Prokurator Przybył osiągnął cel

Z Dariuszem Barskim, prokuratorem w stanie spoczynku, byłym zastępcą
prokuratora generalnego RP, rozmawia Agnieszka Żurek

Z jakimi motywami samobójstw zetknął się Pan w czasie swojej pracy
prokuratorskiej?

– Jako prokurator często wykonywałem czynności służbowe na miejscu takich
zdarzeń. Prokurator jest w takich wypadkach wzywany w celu stwierdzenia, czy w
zdarzeniu nie brały udziału osoby trzecie. Motywy osób, które targają się na
swoje życie, są bardzo różne. Akt samobójczy jest dość irracjonalnym
zachowaniem, zwłaszcza dla osób postronnych. Bywa, że samobójcy do końca
zachowują się bardzo logicznie, czasem natomiast pojawiają się wcześniej sygnały
mówiące o tym, że dany człowiek zamierza targnąć się na swoje życie. Nie ma tu
jednak żadnej reguły.

Próba samobójcza prokuratora Mikołaja Przybyła była specyficzna. Po
pierwsze, dotyczyła prokuratora wojskowego, po drugie, była próbą nieudaną,
wreszcie po trzecie, rozgrywała się przy włączonej kamerze.

– Nikt chyba nie spotkał się z sytuacją, kiedy prokurator w przerwie konferencji
prasowej podejmuje próbę samobójczą. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że wiele
– także skutecznych – prób samobójczych podejmowanych jest po to, żeby zwrócić
na coś uwagę opinii publicznej. Tak było w przypadku niedawnego samopodpalenia
przed kancelarią premiera czy w słynnym przypadku samobójstwa Ryszarda Siwca na
Stadionie Dziesięciolecia.

Prokurator Przybył z pewnością osiągnął cel.
– Proszę zwrócić uwagę, co by się stało, gdyby nie było tej próby samobójczej.
Konferencja prawdopodobnie przeszłaby bez echa. Tymczasem jest cytowana na
wszystkich portalach, w gazetach i telewizjach. Głos prokuratora przebił się
bardzo mocno do opinii publicznej.

Wygląda jednak na to, że nie zamierzał w istocie popełnić samobójstwa.
Czy mógł to być wyreżyserowany ciąg wydarzeń?

– Chciałbym wyraźnie podkreślić, że nie odważyłbym się sformułować takiej tezy w
tej chwili. Daleki byłbym od ocen mówiących, że ten prokurator zaplanował takie
pozorowane działanie po to, żeby coś osiągnąć. Mimo wszystko jest to akt dużej
desperacji. Ważnym zagadnieniem jest próba analizy, co było najważniejsze w jego
przekazie. Kwestią, która jest teraz marginalizowana, a tymczasem może mieć ona
duże znaczenie, jest fakt, że prokurator ten poczuł się zaatakowany przez
"Gazetę Wyborczą", która na swoich łamach zarzuciła mu wielokrotne łamanie
prawa. Kontekst tego artykułu był taki, że prokurator robił to świadomie.
Rzeczywiście, jego wnioski o udostępnienie treści SMS-ów dziennikarzy, według
mnie, były pozbawione podstaw prawnych. Traktowałbym to jednak jak błąd. Takie
błędy nie powinny mieć miejsca, ale zdarzają się one prawnikom podczas
wykonywania obowiązków służbowych. Reakcja prokuratora Przybyła powinna jednak
pozostawać w pewnej proporcjonalności do zdarzenia. Tutaj te proporcje zostały
wyraźnie zachwiane.

Po tym, kiedy prokurator Przybył odniósł się do zarzutów wobec niego,
wygłosił mowę w obronie prokuratury wojskowej.

– Rzeczywiście, to spora rozbieżność tematów. Było to dość dziwne. Chyba że
potraktowalibyśmy wypowiedź prokuratora jako jego testament, w którym chce
zawrzeć swoje opinie na temat wszystkich nurtujących go kwestii.

Prokurator Przybył miał podobno otrzymywać pogróżki związane ze
śledztwami dotyczącymi korupcji w przetargach wojskowych.

– Ten wątek warto przeanalizować. Trzeba sprawdzić, czy prokurator Przybył
złożył w tej sprawie odpowiednie zawiadomienie i czy jakaś prokuratura się tym
zajmuje. Jeżeli ktoś w sposób bezprawny w jakikolwiek sposób próbuje wpływać na
pracę prokuratury ze szkodą dla śledztwa, jest to poważne przestępstwo i należy
w tej sprawie przeprowadzić postępowanie karne.

Na portalu wPolityce w poniedziałek wieczorem pojawiła się informacja o
tym, że prokurator Seremet miał w tym dniu ogłosić decyzję o rozwiązaniu
prokuratury wojskowej.

– Jeśli ta informacja jest prawdziwa, to być może jest to odpowiedź na główne
pytanie o cel zorganizowania konferencji prokuratora Mikołaja Przybyła i jego
dalszego zachowania. Niewątpliwie prokurator Przybył co najmniej opóźnił
ewentualną decyzję o rozwiązaniu prokuratury wojskowej. Jeżeli rzeczywiście
wiadomość o planowanym rozwiązaniu prokuratury wojskowej byłaby powodem takiego
zachowania prokuratora, nie jest to w mojej opinii zachowanie adekwatne do rangi
problemów, jakie chce się rozwiązać za jego pośrednictwem.

Czy zgadza się Pan z tezą o konieczności utrzymania prokuratury
wojskowej?

– Prokurator Przybył używał argumentu, że jego zdaniem jeśli utrzyma się
odrębność prokuratury wojskowej, będzie się ona mogła w pełni poświęcić ważnym
śledztwom, które w innym wypadku mogłyby zaginąć w natłoku innych. Jest to teza
chybiona. Argumentu, że jeśli prokuratura będzie mniej obciążona pracą, będzie
lepiej pracować, może użyć każdy, również prokurator cywilny. Wydziały
przestępczości zorganizowanej są zarówno na szczeblach wojskowych, jak i
cywilnych. Dobrzy, doświadczeni prokuratorzy mogą nadal prowadzić te same sprawy
w obrębie zreformowanej struktury.

Z jakiego powodu struktura ta wymaga reformy?
– Bardzo wielu prokuratorów wojskowych ma małe obciążenie kosztem prokuratorów
cywilnych. Odbywa się to także kosztem społeczeństwa. Bardzo wiele spraw ciągnie
się w prokuraturze latami. Teza o tym, że rozwiązanie prokuratury wojskowej
będzie szkodliwe dla prowadzonych przez nią śledztw, nie ma poparcia w żadnych
faktach. Warto zwrócić uwagę także na to, że prokuratorzy wojskowi mają swoich
przełożonych w wojsku. Może to rodzić napięcia w prowadzeniu postępowań karnych
wobec osób wyżej usytuowanych w hierarchii wojskowej. Ten problem nie dotyczy
prokuratury cywilnej. Prokuratura wojskowa wymaga reformy także dlatego, że
kiedyś prowadziła ona głównie sprawy dotyczące żołnierzy służby zasadniczej.
Teraz to się zmieniło, armia jest zawodowa. Warto także przypomnieć, że w
kodeksie karnym wprowadzono reformę, znacznie ograniczając zakres spraw, którymi
może zajmować się prokuratura wojskowa.

Jakie czynniki mogą decydować o chęci obrony prokuratury wojskowej?
– Praca w prokuraturze wojskowej wiąże się z określonymi przywilejami. Zapewne
niektórym zależy na ich utrzymaniu. Prokuratorzy cywilni właściwie jednym głosem
domagają się zreformowania prokuratury wojskowej w taki sposób, aby obciążenie
pracą prokuratorów wojskowych i cywilnych było równomierne. Jeżeli prokuratorzy
wojskowi są fachowcami od określonego typu spraw, jak najbardziej powinni je
nadal prowadzić.

Mecenas Bartosz Kownacki uważa, że w związku z poniedziałkowymi
wydarzeniami prokurator Krzysztof Parulski powinien podać się do dymisji.

– Trzeba o to zapytać prokuratora generalnego. Prokurator Andrzej Seremet jest
przełożonym prokuratora Krzysztofa Parulskiego, więc gdyby chciał, teoretycznie
mógłby go odwołać. Nie jest to jednak takie proste, ponieważ do zmiany na
stanowisku prokuratora Parulskiego potrzebna byłaby zgoda także prezydenta i
ministra obrony narodowej. Nie wiadomo, jak zachowaliby się oni w tej sprawie.
Świadczy to o pewnym "ubezwłasnowolnieniu" prokuratora generalnego.

Czy walka prokuratur ma ścisły związek ze śledztwem w sprawie katastrofy
smoleńskiej?

– Prokurator Krzysztof Parulski przejawia specyficzne nastawienie wobec
prokuratora Marka Pasionka. Odsunięcie prokuratora Pasionka od śledztwa w
sprawie katastrofy smoleńskiej nie było w moim odczuciu oparte na poważnych
przesłankach. Prokurator Pasionek doskonale wiedział, z kim się spotyka. Byli to
funkcjonariusze służb sojuszniczego państwa, z którymi polskie służby ściśle
współpracują. Celem spotkania była próba pozyskania informacji, czy nasz
sojusznik zechce nam pomóc w sprawie śledztwa smoleńskiego. Prokurator Pasionek
zmierzał wszystkimi metodami do ujawnienia prawdy o tym, co stało się w
Smoleńsku. Trudno stawiać mu z tego powodu zarzuty. Trzeba pamiętać o tym, że
spotkanie przyniosło wymierny pożytek, doprowadziło do sformułowania wniosku o
udzielenie nam pomocy prawnej przez Stany Zjednoczone.

Prokurator Pasionek spotkał się z Amerykanami nie po to, żeby im
przekazywać informacje, ale po to, żeby te informacje uzyskać.

– No właśnie. Trudno z tego czynić zarzut. Prokuratura wojskowa tymczasem
przedstawia sytuację w dziwnym świetle, sugerując, że prokurator Pasionek mógł
spotkać się z "podwójnym agentem". Tymczasem prokurator Parulski doskonale znał
akta sprawy i wiedział, z kim i w jakim celu spotkał się prokurator Pasionek.

Takie postępowanie prokuratora Parulskiego wydaje się zastanawiające w
świetle bardzo poważnych zaniedbań w sprawie śledztwa smoleńskiego, które wydają
się z kolei nie budzić jego niepokoju.

– Prokurator Parulski wiele energii poświęcił na walkę z prokuratorem
Pasionkiem. Ta energia byłaby warta poświęcenia jej lepszej sprawie – takiej jak
prowadzenie śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj