Platforma dopięła swego
Można powiedzieć, że Bronisław Komorowski z obietnicy się wywiązał. Wszak
to on jakiś czas temu w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" stwierdził, że krzyż
zostanie "we współdziałaniu z władzami kościelnymi przeniesiony w inne, bardziej
odpowiednie miejsce". Tuż po tym na łamach "Naszego Dziennika" pisałem, że skoro
krzyż "znajduje się na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego, tak naprawdę decyzja w
sprawie należy do Kancelarii Prezydenta RP, a władze kościelne nie mają w tym
wypadku nic do powiedzenia, gdyż krzyż nie stoi na terenie własności należącej
do Kościoła katolickiego". Dzięki temu jednak, że politykom Platformy
Obywatelskiej udało się "wciągnąć" władze kościelne w swoją politykę, załatwili
oni kilka innych spraw.
Po pierwsze, udało się im usunąć krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego w taki
sposób, żeby nie było podstaw do mówienia o usunięciu, a jedynie o
"przeniesieniu w godniejsze miejsce". Po drugie, nikt nie będzie mógł zarzucać
politykom PO, że była to ich decyzja, lecz "wspólne postanowienie Kancelarii
Prezydenta i przedstawicieli Kościoła". Prawdopodobnie też już wkrótce zarówno
harcerze, jak i reszta społeczeństwa zostaną przez Kancelarię Prezydenta
poinformowani, że pomnika ku czci ofiar katastrofy przed Pałacem Prezydenckim
wznieść niestety nie można. Tym sposobem politycy PO będą mieć problem
"upamiętnienia" ofiar katastrofy smoleńskiej z głowy. I wcale nie zdziwi mnie
sytuacja, w której znowu uda im się wmówić społeczeństwu, że wszystko zależy "od
zdecydowanej reakcji kościelnej", skoro pod wcześniejszym zobowiązaniem
podpisali się przecież przedstawiciele "Kościoła Warszawskiego"…
Sebastian Karczewski
