Powab starych newsów
Żenujący przykład z fałszywym oświadczeniem poseł Beaty Kempy, w którym
rzekomo ogłosiła rezygnację ze startu w wyborach, powinien uczulić Polską
Agencję Prasową na sprawdzanie źródła informacji przed ich podaniem, tak żeby w
efekcie kumulacji niedbalstwa i pośpiechu nie wyszedł zamiast newsa pasztet.
Nigdy nie jest za późno, aby się uczyć – w tym wypadku na własnych błędach –
dokładania należytej staranności niezależnie od kalibru sprawy.
Alternatywną ścieżką jest staranność wybiórcza. Pójście nią sprawia, że
samemu można się pogubić. Przykład? W sobotnim przeglądzie prasy w PAP jakby
nigdy nic znalazła się informacja "Naszego Dziennika" sprzed miesiąca, że
rozformowywany właśnie 36. Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego zafundował
sobie nową witrynę internetową – z robiącym wrażenie wirtualnym spacerem po
pokładach statków powietrznych, zdjęciami z prezydentem Lechem Kaczyńskim czy z
zaszeregowaniem zdjęcia rozbitego pod Smoleńskiem tupolewa do folderu
Wyposażenie. Tyle że nowym odkrywcą tej witryny została teraz "Rzeczpospolita"
(w związku z czym służby prasowe jeszcze raz musiały tłumaczyć, że prace nad
projektem zaczęły się już na początku roku).
Redaktorzy PAP tak się spieszyli, żeby zamieścić oświadczenie poseł Prawa i
Sprawiedliwości, że nie zdążyli zweryfikować przed publikacją depeszy, czy aby
na pewno to Beata Kempa jest jego autorką. Skutki były fatalne. A choć z
podaniem informacji o odświeżonej stronie likwidowanego specpułku czekali
miesiąc, pasztet i tak wyszedł. I to podwójny. Bo ani "Rzeczpospolita", ani
Polska Agencja Prasowa nie poczyniły nawet najmniejszej wzmianki, że "Nasz
Dziennik" już dawno zamieścił materiał na ten temat, i wtedy, owszem, był to
jeszcze news (choć 19 sierpnia dziwnym trafem nie zasłużył sobie na zacytowanie
w PAP). Nie byłoby o co kruszyć kopii, gdyby nie fakt, że dziennikarz
"Rzeczpospolitej" zaledwie przed kilkoma dniami przepraszał naszą redakcję za
podobne przeoczenie, świadom, że powołanie się na pierwszego autora należy do
kanonu dobrych obyczajów.
To, że PAP nie skorzystała przed miesiącem ze sposobności podania informacji o
nowej witrynie rozformowywanego specpułku, można jeszcze zrozumieć – nie jest to
sprawa o brzemiennych konsekwencjach, choć to pod wpływem naszej publikacji
specpułk dokonał na swoich stronach pewnych korekt. Ale w sobotę ta sama agencja
pominęła informację nieporównywalnie większej wagi – "Nasz Dziennik" analizował,
dlaczego tylko rosyjskie podpisy widnieją pod wykonaną w 13. Państwowym
Instytucie Naukowo-Badawczym Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej ekspertyzą
z badań urządzeń pomiarowych i osprzętu lotniczego Tu-154M, dołączoną do
protokołu wojskowego sporządzonego po katastrofie na Siewiernym. Po udziale w
nich polskich ekspertów w dokumencie nie ma nawet śladu.
Redaktorów "Rzeczpospolitej" odsyłam do dalszej lektury "Naszego Dziennika" z 19
sierpnia i wydań późniejszych, z pewnością uda się im wyłowić kolejne tematy na
czołówki (warto zwłaszcza zainteresować się – również niedostrzeżoną dotąd przez
PAP – informacją o zablokowaniu sejmowej prezentacji gen. Andrzeja Błasika po
katastrofie wojskowej CASY w Mirosławcu, bo w temacie tym zostały wątki do
wyjaśnienia).
Do redaktorów PAP apeluję o jeszcze większą skrupulatność w odnotowywaniu, kto i
kiedy daną wiadomość podał. Zabezpiecza to zarówno przed uleganiem powabowi
newsów, które zdążyły mocno się zestarzeć, jak i ich kolportowaniem. Bo chyba
nie chcą być jak ci z "Wyznań" św. Augustyna, którzy "właśnie dlatego, że nie
chcą być oszukiwani, nie lubią, kiedy się im udowadnia, że zostali oszukani".
Jolanta Tomczak
