Spektakl bez treści

Z Tomaszem Porębą,
szefem sztabu wyborczego Prawa
i Sprawiedliwości,

rozmawia Paulina Gajkowska

Zacznijmy od zbojkotowania przez PiS debat wyborczych organizowanych na
antenie TVN24. Uważa Pan, że nie ma żadnych szans na merytoryczną debatę
wyborczą w tej stacji?

– Debaty wyborcze mają sens tylko wtedy, gdy są przez strony sporu politycznego
traktowane poważnie.

To znaczy?
– Poważnie, czyli tak, że chce się podczas nich dyskutować o konkretnych
propozycjach programowych. Gdy debata staje się teatrem, widowiskiem
telewizyjnym, często traci swój merytoryczny przekaz. Forma przesłania wówczas
treść. Dla Tuska i jego koalicjantów to atrakcyjna perspektywa. Naciskanie, że
najlepszym miejscem na debatę jest studio telewizyjne zaprzyjaźnionej stacji, to
wyraźny sygnał, że ma to być tylko i wyłącznie show medialny bez żadnej treści.
My się na to nie zgadzamy. Nie chcemy uczestniczyć w takim widowisku.

Przychyla się Pan do stwierdzenia Zbigniewa Ziobry, że TVN mocno angażuje się
w kampanię wyborczą, ale nie jako bezstronny obserwator, ale jako uczestnik
jednej ze stron?

– Owszem, zgadzam się z tym. Zresztą poseł Zbigniew Ziobro podał konkretne
przykłady na brak obiektywizmu redaktorów TVN. Ja w tym miejscu tylko przypomnę,
że nie kto inny jak Andrzej Wajda, członek komitetu honorowego kandydata na
prezydenta Bronisława Komorowskiego, mówił o przyjaciołach w TVN.

Tylko stronniczość dziennikarzy TVN jest powodem nieuczestniczenia polityków
PiS w debatach organizowanych na jej antenie…?

– To jest na pewno jeden z powodów tego, że nie uczestniczyliśmy w piątkowym
spotkaniu. Celowo mówię, że to w zamyśle było spotkanie, a nie debata. Spotkanie
członków rządu z jego potencjalnymi koalicjantami. Trudno liczyć w takich
warunkach na realny spór na argumenty. To raczej coś w rodzaju miłej wymiany
zdań. Prawdziwa, poważna debata może toczyć się tylko pomiędzy rządem a
opozycją. Dziś realną opozycją wobec rządu PO jest tylko Prawo i Sprawiedliwość.

Ale może nieuczestniczenie w debatach wyborczych to jakaś forma eskapizmu i
obrażalstwa?

– Powtórzę raz jeszcze: my nie uchylamy się przed żadną debatą. Mamy dobry
program, świetnych ludzi, którzy będą go skutecznie realizować. Nasi eksperci są
gotowi na poważną rozmowę o ważnych dla Polaków sprawach. Stawiamy tylko jeden
warunek: ma to być poważna debata, a nie widowisko telewizyjne obliczone na
marketingowe sztuczki, które zapewnia PO. Tutaj celem ma być tylko "ładny
obrazek", a nie realna konfrontacja.

Propozycja PiS, by debaty odbywały się w jego siedzibie, podobno odbiega od
zasad demokracji.

– Nie będę tego komentował, bo jest to twierdzenie niedorzeczne. Zresztą PO raz
mówi, że to niedemokratyczne, a innym razem proponuje, byśmy to my do nich
przyszli. Oczekujemy od partii rządzącej minimum dobrej woli. Z samej racji
rządzenia mają lepszą pozycję wyjściową. Gdyby naprawdę chcieli poważnie z nami
rozmawiać, to nie czepialiby się szczegółów. Dziś jedno jest dla mnie pewne:
Donald Tusk przeraźliwie boi się rozmowy o jego rządach. Boi się, bo wyłania się
z nich smutny obraz nieudolności ekipy PO.

Czy możemy liczyć jeszcze w tej kampanii na konfrontację polityków PiS z
politykami Platformy?

– Na pewno my będziemy twardo i konsekwentnie konfrontować obietnice rządu Tuska
z rzeczywistością, w jakiej dziś żyją Polacy.

Dość enigmatycznie Pan odpowiedział. Podsumowując: czy zgadza się Pan z
opinią, że to debaty wyborcze są clou kampanii, że to właśnie one mogą być
decydujące?

– Wolałbym, aby clou kampanii stanowiły programy partii i recepty na pokonywanie
i rozwiązywanie realnych problemów, przed którymi stoją Polacy. Polacy zasługują
na poważną debatę o Polsce. Polacy zasługują na więcej.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj