Polityczny skalpel Putina
Z prof. Michaelem Badenem, patomorfologiem z New York University,
rozmawia Piotr Falkowski
Czy są różnice w rozwoju patomorfologii i medycyny sądowej pomiędzy
USA a Europą?
– Cały rozwój patomorfologii sądowej, czyli medycyny nagłych lub
nienaturalnych zgonów i urazów, nastąpił w ciągu ostatnich stu lat. Najpierw w
Europie, przede wszystkim w Anglii i Niemczech. Potem ta wiedza docierała do
Stanów Zjednoczonych. Sama patomorfologia istniała wcześniej. Ale zajmowała się
naturalnymi przyczynami zgonów w wyniku chorób, takich jak nowotwór. Wymogi
śledztw zrodziły potrzebę rozwinięcia specjalistycznej wiedzy dotyczącej
wypadków, samobójstw i morderstw. Jest ich ilościowo mniej, ale wymagają
szczególnej uwagi. Łatwiej zajmować się zatruciem niż otruciem, prawda? Myślę,
że obecnie poziom medycyny sądowej wyrównał się i jest porównywalny w Europie i
Stanach Zjednoczonych.
A w Rosji?
– Miałem okazję współpracować też z kolegami z Rosji. Od dawna znam ich z
różnych konferencji naukowych. Byłem w Rosji podczas badań ciał cara Mikołaja II
i jego rodziny w Jekaterynburgu. Myślę, że mają bardzo dobrą patomorfologię
sądową. Na świecie ceni się szczególnie pisane przez Rosjan podręczniki.
Ale po 10 kwietnia 2010 roku popełnili takie błędy, jak złe
określenie wzrostu, koloru włosów. Podczas sekcji nie zauważyli blizn i śladów
po zabiegach operacyjnych, potrafili nawet pomylić tkanki mięśnia i kości.
– To nie wynika z braku odpowiednich umiejętności. Przyczyny są polityczne, a
nie profesjonalne. Jeżeli sposób wykonywania procedur przebiega pod kontrolą
polityczną, a niestety często tak jest, to już nie wiedza czy doświadczenie
lekarza decyduje. Naprawdę lekarze patolodzy w Rosji, Polsce, Niemczech i USA są
bardzo podobni. Wszędzie są morderstwa, różnego rodzaju zranienia, postrzelenia,
przedawkowania leków, wypadki. Są one badane na całym świecie tak samo. Kiedy
jednak siły polityczne mówią lekarzom, co mają robić, co ustalić, to już inna
sprawa. Wtedy różnice między państwami są istotne.
Uważa Pan, że te pomyłki były celowe?
– Nie konkretne pomyłki, ale pośpiech i niedbałość w prowadzeniu procedur. Im
robi się wszystko szybciej, tym więcej takich błędów. Jedno ciało jest badane, a
ktoś zapisuje to w dokumentacji innego. Część czynności pomija się. I potem
okazuje się, że wychodzą nieścisłości.
Zdecydował się Pan podjąć współpracę z zespołem parlamentarnym posła
Antoniego Macierewicza. Skąd Pana zainteresowanie katastrofą smoleńską i jej
ofiarami?
– Oczywiście dowiedziałem się o katastrofie dwa lata temu, kiedy do niej
doszło. W mediach było bardzo dużo informacji o wypadku polskiego samolotu z
tyloma ważnymi osobami z Polski. Niewiele wiem o późniejszych wydarzeniach,
dopiero w Polsce dowiedziałem się o tym, że śledztwo w tej sprawie budzi tyle
kontrowersji. Rodziny ofiar są zaniepokojone złym kierunkiem, w jakim to
śledztwo idzie, i zwróciły się także do mnie jako do eksperta. Skoro to
zdarzenie nie zostało jeszcze wyjaśnione, uznałem, że mogę pomóc, i
przyjechałem. Rodziny często życzą sobie niezależnej opinii o przyczynach
śmierci swoich bliskich w przypadku katastrof. Trzeba im na to pozwolić.
Wątpliwości co do identyfikacji są dość częste. Władze nie powinny zabraniać
rodzinom się upewnić.
Jak Pan sądzi, dlaczego polscy prokuratorzy odmówili Panu udziału w
badaniach ciał ofiar?
– No cóż. Mieli do tego prawo. Nie chcieli kogoś z zewnątrz. Jest to typowe w
przypadkach śmierci wysokich osobistości. Przecież tak było z rodziną Romanowów.
Wszystkie badania wykonywali sami Rosjanie w latach 90. Dopiero długie spory
toczone przez dziesięć lat spowodowały, że postanowili powołać niezależną
komisję z udziałem osób z zagranicy. Ale z prezydentem Kennedym było tak samo.
Proszę sobie wyobrazić, że pod pewnymi względami to mi nawet przypomina wasze
problemy ze Smoleńskiem. Po zamachu na naszego prezydenta agencje rządowe zaraz
zabrały ciało do Waszyngtonu i przez cały czas rząd starał się mieć całe
dochodzenie pod kontrolą. Dopuszczono do niego tylko niewielką grupę osób
związanych z rządem, dlatego badania patomorfologiczne prowadziły osoby bez
odpowiednich kwalifikacji. Sekcję prowadzili lekarze, którzy od dawna nie
praktykowali, tylko byli urzędnikami. Nie mieli żadnego doświadczenia z ranami
postrzałowymi. Popełnili wiele błędów. A skutek tego jest taki, że wątpliwości
rodzą podejrzenia i sprawa ciągle żyje, nie daje spokoju. Po piętnastu latach
Kongres musiał zarządzić nowe dochodzenie i dopuścić ludzi z zewnątrz. Według
wstępnych komunikatów, prezydent został raniony w tył głowy i w szyję z przodu.
Do dziś większość Amerykanów sądzi, że Kennedy został postrzelony dwa razy: z
tyłu i z przodu. Ma to oczywiście konsekwencje dla wskazania sprawcy, bo jeden
Oswald nie mógł strzelać z dwóch stron jednocześnie. A tymczasem było tak, że
kula, która leciała nieco z góry, przebiła głowę i wyleciała z przodu szyi.
Ludzie, którzy robili pierwsze autopsje, nie potrafili odróżnić wlotu od wylotu
rany postrzałowej! Błąd sprostowano, ale brzmiało to niewiarygodnie. To była
zimna wojna, wietrzono spisek sowiecki, kubański, mafii narkotykowej. A
wystarczyło, żeby za badanie wzięli się patomorfolodzy sądowi, a nie zwykli
patolodzy.
Kiedy ta katastrofa się zdarzyła, zamiast dać specjalistom od medycyny
sądowej wystarczająco dużo czasu na odpowiednią ocenę każdego przypadku śmierci,
zapanował niezrozumiały pośpiech wszystkich. Tak jakby Rosjanie chcieli się tych
ciał jak najszybciej pozbyć i wysłać je do Polski. Niestety, wasze władze nie
podjęły żadnej próby zrobienia własnych badań ciał. Polegali na tych
pospiesznych diagnozach rosyjskich. Nie rozumiem dlaczego. To poważny błąd.
Żaden lekarz sądowy nie oglądał tych ciał, żeby upewnić się, że to są te właśnie
ciała, że nie pomieszały się oddzielone w wyniku wypadku części, czy nie ma
zranień sprzed uderzenia samolotu w ziemię, które świadczyłyby o jakichś
zdarzeniach na pokładzie przed jego upadkiem. Ale myślę, że w końcu będzie tak
jak przy zabójstwie Kennedy´ego, że ostatecznie odpowiednie osoby zbadają
wszystko dokładnie i wyjaśnią przyczyny. To, że teraz robi się ekshumacje, może
być tego początkiem.
Dziękuję za rozmowę.
Michael M. Baden urodził się w 1934 roku w Nowym Jorku. Ukończył tam studia
medyczne na New York University School of Medicine. Jest znanym ekspertem w
dziedzinie patomorfologii sądowej. Uczestniczył jako biegły w badaniach zwłok
m.in. Johna Kennedy´ego oraz w głośnej sprawie O.J. Simpsona, a także w wielu
innych znanych sprawach kryminalnych nie tylko w USA. Należał do
międzynarodowego zespołu badającego ciała rosyjskiej rodziny carskiej
zamordowanej przez bolszewików. Jest autorem ponad 80 publikacji naukowych i
książek z dziedziny patomorfologii, a także dwóch książek popularnych. Prowadził
programy telewizyjne poświęcone zagadkom kryminalnym.
