Pokolenie Piłatów – prawo siły przed siłą prawa

Ojciec Zdzisław Klafka CSsR prowincjał Warszawskiej Prowincji Redemptorystów

W wielkopostnej zadumie nad Słowem Bożym jako chrześcijanie odkrywamy na nowo szczególne zaproszenie do nawrócenia. Owo nawrócenie winno zaowocować w odnowieniu naszego myślenia i działania, które nie bierze wzorców z tego świata. W toczącej się ostatnio medialnej debacie wokół konstytucyjnej ochrony życia ludzkiego od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci nie może zabraknąć naszej jednoznacznej postawy jako ludzi, którzy zrodzeni zostali na nowo do życia pod Chrystusowym krzyżem.

Słowo Boże i nauczanie Kościoła nie zostawia żadnych wątpliwości wokół sprawy, która nie może podlegać ludzkim sądom. W Ewangelii św. Mateusza napotykamy na dobrze znany nam tekst dotyczący sądu Piłata nad Jezusem: „A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: 'Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu'” (Mt 27, 19). W przypadku Piłata, nad intuicją serca kobiety żony górę wziął lęk przed ludzką opinią. Nie brak w mediach głosów, które chcą wmówić polskiemu społeczeństwu, że pełna konstytucyjna ochrona życia ludzkiego podważy status Polski jako partnera w rozmowach w Unii Europejskiej i że dopiski do Konstytucji „mogą się stać kolejnym pretekstem do ataków na Polskę”. Nadto wprowadza się w błąd obywateli głosząc poglądy, że zapisy, „które już istnieją, są zgodne z zasadami Kościoła katolickiego”. Jako katolicy z radością przyjęliśmy stanowisko polskich księży biskupów, którzy w wydanym przed paroma dniami „Komunikacie” wyrazili jednoznaczną opinię w tej sprawie. Tym, którzy szczerze szukają prawdy i chcą uszanować godność osoby ludzkiej, pragnę przypomnieć niektóre myśli pochodzące od niekwestionowanych autorytetów w dzisiejszym świecie. Myśli te mogą posłużyć nie tylko katolikom, ale każdemu człowiekowi, który ma dobre serce.

Znak nadziei

Ksiądz kardynał Józef Ratzinger, jeszcze przed wyborem na Papieża, wyraził taką oto opinię: „Według pewnego, rozpowszechnianego głosu opinii publicznej, stworzonego przez konformistów, może wydać się przesadna i niestosowna – a nawet wręcz kłopotliwa – ponowna propozycja rozstrzygnięcia problemu poszanowania zaledwie poczętego i jeszcze nienarodzonego życia. Czy po rozdzierających polemikach towarzyszących legalizacji aborcji, toczących się w ostatnim piętnastoleciu niemal we wszystkich krajach zachodnich, nie należałoby uznać problemu już za zamknięty i unikać ponownego poruszania pokonanych rozbieżności ideologicznych? Dlaczego nie przyznać, że ta bitwa została przegrana, i nie poświęcić raczej naszej energii na poczynania, które w dużo większym stopniu mogą zyskać społeczną aprobatę?” (Joseph Ratzinger, Europa Benedykta w kryzysie kultur, s. 75-76).

Już na bazie tej wypowiedzi musi dziwić ujawniająca się ostatnio postawa wielu polityków, w tym katolików, którzy mogliby mieć przecież ogromny wpływ na ustanowienie jednoznacznego prawodawstwa w interesującej nas kwestii życia. Byłoby to znakiem nadziei dla niezliczonej rzeszy ludzi z tych krajów Europy, w których – w majestacie prawa – wolno zabijać życie człowieka. Ksiądz kardynał Józef Ratzinger stwierdza dalej, że to „ustanowiony przez Boga autorytet władzy społeczeństwa i w społeczeństwie jest właśnie po to, aby zagwarantować przestrzeganie tego podstawowego prawa, zagrożonego niebezpieczeństwem ze strony człowieka o złym sercu”. Powołując się na ten bezdyskusyjny autorytet warto, aby wszyscy bez wyjątku zechcieli uczynić refleksję nad jego słowami: „Uznanie sakralnego charakteru życia ludzkiego i jego nietykalności bez żadnych wyjątków nie jest więc niewielkim problemem lub kwestią, którą można uznać za względną, podporządkowaną pluralizmowi opinii obecnych we współczesnym społeczeństwie. (…) Nie istnieją 'małe morderstwa’: szacunek do każdego życia ludzkiego jest istotnym warunkiem, aby możliwe było życie społeczne godne tego imienia; kiedy człowiek w swoim sumieniu traci szacunek dla życia jako rzeczy świętej, nieuchronnie gubi także swoją własną tożsamość” (tamże, s. 78-79).

Kościół nie zabiera nikomu wolności, chce jedynie wychodzić z pomocą współczesnemu człowiekowi, aby mógł on uniknąć tragicznego losu Piłata i nieszczęsnych skutków decyzji podobnych do jego własnego oportunistycznego wyboru. Kościół pragnie właśnie zapobiec takim ludzkim wyborom, które w swoich skutkach nie pozwolą człowiekowi już nigdy spokojnie zasypiać. „Nikt nie zaprzecza – argumentuje kardynał Józef Ratzinger – że niekiedy decyzja o dokonaniu aborcji jest podejmowana w obliczu konkretnej, bardzo dramatycznej sytuacji życiowej. Tym niemniej korzystanie z tego prawa wiąże się z utratą życia niewinnej istoty ludzkiej, której prawa nawet nie są brane pod uwagę. W ten sposób stajemy się ślepi wobec prawa do życia kogoś innego, najsłabszego, kto nie ma głosu. Prawa jednych są tworzone poprzez odmowę podstawowego prawa do życia innych. Każda legalizacja aborcji zakłada ideę, że to siła buduje prawo. W ten zupełnie niedostrzegalny sposób w istocie zostały naruszone same fundamenty prawdziwej demokracji, zbudowanej według zasad sprawiedliwości. Dokumenty konstytucyjne państw zachodnich, owoc złożonego procesu dojrzewania kulturowego i wielowiekowych walk, są oparte na idei sprawiedliwości, na świadomości podstawowej równości wszystkich ludzi. Wyrażają one jednocześnie świadomość głębokiej niegodziwości, która polega na przewadze interesów rzeczywistych, ale drugorzędnych niektórych osób, nad podstawowymi prawami innych ludzi. (…) Zrozumiałe jest więc, że jeśli państwo uzurpuje sobie prawo do określenia, komu należne są prawa, a komu nie, i jeśli w konsekwencji daje niektórym moc gwałcenia podstawowego prawa do życia innych, zaprzecza ideałowi demokracji, na który nieustannie się powołuje oraz narusza te same fundamenty, na których się opiera. Akceptując bowiem pogwałcenie prawa najsłabszego, akceptuje także, że prawo siły przeważa nad siłą prawa” (tamże, s. 82-84).

Prawo do życia to sprawa wszystkich ludzi

Podstawowe prawo do życia nie jest sprawą tylko chrześcijan, katolików. Wspomniał o tym wyraźnie Jan Paweł II w przemówieniu do Polaków w Kaliszu, w dniu 4.06.1997 r.: „Kościół broniąc prawa do życia odwołuje się do szerszej, uniwersalnej płaszczyzny, która obowiązuje wszystkich ludzi. Prawo do życia nie jest tylko kwestią światopoglądu, nie jest tylko prawem religijnym, ale jest prawem człowieka. Jest prawem najbardziej podstawowym. Bóg mówi: 'Nie będziesz zabijał!’ (Wj 20, 13). Przykazanie to jest zarazem fundamentalną zasadą i normą kodeksu moralności, wpisanego w sumienie każdego człowieka. Miarą cywilizacji – miarą uniwersalną, ponadczasową, obejmującą wszystkie kultury – jest jej stosunek do życia. Cywilizacja, która odrzuca bezbronnych, zasługuje na miano barbarzyńskiej”.

Te dobitne słowa wielkiego Papieża Jana Pawła II mogą wydawać się dla niejednego z nas zbyt ostre, ale obrona życia ludzkiego to nie tylko kwestia polityki i demokracji. Nasz największy w historii rodak, w swej książce „Pamięć i tożsamość”, osobiście doświadczywszy totalitaryzmu komunistycznego wspomina, że w systemach totalitarnych próbowano narzucić swoiste rozumienie rozdziału Kościoła od państwa. Według nich „świat należy wyłącznie do państwa, a Kościół ma własny zakres, w pewnym sensie pozaświatowy (…) Istnieją dzisiaj partie, które chcą mieć charakter demokratyczny, wykazują narastającą skłonność do interpretacji rozdziału Kościoła od państwa zgodnie z rozumieniem, jakie stosowały rządy komunistyczne. Oczywiście, dziś społeczeństwo dysponuje odpowiednimi środkami samoobrony. Musi tylko chcieć je stosować. Właśnie w tej dziedzinie budzi obawy pewna bierność, jaką można dostrzec w zachowaniu wierzących obywateli. Odnosi się wrażenie, że niegdyś było bardziej żywe ich przekonanie o prawach w dziedzinie religii, a co za tym idzie, większa gotowość do ich obrony z zastosowaniem istniejących środków demokratycznych. Dzisiaj to wszystko wydaje się w jakiś sposób osłabione, a nawet zahamowane, może także z powodu niewystarczającego przygotowania elit politycznych” (Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, s. 124).

Ochrona życia jest najważniejsza

Dumni jesteśmy, że nasz Naród z woli Opatrzności Bożej otrzymał tak wielki dar w osobie Jana Pawła II, którego drugą rocznicę odejścia do domu Ojca będziemy niebawem przeżywać. Obyśmy wszyscy bez wyjątku, wierzący i niewierzący, mogli wziąć na serio jego przesłanie: „na początku nowego stulecia i tysiąclecia trzeba wysuwać zastrzeżenia wobec postanowień prawnych, jakie zostały zadecydowane w parlamentach współczesnych demokracji. Najbardziej bezpośrednie odniesienie, jakie przychodzi mi na myśl to prawa aborcyjne. Kiedy jakiś parlament zezwala na przerywanie ciąży, zgadzając się na zabicie dziecka w łonie matki, popełnia poważne nadużycie w stosunku do istoty ludzkiej niewinnej, a ponadto pozbawionej jakiejkolwiek możliwości samoobrony. Parlamenty, które stanowią i promulgują podobne prawa, muszą być świadome tego, że przekraczają swoje kompetencje i pozostają w jawnym konflikcie z prawem Bożym i z prawem natury” (Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, s. 140).

Pełna ochrona życia w naszej Ojczyźnie to nie jeden z wielu problemów, z jakimi się borykamy. To jest najważniejsza sprawa, której wszyscy winniśmy poświęcić nasze największe siły. Nie tak dawno przecież, bo 17 grudnia 2005 r., Ojciec Święty Benedykt XVI w przesłaniu do polskich biskupów podczas wizyty „ad limina Apostolorum” zachęcał, aby Kościół nie pozostawiał bez pomocy chrześcijańskich polityków: „chodzi tu szczególnie o pomoc w uświadamianiu ich własnej chrześcijańskiej tożsamości i powszechnych wartości moralnych zakorzenionych w ludzkiej naturze tak, aby starali się kierując się prawym sumieniem, wprowadzać je do prawodawstwa cywilnego, mając na względzie takie współistnienie, które respektowałoby człowieka w każdym wymiarze”. Ojciec Święty przy tej samej okazji wyraża swoją wdzięczność za istniejący w Polsce wolontariat, „który stawia sobie za cel obronę ludzkiego życia. Należy się wdzięczność wszystkim, którzy podejmują dzieło edukacji, przygotowania do życia w małżeństwie i w rodzinie, i stają w obronie prawa każdej istoty ludzkiej do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Wielu angażuje w tę działalność swoje własne środki materialne i swój czas, inni zaś składają dar modlitwy. Wszyscy oni oczekują zachęty i moralnego wsparcia ze strony biskupów, kapłanów i całej wspólnoty wierzących. Niech tej pomocy im nie braknie”.

Chrześcijanom nie wolno więc łatwo ulegać wołaniom o tak zwaną tolerancję w uszanowaniu odmiennych poglądów na temat życia. Oni szczególnie dzisiaj powinni wziąć na siebie „z pokorą i dumą radosne głoszenie wiary, bez której istnienie ludzkie nie przetrwa długo. W tym obowiązku głoszenia godności człowieka i poszanowania życia, które z tego wypływają, będą oni prawdopodobnie wyśmiani i znienawidzeni, ale świat nie mógłby bez nich żyć” (Joseph Ratzinger, Europa Benedykta w kryzysie kultur, s. 92).

Sprawa życia to jednak nie tylko problem natury prawnej. Istnieje problem moralny, który zachodzi w ciszy naszych ludzkich serc. Jeszcze jako kardynał, Józef Ratzinger ujął to zagadnienie w następujących słowach: „Dramat moralny, decyzja za dobrem lub złem, zaczyna się od spojrzenia, od wyboru oglądania twarzy drugiego człowieka lub nie. Dlaczego dzisiaj niemal jednomyślnie odrzuca się dzieciobójstwo, a jednocześnie jest się nieczułym na zjawisko aborcji? Być może dlatego, że w przypadku aborcji nie widać twarzy tego człowieka, który został skazany na to, aby nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Wielu psychologów wykazało, że u kobiet zamierzających usunąć ciążę zostają stłumione ich spontaniczne uczucia matki oczekującej dziecka, matki, która nadaje mu imię, wyobraża sobie jego twarz i przyszłość… Właśnie te tłumione wyobrażenia wracają potem często jako nierozwiązane poczucie winy, dręczące sumienie. Twarz drugiego człowieka odwołuje się do mojej wolności, abym go przyjął i zatroszczył się o niego, abym potwierdził jego wartość w nim samym, a nie na miarę mojej korzyści” (tamże, s. 85-86).

Kontynuując swoją myśl, ks. kard. J. Ratzinger odwołuje się do niewierzącego filozofa Michela Serresa, który – rozważając kwestię szacunku należnego ludzkiemu płodowi – postawił sobie pytanie: „kim jest człowiek”? W odpowiedzi, filozof „podkreśla, że nie ma jednoznacznych i naprawdę zadowalających odpowiedzi w filozofii i kulturze. Zauważa jednak, że chociaż nie mamy dokładnej, teoretycznej definicji człowieka, to w konkretnym doświadczeniu życiowym dobrze wiemy, kim on jest. Wiemy przede wszystkim, kiedy stoimy wobec kogoś, kto cierpi, kto jest ofiarą przemocy, kto jest bezbronny i skazany na śmierć: 'Ecce homo!’ (…) Kim jest człowiek? Jest właśnie tym najsłabszym i bezbronnym, który nie ma ani władzy, ani głosu, aby się obronić; tym, obok którego możemy w życiu przejść, udając, że go nie dostrzegamy. Tym, przed którym możemy zamknąć nasze serce i powiedzieć, że nigdy nie istniał” (tamże, s. 87-88).

Wobec zaistniałej ostatnio w Ojczyźnie sytuacji społeczno-polityczno-prawnej, wobec medialnego sprowadzania problemu do mniej lub bardziej stosownych wyrażeń czy nawet politycznie niepoprawnych porównań rzeczywistości do sfery zapachowej, pozwolę sobie na koniec zapytać, czy chodzi nam rzeczywiście o prawdę, która jako jedyna wyzwala, czy o retorykę – sztukę właściwego jej wyrażania? Czy chodzi nam o nagą rzeczywistość, która pozostaje, czy kosmetykę jej zgrabnych i błyskotliwych interpretacji, które się mnożą, ale i przemijają z wiatrem? W całej tej kłótni o słowa wypowiedziane, owszem, nie całkiem w porę i może nie całkiem umiejętnie, chcę zacytować poetkę, Marię Pawlikowską-Jasnorzewską, której wolno się zapytać o właściwą kwalifikację rangi spraw, bardziej niż o ich językowe przyodzianie: „Nie czas żałować róży, kiedy płoną lasy / Nie czas lasów żałować, kiedy płonie świat / Gdy obszar ziemski jedną staje się Saharą / Nie czas żałować świata, gdy wznowił się chaos”.

drukuj