Gruzji i wejściem Ukrainy do
NATO?

– Jest to bardzo proste, gdyż przez następne pięć lat
kwestia ewentualnego wejścia Ukrainy do NATO jest nieaktualna, bo
prezydent Janukowycz zapowiedział, że jego kraj nie ma w tej chwili
takich aspiracji. Przecież Pakt nie ma ani prawa, ani możliwości
zmuszania jakiegokolwiek państwa do wstąpienia do Sojuszu. W sprawie
ewentualnej integracji Gruzji i NATO na razie jest to także niemożliwe z
kilku powodów. Po pierwsze tak długo, jak prezydentem USA będzie Barack
Obama, który nie wykazuje żadnego zainteresowania tym regionem, a po
drugie – dopóki gruziński prezydent Saakaszwili wyraźnie nie zadeklaruje
rezygnacji z jakiejkolwiek formy agresji. W przeciwnym razie NATO nie
będzie ryzykowało konfliktu z Rosją i nie stanie po stronie Gruzji.

Dziękuję
za rozmowę.

drukuj