Platforma obiecuje na potęgę
Po blisko trzech latach od parlamentarnej kampanii wyborczej politycy
Platformy Obywatelskiej ponownie przystąpili do składania obietnic. To,
co jeszcze przed paroma tygodniami było niemal niemożliwe lub o czym
nawet nie było mowy, dzisiaj w obliczu kampanii prezydenckiej Bronisława
Komorowskiego ministrowie rządu Donalda Tuska obiecują z lubością.
Wygląda na to, że albo budżet państwa nagle stał się pełny, albo
Platforma traktuje składane zobowiązania tak samo lekko, jak to, co
obiecywała wyborcom przed trzema laty.
To trzy lata temu
słyszeliśmy z ust polityków Platformy m.in. o likwidacji podatku Belki,
wprowadzeniu jednomandatowych okręgów wyborczych czy też podatków trzy
razy 15 procent. Tuż po wyborach pomysły te zostały jednak porzucone.
Nie przeszkadza to jednak kandydatowi Platformy w wyborach prezydenckich
ponownie mamić wyborców tymi samymi obietnicami. 18 maja w Częstochowie
Bronisław Komorowski obiecywał wprowadzenie jednomandatowych okręgów
wyborczych – „na dobry początek” w wyborach radnych. Marszałek Sejmu nie
miał też oporów, by wrócić do obietnicy zajęcia się podatkiem Belki,
czyli podatkiem od dochodów kapitałowych np. od zysków z lokat
bankowych. Pomysł jego likwidacji w przeszłości stanowczo krytykował
minister finansów Jacek Rostowski. W ubiegły piątek Komorowski podczas
spotkania z przewodniczącym PSL, wicepremierem Waldemarem Pawlakiem
zapowiedział częściowe zniesienie podatku Belki.
Im bliżej dnia
wyborów, rzeczy, które w ustach rządzących jeszcze niedawno były
niemożliwe, zdają się jak najbardziej realne, a z każdym dniem bliższym
wyborom obiecywać jest coraz łatwiej.
11 czerwca, podczas spotkania
ze studentami w Szczecinie, Komorowski, pytany o przywrócenie
50-procentowych ulg na przejazdy dla studentów, odsyłał zainteresowanych
do „rządu SLD”, który im te ulgi przed laty zabrał. Zasłaniał się przy
tym sytuacją budżetu państwa. Jak się okazało, na 6 dni przed wyborami
pieniądze się chyba znalazły, gdyż we wtorek na wiecu w Sosnowcu
kandydat Platformy ogłosił, iż „stopniowo” 50-procentowe ulgi będą
przywracane.
Gdy związkowcy ze służb mundurowych zwrócili się do obu
kandydatów o wyrażenie opinii na temat ewentualnych zmian w systemie
emerytur mundurowych, odpowiedzi, jak twierdzą, doczekali się jedynie od
Jarosława Kaczyńskiego, a przez Bronisława Komorowskiego zostali
zignorowani. Niespodziewanie za to do mundurowych listy wysłał premier
Donald Tusk. Szef rządu zapewniał, że nie są prowadzone żadne prace
mające na celu odebranie przywilejów emerytalnych pracownikom służb
mundurowych. A list w tej sprawie miał trafić do rąk własnych każdego
funkcjonariusza. Co ciekawe, cały czas trwały w rządzie przymiarki do
ograniczenia przywilejów emerytalnych mundurówki, czego skutkiem było
odchodzenie ze służby tych funkcjonariuszy, którzy nie chcieli
ryzykować, iż podpadną pod nowe, niekorzystne przepisy emerytalne.
Wszystko wskazuje na to, że premier Tusk zmienił zdanie w tej sprawie…
w końcówce kampanii wyborczej.
Równie gorliwi w robieniu kampanii
wyborczej Bronisławowi Komorowskiemu byli inni ministrowie.
Minister
infrastruktury Cezary Grabarczyk długo pozostawał nieugięty, jeśli
chodzi o odpłatność za przejazd autostradowymi obwodnicami miast.
Utrzymywał, że bez tych pieniędzy nie będzie można budować kolejnych
autostrad. W ubiegłą niedzielę, na tydzień przed wyborami, Grabarczyk
ogłosił jednak, że przejazd odcinkami autostrad w pobliżu miast będzie
dla samochodów osobowych i motocykli bezpłatny.
Uaktywniła się także
minister zdrowia Ewa Kopacz. Wczoraj, czyli na cztery dni przed
wyborami, obiecała podczas spotkania z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym
Pielęgniarek i Położnych poprawę warunków pracy i więcej pieniędzy dla
pielęgniarek.
Ile warte są obietnice i słowa Donalda Tuska i spółki,
mogliśmy się już przekonać. Przed wyborami obiecać można wszystko,
trudno później słowa dotrzymać. Jak choćby przed ubiegłorocznymi
wyborami do Parlamentu Europejskiego. Na kilka dni przed głosowaniem
usłyszeliśmy, że „już prawie jest” inwestor z Kataru, który uratuje
polski przemysł stoczniowy. Dopiero po wyborach okazało się, że
tajemniczemu inwestorowi z Kataru bliżej było do wytworu bujnej
wyobraźni Donalda Tuska i ministra skarbu Aleksandra Grada, wymyślonego
na potrzeby kampanii wyborczej, niż do realnego bytu.
Zadziwiające
jest też, jak szybko, bo między pierwszą a drugą turą wyborów, muszą być
znajdowane pieniądze na realizację wyborczych obietnic.
Z dużym
prawdopodobieństwem można jednak przyjąć, iż wszystko skończy się tak
jak wtedy, gdy o pieniądze upomnieli się lekarze. Premier Donald Tusk,
stwierdzając, iż „dzisiaj wydaje się mało realne, że jakimś
czarodziejskim sposobem znajdzie pieniądze w budżecie państwa”,
rozkładał tylko ręce, dodając: „Jak coś jest niemożliwe, to jest
niemożliwe”.
Artur Kowalski
