Porażka sędziego czy sądownictwa w Polsce?
Kłamstwo jest złym nawykiem człowieka i jest ono stale na ustach ludzi źle wychowanych. (Syr 20, 24)
Nazwisko Alicji Tysiąc i jej „sprawa” znane są opinii publicznej od kilku lat. Jesteśmy świadkami wykorzystywania tej osoby przez środowiska dążące do zliberalizowania „ustawy o ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (…)” od czasu, gdy lekarze odmówili zabicia dziecka Alicji Tysiąc. Odmówili, gdyż nie są wykonawcami zleconych „robót”, gdyż ich zadaniem jest ochrona zdrowia i życia ludzkiego. Działając zgodnie ze standardami postępowania medycznego, ustalono, że nie istniało zagrożenie utraty wzroku związanego ze stanem błogosławionym pacjentki. Jak każda inna oczekująca narodzin swego dziecka kobieta Tysiąc miała prawo do opieki zapewniającej maksymalny dobrostan zarówno jej, jak i dziecka rozwijającego się pod jej sercem. Niestety, nie wystarczyło matce urodzenie zdrowego, mającego szanse fantastycznego rozwoju dziecka, zechciała służyć organizacjom znanym z aspiracji do „ulepszania” prawa w zakresie ochrony życia ludzkiego. Toteż bez żadnych kamuflaży pokazuje się publicznie w otoczeniu znanych medialnie „doradców”, a raczej „doradczyń” wykorzystujących ogólny trend dążący do upowszechniania kultury śmierci na konkretnym przykładzie.
To jest powtórka, to już było przed prawie czterdziestu laty w Stanach Zjednoczonych, gdy na oszustwie zbudowano prawo zezwalające na aborcję. Po latach kobieta, którą zmanipulowano i przez której kłamstwo spłynęła rzeka krwi mnóstwa nienarodzonych dzieci, nawróciła się… Wyrok Sądu Okręgowego w Katowicach budzi zdumienie, uzasadnienie niespójne, pokrętne, stwierdzenia wykluczające się. A wypowiedź sędzi, że nie można ustalić początku życia ludzkiego, że to sprawa ideologii – po prostu zawstydza. W podręczniku do przyrody dla klasy czwartej szkoły podstawowej jest na ten temat wykład: „Początkiem nowego życia jest zapłodnienie, czyli połączenie jednego plemnika z jedną komórką jajową. Miejscem tego połączenia jest jajowód” itd. („Tajemnice przyrody”, Nowa Era 2008, s. 91). To nie ideologia, to podstawowa wiedza, którą każdy ma obowiązek przyswoić przed otrzymaniem promocji do następnej klasy. Brak logiki w formułowaniu uzasadnienia sądu jest również bardzo rażący. Logika jest przedmiotem wykładanym nieco później, absolwenci szkół średnich są z nią zaprzyjaźnieni. Zdanie złożone jest fałszywe tylko wtedy, gdy pierwszy człon jest prawdziwy, a drugi fałszywy – implikacja (porównaj przypadek Tysiąc). Aby sądownictwo cieszyło się zasłużonym autorytetem i powagą, musi liczyć się z rozumem uczestników i obserwatorów procesów.
Ludzie dziś są lepiej wykształceni, nauki podstawowe i szczegółowe rozwijają się w niebywałym tempie. Ktoś, kto piastuje ważny urząd, sprawuje rząd dusz, ma przed sobą wręcz obowiązek własnego rozwoju, aby nie pozostał przedmiotem kpin, powątpiewania, utraty zaufania. A jeśli dotyczy to osądzania spraw na mocy autorytetu instytucji państwowej, tym bardziej sprawa jest poważna, brzydzimy się przecież praktykami z czasów jedynej słusznej i podpartej przemocą idei, nieliczącej się z prawdą, nauką i faktami. Wyrok w sprawie Tysiąc to jeszcze jeden sygnał ostrzegawczy, szczególnie dla świeckich w Kościele. Czyżby pozostał nam tylko Kościół dla obrony rozumu i wiedzy? Czy nie możemy liczyć na sprawiedliwość i uszanowanie norm ze strony wymiaru sprawiedliwości? Mamy nadzieję, że to porażka tylko pojedynczego sędziego, a nie sądownictwa w Polsce.
Hanna Wujkowska
