Rozważania wielkopostne: ZIEMIO, MATKO MOJA RODZONA
To już samo południe.
Słońce, kurz, a żołdacy
spieszą się, popychają, biją.
Runął na ziemię Skazany,
na Niego Krzyż.
To już koniec.
On już nie wstanie.
To był trzeci upadek.
Skąd wiesz, że trzeci?
Bo idę i liczę.
Ciekawe, ile jeszcze razy
upadnie? Taki mocny?
Cudotwórca.
Wiesz co, kanalia jesteś.
Wierzysz ty w Boga?
Nie policzyłeś chyba,
ile razy Pan Bóg ci przebaczył.
Leżałbyś w rynsztoku
jak zwierzątko.
Uważasz, że lepiej iść z kalkulatorem
i liczyć, ile razy Pan Bóg upada?
Jezu, w upadkach Twoich
jest moja siła.
Ten upadek jest straszny.
Przywarłeś do ziemi,
jakbyś chciał ją ogarnąć
i z wdzięcznością przytulić.
Ziemio, Matko moja rodzona.
Odkupionaś jest i Moja.
Tyś Mnie nosiła, karmiła
jak Matka.
Ziemio bogata chlebem,
mlekiem i miodem płynąca.
Bądź cierpliwa!
Jeszcze zrobią Ci ranę,
wykopią dół i wstawią krzyż,
abyś była krwią obmyta,
czysta wiosną, zielona latem
i obfita owocami jesieni.
Zostań, Matko rodzona,
umiłowana i moja.
Przyjdę jeszcze i uczynię
nową ziemię i nowe niebo.
Nie czas na czułości.
Targają Cię żołdacy,
popychają, a ja stoję
jak drętwy i nie potrafię
Ci pomóc!
Nie trzeba.
Tak się to wszystko
spełnić musi.
Jam robak, a nie człowiek,
pośmiewisko ludzi
i wzgarda pospólstwa.
Pragnę.
Daj mi pić.
Boże mój…
czemuś Mnie opuścił?
Matko Bolesna.
Trzymaj mnie mocno.
To już wkrótce
wszystko się stanie.
Ziemio, Matko Rodzona,
nie zapomnę Ciebie!
ks. bp Józef Zawitkowski
