SKW nie cofnęła mi certyfikatu

Z płk. Ryszardem Raczyńskim, byłym dowódcą 36. Specjalnego Pułku
Lotnictwa Transportowego, który odmówił współpracy z Bogdanem Klichem,
rozmawia Anna Ambroziak

Kiedy podjął Pan decyzję o odejściu z pułku?

Wypowiedzenie napisałem 30 lipca. Złożyłem je na ręce szefa Dowództwa
Sił Powietrznych. Zostało ono zaadresowane do pana ministra Bogdana
Klicha.

Co skłoniło Pana do podjęcia takiej decyzji?

Atmosfera, jaka wytworzyła się wokół specpułku po katastrofie
smoleńskiej, przyczyniła się do tego, że zacząłem zastanawiać się nad
rezygnacją ze służby wojskowej. Doszła do tego jeszcze sprawa, która
wynikła ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, a która utwierdziła mnie w
tej decyzji.

Mówiąc o atmosferze wokół 36. SPLT, ma Pan na myśli przesądzanie o winie pilotów, Pana podwładnych?

Również. Natomiast jeśli chodzi o SKW, to chciałbym zaznaczyć, że
chodziło tu o zaszłe sprawy sprzed ośmiu, dziesięciu lat. Dotyczyły one
byłych pilotów specpułku oraz niektórych z tych żołnierzy, którzy dotąd
pełnią swoje funkcje w SPLT.

Jak ocenia Pan poziom wyszkolenia pilotów specpułku?

Jako dobry, wziąwszy pod uwagę sprzęt, jakim dysponujemy. Oczywiście
wymaga to od nas dużo pracy, bo szkolimy się przede wszystkich
praktycznie – w powietrzu.

Jak piloci reagowali na zarzuty
braku profesjonalizmu czy nadmiernego ryzykanctwa? Z Moskwy popłynął na
cały świat bardzo wyraźny przekaz, że polscy piloci są wyjątkowo kiepscy
w swoim fachu.

– Trudno wypowiadać mi się w imieniu wszystkich.
Należy tu także brać pod uwagę to, że MAK działa według przepisów
cywilnych, a więc patrzy na szkolenie pilotów przede wszystkim pod kątem
systemu szkolenia lotnictwa cywilnego. My natomiast wykonywaliśmy
szkolenia zgodnie z programami wojskowymi. Być może dlatego pojawiły się
takie, a nie inne wnioski.

Ale miały one wyraźnie negatywny
wydźwięk – wątek o słabym wyszkoleniu specpułku nagminnie podnosiły
„Gazeta Wyborcza” i „Rzeczpospolita”.

– Oczywiście nie mogę
stwierdzić, że minęło to bez echa i że wszyscy byli zadowoleni. Na pewno
pozostawiło to po sobie pewien niesmak.

Po wyznaczeniu
nowego dowódcy pułku minister Klich powiedział, że SKW przedstawiła
dowódcy Sił Powietrznych wniosek o ograniczenie Pańskiego dostępu do
informacji niejawnych. Dowódca Sił Powietrznych taką decyzję podjął. Czy
może to zrobić wobec dowódcy pułku wożącego VIP-ów?

– Taki
dostęp można ograniczyć każdemu, kto ma dojście do informacji
niejawnych. Muszą być jednak ku temu solidne podstawy. W tej sytuacji, a
przynajmniej ja tak uważam, nie było takich jednoznacznych podstaw. To
jest jednak moje osobiste przekonanie. To, co podniosła SKW, dotyczy
spraw sprzed wielu lat, które były rozstrzygane w ciągu ostatnich dwóch
lat. Widocznie jednak SKW twierdzi, że naruszyłem pewne zasady, i
dlatego wystąpiła z takim, a nie innym wnioskiem.

Minister Klich przyjął Pańskie wypowiedzenie… Musiał?

Zgodnie z ustawą o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych każdy
żołnierz ma takie prawo, by złożyć wypowiedzenie w każdym dowolnym
terminie bez podawania przyczyny. I powinno ono być przyjęte przez
przełożonych. To też reguluje ustawa.

Zgodnie z ustawą o
ochronie informacji niejawnych, o wszczęciu kontrolnego postępowania
sprawdzającego służby ochrony państwa lub pełnomocnik ochrony
zawiadamiają kierownika jednostki organizacyjnej lub osobę
odpowiedzialną za obsadę stanowiska wraz z wnioskiem o ograniczenie lub
wyłączenie dostępu do informacji niejawnych osobie sprawdzanej. Takie
postępowanie kończy się cofnięciem poświadczenia bezpieczeństwa – a
jednak służby nie wystąpiły o odebranie Panu certyfikatu. Dlaczego?


Nie wiem. SKW nie cofnęła mi certyfikatu – na stanowiskach
kierowniczych wymagane jest tzw. poświadczenie bezpieczeństwa, czyli
zgoda na dostęp do informacji niejawnych. Ale mniej więcej przed trzema
tygodniami Służba wszczęła tzw. postępowanie sprawdzające. I o tym
poinformowali mnie i mojego dowódcę. Mój przełożony zdecyduje, czy
usunąć mnie w ogóle z obowiązków, czy ograniczyć mi dostęp do informacji
tajnych. Sprawa trwa dalej. Złożyłem wypowiedzenie w trybie
sześciomiesięcznym – przez ten czas będę pełnił obowiązki jako żołnierz
zawodowy. SKW prowadzi teraz postępowanie kontrolne i po jego
zakończeniu zadecyduje, czy pozostawią mi ten certyfikat, czy nie.

SKW
ma zastrzeżenia do Pana z powodu spraw dotyczących pilotów, nie
przekazał Pan jej informacji o kilku podwładnych, w stosunku do których
prokuratura prowadzi postępowania.

– Tu chodziło bardziej o
orzeczenia sądowe w sprawach tych pilotów. Jeśli chodzi o SKW, to trochę
się temu dziwię – sprawy prowadzone są przez prokuraturę w końcu od
blisko 10 lat.

A jednak podjęto tę kwestię właśnie teraz. Dlaczego?

Nie wiem. To nie jest pytanie do mnie. Otrzymałem informację, że SKW
przybędzie do mnie na kontrolę, a kto podjął taką decyzję – tego nie
wiem.

Po wyznaczeniu nowego dowódcy minister Klich
powiedział, że ma on teraz dwa zadania: po pierwsze – wzmocnić i
zapewnić lepsze warunki służby dla pilotów i personelu, i po drugie –
przygotować ich do przyjęcia nowych samolotów. W tle sugestia – w 36.
SPLT źle się dzieje…

– Nie wątpię, że w specpułku należałoby
pewne rzeczy poprawić i takie działania zostały już podjęte. Myślę, iż
nowy dowódca będzie to kontynuował. Chodzi o poprawienie struktury
pułku, jego organizacji, zabezpieczenie współdziałania z pozostałymi
komórkami, tj. z Biurem Ochrony Rządu oraz poszczególnymi kancelariami.
Są to działania, które już zostały podjęte i trzeba je będzie
kontynuować. A co do nowych samolotów – prace nad tym, by pozyskać nowy
sprzęt dla specpułku do przewożenia VIP-ów, trwają już od wielu lat. Do
tej pory mówiło się o pozyskaniu kilku mniejszych samolotów o średnim
zasięgu oraz pozyskaniu co najmniej dwóch dużych samolotów o zasięgu
atlantyckim. Jeżeli bowiem pułk miałby dalej działać i wykonywać te
działania, które podejmował do tej pory, stary sprzęt trzeba koniecznie
wymienić.

Po tym, co stało się na Siewiernym, szef MON mówił o
tym, że katastrofa jednego z dwóch Tu-154 każe się zastanowić nad
przyszłością 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego – mówiło się
nawet o jego likwidacji.

– Nie znam szczegółów, ale z tego, co
mi wiadomo, przedstawiciele poszczególnych kancelarii są za tym, by pułk
istniał, ostatnie wypowiedzi pana ministra też o tym świadczą.

Znał Pan mjr. Arkadiusza Protasiuka i ppłk. Roberta Grzywnę?

Tak, znałem ich kilka lat. Pan Protasiuk był człowiekiem zrównoważonym i
spokojnym, ale bardzo zdecydowanym. Miałem okazję odbyć z nim parę
lotów, dlatego mogę powiedzieć, że był bardzo dobrze wyszkolony oraz
bardzo wymagający wobec załogi – ale w sensie pozytywnym. To osoba
stawiająca wysokie wymagania, ale działająca zawsze zgodnie z
regulaminem. Był to po prostu odpowiedni człowiek na tym stanowisku.
Natomiast mjr Grzywna latał na tupolewie dopiero od pewnego czasu, ale
za to wcześniej latał na Jaku-40. Zapamiętałem go jako człowieka bardzo
wesołego, bardzo spokojnego i zrównoważonego pilota. Do latania
podchodził bardzo profesjonalnie. Nie miałem wobec niego żadnych
zastrzeżeń.

Zarzuty o ich jakoby brak profesjonalizmu są niezasadne?

Moim zdaniem – nie. Miałem okazję latać z załogą Tu-154M i nie
zauważyłem żadnych cech, które wskazywałyby na zbytnie ryzykanctwo czy
brawurę z jej strony.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj