Przedstawimy ustawę zabezpieczającą prymat polskiego prawa

Z posłem Andrzejem Derą (PiS), wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Ustawodawczej, rozmawia Mariusz Bober



Po przyjęciu przez Irlandczyków w referendum Traktatu Reformującego Unię Europejską wywierane są naciski na prezydenta Lecha Kaczyńskiego, by jak najszybciej go podpisał. Czy w obecnej sytuacji słuszne jest zakończenie ratyfikacji tego dokumentu?

– Prezydent sam zapowiadał podpisanie traktatu, jeśli zaakceptuje go społeczeństwo Irlandii. Więc, tak jak zapowiadał, zrobi to.

Nawet bez ustawy zabezpieczającej działanie tzw. mechanizmów blokujących w relacjach z Unią Europejską? To był warunek uzgodniony podczas negocjacji prezydenta z premierem w Sopocie?

– Rzeczywiście, takiej ustawy brakuje, ale decyzję w tej sprawie podejmie prezydent. Jednak właśnie wpłynął drugi projekt ustawy autorstwa marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, które dotyczą uzgodnień prezydenta z premierem. W środę marszałek poinformował nas, że oba projekty ustaw będą rozpatrywane na następnym posiedzeniu Sejmu.

Czy to wystarczy do zabezpieczenia interesów Polski w relacjach z UE? Wielu ekspertów wskazuje, że od czasu negocjacji traktatu lizbońskiego zmieniły się warunki, w których go przyjmowano. Mianowicie niemiecki Trybunał Konstytucyjny swym orzeczeniem w praktyce uznał wyższość prawa niemieckiego nad unijnym, a tamtejsi parlamentarzyści opracowali ustawę zabezpieczającą prawa Bundestagu. Dlatego także w Polsce napływają wezwania do przyjęcia analogicznej ustawy. Zebrano nawet kilka tysięcy podpisów w tej sprawie.

– Jednak Niemcy ratyfikowały traktat. Problem polega na uznaniu prymatu prawa krajowego nad unijnym. My mamy podobną sytuację. Nasz Trybunał Konstytucyjny wydał podobne orzeczenie, uznając prymat naszej Konstytucji nad prawem unijnym. Zresztą dołączyliśmy się też do tzw. protokołu brytyjskiego, w którym sprawy moralne i obyczajowe są zastrzeżone do kompetencji prawa krajowego. Więc w tym sensie jesteśmy zabezpieczeni.

Jednak niektórzy konstytucjonaliści, m.in. prof. Krystyna Pawłowicz, uważają, że orzeczenie polskiego trybunału z 2005 r. jest w rzeczywistości wewnętrznie sprzeczne, a władze Polski w praktyce realizują zasadę prymatu prawa unijnego. Tymczasem nie ma zapisów ustawowych wprost odnoszących się do kwestii prymatu prawa…

– To prawda. Ale to prezydent musi zdecydować, jaką w tych zmienionych warunkach podjąć decyzję. Nasz problem polega bowiem na tym, że mamy już właściwie zakończony proces ratyfikacji. Brakuje przecież tylko podpisu prezydenta. Więc praktycznie nie ma on wyboru. Jeśli nie podpisze dokumentu, podniesie się wielkie larum. Niemcy natomiast zrobili inaczej – najpierw skierowali traktat lizboński do Trybunału Konstytucyjnego, aby sprawdzić jego zgodność z niemiecką konstytucją. Dopiero później, na podstawie orzeczenia trybunału, opracowano ustawy zabezpieczające prymat prawa niemieckiego nad unijnym i wówczas traktat podpisał prezydent.

Ale w Polsce traktat można skierować do TK dopiero po ratyfikacji. Poza tym część ekspertów, a także polityków uważa, że to ostatni moment na przygotowanie analogicznej ustawy w Polsce, zabezpieczającej prymat prawa polskiego nad unijnym…

– Pracujemy właśnie nad taką ustawą.

Ta ustawa ma mieć podobny do niemieckiej charakter?

– Prawdopodobnie tak. Zanim jednak ostatecznie zdecydujemy o jej kształcie, zapoznamy się z tłumaczeniami orzeczenia niemieckiego trybunału oraz ustaw zabezpieczających przyjętych przez Bundestag.

Kiedy będzie gotowa?

– Trudno powiedzieć. Trzeba być też przygotowanym na to, że nie uda się zapewnić odpowiedniej większości w Sejmie do jej przyjęcia. Może uda się przynajmniej przyjąć ustawę kompetencyjną, którą obiecał prezydentowi Donald Tusk.

W której wersji – marszałka Bronisława Komorowskiego czy PiS?

– W wersji korzystnej dla naszego państwa, w której wyraźnie będzie określony podział kompetencji między organami władzy państwa: prezydentem, premierem i Sejmem, oraz zapewniony prymat prawodawstwa polskiego nad unijnym.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj