Santo subito Pasterz Świata

Z ks. prałatem Markiem Babuśką, proboszczem bazyliki pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Strzegomiu, rozmawia Mariusz Kamieniecki



Kim dla Księdza był Jan Paweł II?

– Cokolwiek powiedziałbym o Słudze Bożym i Jego pontyfikacie, będzie to mizerne wobec tej wielkiej mocy Bożej, która objawiła się w tym Pasterzu Świata. Właściwie całe moje życie upływało pod znakiem Jego pontyfikatu, w jego blasku dojrzewało moje człowieczeństwo, kapłaństwo. Jeszcze jako dziecko, pracując z ojcem w mojej rodzinnej parafii, dowiedziałem się, że Polak został Papieżem. Od tego momentu moje życie toczyło się wokół osoby i nauczania tego wyjątkowego Papieża, który nazywany jest mistykiem zatopionym w Bogu, a jednocześnie człowiekiem autentycznym, mocno stąpającym po ziemi. Był dla rzesz ludzi, a równocześnie każdego człowieka traktował bardzo indywidualnie. W 2002 roku miałem szczęście spotkać się z Ojcem Świętym w Watykanie. Kiedy przed Nim uklęknąłem, kiedy dotknąłem Jego ręki, poczułem coś, czego właściwie nie da się po ludzku wyrazić. Byłem blisko Ojca.

Co w nauczaniu Papieża szczególnie Księdza porusza?

– Nauczanie papieskie to skarbnica myśli, które są i będą analizowane przez następne pokolenia. Uważam, że bardzo znacząca była papieska nauka o solidarności, która – jak pisał w encyklice „Sollicitudo rei socialis” – jest niewątpliwie cnotą chrześcijańską. Wskazywał też, że należy znaleźć punkty styczne pomiędzy solidarnością a miłością, bo to właśnie ona jest znakiem rozpoznawczym uczniów Chrystusa. Uczył, że w świetle wiary solidarność zmierza do przekraczania siebie i dorastania do chrześcijańskiego wymiaru przebaczenia, pojednania i całkowitej bezinteresowności wobec innych. Uczył nas nie tylko słowem, ale też przykładem życia. Dlatego powinniśmy go nie tylko podziwiać, ale przede wszystkim naśladować.

Tej miłości, która objawia się w solidarności, brakuje nam dzisiaj…

– Sądzę, że wielką rolę odgrywa tu ludzka natura. Naznaczona brzemieniem grzechu pierworodnego kryje w sobie zło, które niekiedy dominuje nad dobrem. O tych ideologiach zła, które burzą ludzką solidarność, pisał Ojciec Święty w swojej książce „Pamięć i tożsamość”. Za św. Augustynem, który z niezwykłą wnikliwością scharakteryzował naturę zła – grzechu, przestrzegał, że mieści się ona w formule miłości siebie aż do negacji Pana Boga. Uczył, że solidarność powinna nam pomóc w dostrzeganiu drugiego człowieka. Powinna nas uczyć dostrzegać, że lud czy naród nie jest narzędziem, którego zdolność do pracy czy odporność fizyczną można tanim kosztem wykorzystać, a potem jako bezużyteczną odrzucić. Ojciec Święty zachęcał, by w ludziach i narodach budzić religijne sumienie, bez którego trudno mówić o solidarności międzyludzkiej.

Co zatem pozostało w nas po Papieżu Polaku?

– Można rzec, że podziwialiśmy Ojca Świętego, jako naród czuliśmy się pewnie w Jego obecności. Natomiast chyba zbyt mało przejęliśmy się Jego nauką. Ilu z nas przeczytało choćby jedną książkę czy encyklikę papieską? Natomiast wielu jest takich, którzy swoje spotkania z Papieżem ograniczyli do pamiątkowego zdjęcia, którym teraz się chlubią. Tymczasem życie moralne nie powinno odbiegać od Bożych przykazań, od tego, czego naucza Kościół. Natchnienia powinniśmy szukać u Ducha Świętego. Nauka Papieża wciąż pozostaje wsparciem i pewnym drogowskazem. Dotyczy to także nas, kapłanów, by zwłaszcza teraz, w Roku Kapłańskim, odkrywać na nowo sens swojego powołania, najpierw do bycia człowiekiem, a potem – kapłanem Chrystusa. Jestem przekonany, że wiosna Kościoła, o której tak wiele mówił Ojciec Święty, nadejdzie. Owoce tego pontyfikatu są widoczne i będą jeszcze bardziej obecne w przyszłych pokoleniach. Pan Bóg sam w odpowiednim czasie zatroszczy się o jego owoce.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj