Pawlak puszcza oko
Z dr. Marcinem Zarzeckim, socjologiem polityki, rozmawia Anna
Ambroziak
Premier Donald Tusk i wicepremier Waldemar Pawlak zapewniają, że są
przyspawani. Rzeczywiście można odnieść wrażenie, że wzięli palniki do rąk.
– Wicepremier Pawlak w dużej mierze jest asekurantem, ma świadomość tego, że
jest koalicjantem, ale mniejszościowym. Ma przekonanie, że sytuacja polityczna w
tej kadencji będzie się dynamicznie zmieniać. Pawlak jest jednak wytrawnym
politykiem – już wcześniej zauważył, że liczba decyzji, które rząd musi podjąć,
ponieważ się zobligował do ich wdrożenia, i to przed przedstawicielami Unii
Europejskiej, ale także obietnic wyborczych, sprawi, że opcje Platformy
Obywatelskiej i zaufanie publiczne wobec niej będą malały. Jak widać, PSL nie do
końca chyba chce być przypadkowym beneficjentem tego spadku zaufania. Ma też
świadomość, że partia PSL zawsze jest partią koalicyjną, partią współrządzącą,
partią mniejszościową, ideologicznie mało dookreśloną, do tego stopnia, że może
wejść w porozumienia z różnego typu opcjami politycznymi. Zresztą tak do tej
pory było. Uważam, że działania werbalne Pawlaka nie wynikają jednak z braku
czujności, są rodzajem oka puszczonego do opinii publicznej i także do partii
politycznych, które w przyszłości mogłyby władzę przejąć. Widać ewidentnie, że
Pawlak wprowadza strategię asekuracji względem działań i decyzji podejmowanych
przez rząd Tuska.
A nie jest to po prostu PR przed kongresem PSL, na którym ma być
wybrany nowy przewodniczący partii?
– Oczywiście, że jest to też PR. Proszę zauważyć, że Pawlak kontrkandydata
dla siebie nie ma. Lepiej się zawsze zabezpieczyć i asekurować. To kolejny
czynnik, który wzmacnia przekonanie, że należy się odseparować od wielce
niepopularnych decyzji PO.
Premier twierdzi, że rząd działa perfekcyjnie… Sondaże pokazują
jednak spadek poparcia dla jego partii.
– A propos badań demoskopowych – gdybyśmy chcieli mówić o pewnym trendzie,
musielibyśmy odczekać pewien okres i w tym interwale czasowym dokonać pewnych
pomiarów i sprawdzić, czy ten spadek się utrzymał, czy też jest tymczasowy. Ten
interwał jest dopiero półtoramiesięczny i nie jest on do końca reprezentatywny.
W zakresie polityki oceny i postawy opinii publicznej może modelować wiele
czynników. Ale bezsprzecznie sondaże te należy czytać socjologicznie, nie można
ich pominąć. A czytamy dosyć jednoznacznie – że nastąpił okres przełamania, że
rośnie liczba ludzi zniesmaczonych sposobem sprawowania władzy i do których
przede wszystkim nie trafia to przesłanie PR-owskie. Sam PR powoli się kończy –
jeśli musimy wyjść z sytuacji patowej, w jakiej znalazło się społeczeństwo
polskie, i to nie tylko w kontekście finansów, to bardzo ważne byłoby podjęcie
przez rząd decyzji strategicznych, których niestety brakuje. I to zarówno w
polityce wewnętrznej, jak i na polu polityki zagranicznej. Gdzie sukcesów nie ma
żadnych. Proszę zauważyć, że skandalem jest to, iż różnego typu elementy, jak
choćby koniec prezydencji polskiej w UE, zostały przekute w sukces, mimo że tak
naprawdę były klęską. Projekt Polski brania pod uwagę krajów, które znajdują się
poza strefą euro, jest czymś paradoksalnym, niespełniającym nawet swojej funkcji
marketingowej. Widzi to każdy zdroworozsądkowo myślący obywatel. A jest to
podkreślane przez rząd jako wielki sukces polityki zagranicznej ministra
Sikorskiego.
Tusk tłumaczy szefa dyplomacji, twierdząc, że jego wysiłki nie poszły
na marne, bo nie doszło do podziału Europy na dwa kluby.
– Wszystko może być formą propagandy, wszystko można pokazać jako sukces…
Premier Tusk znalazł się w sytuacji patowej – w pułapce, którą sam skonstruował.
Złożył zbyt wiele obietnic, które były odkładane na kiedyś… zbyt wiele
manewrów, które były krótkoterminowe, które miały charakter przede wszystkim
polityczny, a nie strategiczny. Teraz skumulowały się wydarzenia, które
spowodowały tąpnięcie zaufania publicznego wobec rządu.
Ustawa refundacyjna, kwestia emerytur, sprawa ACTA…
– Uważam, że elektorat liberalny, a więc młodzi ludzie mieszkający w dużych
miastach, którzy pretendują do tzw. klasy średniej, bądź też członkowie tej
klasy – m.in. przedsiębiorcy, którzy byli zapleczem PO, jest już w dużej mierze
ograniczony dla tej partii. Jest on teraz do zawłaszczenia. To tzw. elektorat
przepływowy, koniunkturalny.
Może go przejąć opozycja?
– To zależy, która opozycja. Uważam, że na przykład PiS musi przewartościować
swoją propozycję dla ludzi młodych – w oczach tych ludzi PiS stanowi źródło
zagrożenia, wiele jego posunięć nie jest zrozumiałych. Oczywiście nie chodzi tu
rezygnację z konserwatywnego podejścia do rzeczywistości. Tylko należy zacząć
mówić o tym innym językiem. Można zdobyć elektorat młodych ludzi, mówiąc
zwyczajnym językiem o ich problemach, na przykład związanych z umowami
śmieciowymi, problemami mieszkaniowymi i tymi związanymi z rynkiem pracy.
Marketing polityczny opiera się na segmentacji i profilowaniu.
Jest też Solidarna Polska, Ruch Palikota i SLD…
– Nie wydaje mi się, by SP przekroczyła próg procentowy choćby dlatego, że
zbyt stabilna jest w zakresie swego elektoratu. Zauważalny jest wzrost poparcia
dla Ruchu Palikota i SLD. Zresztą PiS też, które jednak Platformę przebija jako
partia dominująca.
Po 100 dniach władzy można oczekiwać zmian w działaniach rządu? Tusk
tłumaczy się tylko, że każdemu "wpadki" się zdarzają.
– A czego można oczekiwać? Tego, że premier przyzna się do błędu i uzna
niekompetencje swoich ministrów, czyli de facto – swoją, gdyż to on desygnował
na te stanowiska? Donald Tusk będzie do końca utrzymywał, że lata jego rządów
były latami spokoju i sukcesów w zakresie stabilizacji polityki wewnętrznej i na
arenie międzynarodowej. Nawet jak będzie już tonął, będzie głośno krzyczał, że
to on właśnie był najskuteczniejszym politykiem w III RP.
Dziękuję za rozmowę.
