Śledztwo rusza od nowa

Za kilka dni zostanie wszczęte śledztwo w sprawie użycia na terenie
Rosji telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego po katastrofie w Smoleńsku.


To efekt zaleceń służbowych prokuratury apelacyjnej dotyczących decyzji
o odmowie wszczęcia postępowania w tej sprawie podjętej przez Prokuraturę
Okręgową w Warszawie. Stołeczna prokuratura okręgowa już wczoraj rozpoczęła
postępowanie dotyczące połączeń z telefonu prezydenckiego, ale śledztwo
formalnie zostanie wszczęte dopiero za kilka dni. – Śledztwo na pewno zostanie
wszczęte, decyzja zapadnie w ciągu kilku dni, gdy sprawa trafi do właściwego
prokuratora – wskazuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Dariusz Ślepokura,
rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Podjęcie postępowania to efekt interwencji Prokuratury Generalnej (po
publikacji "Naszego Dziennika"), która zwróciła się do prokuratury apelacyjnej,
aby przeanalizowała akta tej sprawy. – Uznaliśmy, że decyzja Prokuratury
Okręgowej w Warszawie o odmowie wszczęcia postępowania była decyzją
przedwczesną, ponieważ nie wyjaśniono wszystkich istotnych okoliczności tego
postępowania – tłumaczy prok. Zbigniew Jaskólski, rzecznik prasowy warszawskiej
prokuratury apelacyjnej. – Stąd też uznaliśmy, że postępowanie w tej sprawie
należy podjąć i kontynuować – podkreśla prokurator. – Prokurator generalny
zapoznał się już ze stanowiskiem warszawskiej prokuratury apelacyjnej;
podzieliła ona stanowisko PG o konieczności podjęcia tego postępowania i
zweryfikowania określonych okoliczności – wskazuje rzecznik prasowy Prokuratury
Generalnej prok. Mateusz Martyniuk.

Prokuratura apelacyjna zwróciła uwagę, że śledztwo powinno się toczyć nie
tylko w sprawie dzwonienia na cudzy koszt, ale także w aspekcie wykradzenia
informacji z prezydenckiego telefonu. "Podzielając argumenty wskazane w analizie
akt przedmiotowej sprawy sporządzonej przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie
odnośnie do konieczności wyjaśnienia, czy doszło do popełnienia przestępstwa z
art. 267 ¤ 1 kk (…) podjęte zostaną czynności w celu wyjaśnienia, czy, kto i w
jaki sposób mógł uzyskać dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej w
postaci danych zapisanych na powyżej wskazanym telefonie i karcie SIM poprzez
przełamanie albo ominięcie elektroniczne zabezpieczeń – art. 267 ¤ 1 kk" –
wyjaśnia w specjalnym komunikacie prok. Małgorzata Adamajtys, zastępca
prokuratora okręgowego w Warszawie. Prokuratura informuje, że chce uzyskać
"jednoznaczne" informacje w kwestii wyłączonych przez prokuraturę wojskową
materiałów. "W tym celu wystąpiono do wojskowej prokuratury okręgowej o
nadesłanie m.in. informacji o danych użytkownika przedmiotowego telefonu,
protokołów czynności oględzin przedmiotowego aparatu telefonicznego, oględzin i
odtworzenia karty SIM, protokołu oględzin miejsca katastrofy w zakresie
ujawnienia i zabezpieczenia wskazanego aparatu telefonicznego, opinii wydanych w
sprawie w zakresie badania przedmiotowego telefonu, karty SIM oraz o przekazanie
dowodu rzeczowego w postaci wskazanego telefonu i karty SIM" – stwierdza
Adamajtys. Dotychczas bowiem w materiałach przekazanych prokuraturze cywilnej
"nie było protokołu oględzin telefonu ani informacji gdzie i kiedy telefon
został znaleziony", jak informuje nas prokuratura. Wojskowi śledczy przekazali
natomiast "wyciąg z protokołu wydania przedmiotów z 13 kwietnia 2010 r., z
treści którego wynika, że przekazany stronie polskiej 13 kwietnia 2010 r.
telefon komórkowy posiadał oznaki deformacji termicznej". Prokuratura okręgowa
wystąpiła ponadto do Kancelarii Prezydenta "o przedstawienie stanowiska w
przedmiocie wniosku o ściganie przestępstwa ściganego na wniosek, tj. art. 267 ¤
1kk". – Po otrzymaniu informacji z wojskowej prokuratury okręgowej o danych
osoby użytkującej telefon komórkowy Nokia 6310i Prokuratura Okręgowa wWarszawie
wystąpi o stanowisko w przedmiocie ścigania przestępstwa ściganego na wniosek do
ustalonego pokrzywdzonego – zapowiada prok. Adamajtys.

– Jest to przyznanie się do błędu prokuratury, która w sposób nieuzasadniony
i kompromitujący podjęła wcześniej decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa –
komentuje decyzję prokuratury mec. Bartosz Kownacki, pełnomocnik kilku rodzin
smoleńskich. – Dobrze, że prokuratorzy nadrzędni zbadali tę sprawę w ramach
nadzoru i niejako wymusili wznowienie tego postępowania, innej drogi po prostu
nie było – zaznacza adwokat. Kownacki zwraca uwagę, że istotną rolę w tym
względzie odegrało nagłośnienie tej sprawy poprzez publikacje w "Naszym
Dzienniku". Uważa także, że prokuratura wojskowa za wcześnie wyłączyła ten
wątek, przez co nie zgromadzono w pełni materiału dowodowego.

– To postępowanie powinno się toczyć i być może powinno mieć dużo szerszy
zakres niż w tej chwili, gdyby nie było tak szybkiego wyłączenia, to prokuratura
miałaby większą wiedzę na ten temat – ocenia Kownacki. Adwokat zwraca uwagę, że
według medialnych doniesień, prawdopodobnie nie był to jedyny telefon
uruchamiany na terenie Rosji, a niewykluczone, że było jeszcze kilkanaście
innych aparatów. Prokuratura wojskowa potwierdza jedynie, że część telefonów
logowała się do sieci komórkowych na terenie Rosji. – W dniu 10 kwietnia 2010 r.
do sieci komórkowej Federacji Rosyjskiej logowały się 23 telefony komórkowe
należące do ofiar katastrofy smoleńskiej. Jednocześnie z ustaleń Wojskowej
Prokuratury Okręgowej w Warszawie nie wynika, aby "były uruchamiane telefony
polskich generałów" – stwierdza prok. Zbigniew Rzepa, rzecznik NPW.

Zenon Baranowski

drukuj