Sześciopak nie uratuje Europy

Z Jerzym Bielewiczem, finansistą, prezesem Stowarzyszenia "Przejrzysty
Rynek", rozmawia Małgorzata Goss

Eurostrefa próbuje pokonać kryzys, mocniej się integrując. Pod koniec
września Parlament Europejski przyjmie sześć aktów prawnych Komisji
Europejskiej, które zakładają koordynację fiskalną strefy, ścisłą dyscyplinę
budżetową i automatyczne sankcje dla krajów nadmiernie zadłużonych. Czy "sześciopak"
uratuje eurostrefę?

– Jestem co do tego sceptyczny. Przede wszystkim z regulacji tych przeziera
naiwna wiara biurokracji brukselskiej, że jeśli przesunie się decyzje budżetowe
z poziomu politycznego (który podlega demokratycznej kontroli) na poziom
automatycznych procedur, to problemy eurostrefy znikną. Otóż nie znikną.
Przecież banki też mają sztywne procedury dotyczące kapitałów własnych, poziomu
rezerw, portfeli kredytowych, a mimo to właśnie w sektorze bankowym powstał
globalny kryzys. Biurokratyczne procedury zawiodły i zawiodą także w
przyszłości. Profesor Witold Modzelewski zwrócił kiedyś uwagę, że wokół każdej
restrykcyjnej regulacji w sferze finansowej czy podatkowej wyrasta natychmiast
cały "przemysł", który pracuje tylko nad tym, jak obejść prawo. To pożywka dla
rozmaitych firm consultingowych, prawnych, doradztwa podatkowego. Zawsze
znajdzie się droga do obejścia zakazów, a przykładów nie trzeba daleko szukać,
np. w Polsce mamy progi ostrożnościowe zadłużenia, ale minister finansów z
łatwością je obchodzi, zakupując swapy walutowe, jako że te instrumenty są
wyłączone ze statystyk budżetowych i nie zwiększają poziomu zadłużenia. Wszyscy
znają tę metodę, wielu ją stosuje, ale publicznie – cisza. Podobnie tzw. raje
podatkowe, wszyscy wiedzą, że można tam ulokować biznes lub konto, żeby uniknąć
płacenia podatków, i cisza. Założę się, że unijni ministrowie już obmyślają
sposoby, jak ominąć zapisy "sześciopaku" i nie narazić swych krajów na sankcje.
Jedynym pozytywnym elementem nowych regulacji jest propozycja ujednolicenia
statystyki budżetowej i zasad księgowania. Ale czy się to powiedzie, stoi pod
dużym znakiem zapytania.

W sprawie kryzysu eurostrefy zabrał głos prezydent Obama, który oświadczył,
że bez jej uzdrowienia gospodarka światowa nie ruszy z miejsca. Co mogłoby
uratować eurostrefę?

– Należy zacząć od naprawy systemu banków centralnych i sektora bankowego. Ten
system nie działa, zepsuł się podczas kryzysu. Poszczególne elementy nie
wykonują tego, co do nich należy. Banki zarabiają na spekulacji zamiast na
kredytowaniu gospodarki. Z kolei banki centralne odpowiedzialne za siłę waluty
drukują puste pieniądze i zarazem utrzymują stopy procentowe na poziomie
zbliżonym do zera, dostarczają w ten sposób tani pieniądz do spekulacji. W
efekcie dziś nie opłaca się ani oszczędzać, ani inwestować, a wyłącznie
spekulować. Koniunktura zależy wyłącznie od tego, czy Fed albo EBC dopuszczą
puste pieniądze na rynek. To droga donikąd. Procesami gospodarczymi można i
należy sterować. Ale nie pod prąd. Niestety, biurokracja europejska porusza się
w zglobalizowanym świecie jak słoń w składzie porcelany, który za każdym ruchem
powoduje szkodę. Tym, co obecnie należałoby zrobić, to ograniczyć spekulację i
przywrócić finansowanie realnej gospodarki. Trzeba odpowiedzieć sobie na
pytanie, co ma być tym impulsem rozwojowym, czy nadal pieniądze publiczne, czy
raczej oszczędności prywatne zdeponowane w bankach. Pierwsze rozwiązanie
zakłada, że będziemy nadal drukować pusty pieniądz, zadłużać finanse publiczne i
napędzać światową spekulację. To skończy się bankructwem eurostrefy. Bardziej
efektywne byłoby uruchomienie prywatnych oszczędności i wpuszczanie ich do
gospodarki w oparciu o mechanizm rynkowej alokacji kapitału. Ten silnik
wyciągnąłby stopniowo Europę z kryzysu gospodarczego i kryzysu zadłużenia.
Eurostrefa musi zatem dokonać jasnego wyboru politycznego, zamiast poddawać się
automatyzmowi biurokratycznych procedur, które leczą objawy, a nie przyczyny
kryzysu.

Jak zmobilizować prywatne oszczędności i skłonić banki do podjęcia akcji
kredytowej?

– Należy podnieść stopy procentowe zarówno w Europie, jak i w Ameryce, i
wszędzie tam, gdzie są one poniżej poziomu inflacji. Zmniejszy to strumień
kapitału spekulacyjnego i przejściowo spowoduje spadki na rynkach kapitałowych,
ale innego wyjścia nie ma. Po drugie, państwa muszą wycofać się z gospodarki,
aby uwolnić środki finansowe do kredytowania inwestycji prywatnych. Dzisiaj
banki gros kredytów kierują na inwestycje publiczne, ponieważ są one mniej
ryzykowne od prywatnych. Po trzecie wreszcie, należy podzielić globalne banki,
oddzielając bankowość inwestycyjną od komercyjnej, ponieważ obie dziedziny
dzieli konflikt interesów. Nie może być dłużej tak, że banki zbierają
oszczędności ciułaczy, a następnie spekulują nimi na międzynarodowych rynkach, a
jeśli kredytują, to tylko inwestycje publiczne. Dla przedsiębiorcy w tym
systemie nie ma miejsca. Tak więc prywatne oszczędności muszą być kierowane
przez banki na finansowanie prywatnych inicjatyw gospodarczych. I jeszcze jedno
– warunkiem uratowania eurostrefy jest zgoda na wystąpienie z niej Grecji.
Utrzymywanie Grecji w strefie euro skazane jest z góry na niepowodzenie. To
walka z naturą rynku. Nie pomogą polityczne zaklęcia. Im wcześniej Grecja wróci
do drahmy, tym lepiej.
Jeśli nie przeprowadzimy wspomnianych zmian, gospodarka nigdy nie ruszy, a
fundusze spekulacyjne doprowadzą zadłużone kraje jeden po drugim do bankructwa.
Komisja Europejska i Europejski Bank Centralny mają tu dużą rolę do odegrania
jako regulatorzy rynku i ładu instytucjonalnego w Europie. Politycznie to
oczywiście trudne do przeprowadzenia, bo politycy wciąż pozostają w kieszeniach
bankierów.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj