Pasją Justyny były samoloty
W katastrofie pod Katyniem wraz z sześcioma członkami załogi
prezydenckiego Tu-154M zginęła stewardesa Justyna Moniuszko, białostoczanka. Od
dziecka jej największą pasją były samoloty. Choć w chwili śmierci miała zaledwie
24 lata, wykonała już 250 skoków spadochronowych.
Justyna przez wiele lat była aktywnym członkiem Aeroklubu Białostockiego. Po
szkole średniej wyjechała na studia do Radomia. Zdobyła tam uprawnienia pilota
szybowcowego. Po roku przeniosła się na Wydział Mechaniki, Energetyki i
Lotnictwa Politechniki Warszawskiej. W tym roku miała bronić pracę magisterską.
– Zawsze była pełna energii. Latanie sprawiało jej dużo radości – wspomina jej
ojciec Zdzisław Moniuszko. Dzięki dużym umiejętnościom lotniczym Justyna już od
trzech lat latała jako stewardesa w pasażerskich liniach LOT.
Jej talent
szybko zauważono; zaczęła pracę w prestiżowym 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa
Transportowego. – Z prezydentem latała od dwóch lat. Towarzyszyła najważniejszym
osobom w państwie podczas wielu podróży. Była w Afganistanie. Trasę do Smoleńska
znała na pamięć. Dzień przed katastrofą też była w Smoleńsku tym samym samolotem
– mówi Zdzisław Moniuszko. Uroda Justyny szła w parze z jej dobrocią. – Nie
żałowała swego czasu dla innych; była panną, więc często zastępowała koleżanki z
załogi, które musiały zostać w domu z dziećmi – wspomina córkę pan
Zdzisław.
Osobiście znałem Justynę, ponieważ państwo Moniuszkowie to moi
sąsiedzi. Nasze domy dzieli niewielka odległość. Mam przed oczami, jak w
niedzielę wraz z rodzicami i bratem idzie na Mszę Świętą. Zawsze promienna, o
twarzy, z której emanuje dobro.
Adam Białous, Białystok
—————————-
Nasza Justynka
Ze Zdzisławem Moniuszką, ojcem tragicznie zmarłej w
katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem stewardesy Justyny Moniuszko, oraz jej
ciocią Grażyną Potrykus rozmawia Adam Białous
Samoloty i latanie to była pierwsza miłość
Justyny…
Zdzisław Moniuszko: – Justyna od dziecka fascynowała się
lotnictwem. To była jej pasja. Wśród zabawek najwięcej miała właśnie samolotów.
Gdy tylko wiek jej pozwolił, zapisała się do białostockiego aeroklubu, do sekcji
spadochronowej. W sumie miała na koncie około 250 skoków spadochronowych. Często
bałem się o jej zdrowie. Jakiś czas temu, kiedy jej koleżanka z aeroklubu
lądowała na zapasowym spadochronie, bo ten właściwy się nie otworzył, miałem z
nią rozmowę i ostro powiedziałem, że to się może źle skończyć. Ona mi
odpowiedziała, że można zginąć, wykonując każdy zawód. Wzięła mnie nawet raz do
samolotu, z którego skakali. Ten samolot cały się trząsł, muszę przyznać, że
trochę się bałem, a oni z niego skakali.
W jaki sposób Justyna rozwijała swoje
talenty?
Z.M.: – Harcerstwo, po lotnictwie, było jej drugą miłością.
Była zastępową 93. Białostockiej Drużyny Harcerskiej. Jeździła jako opiekunka z
tzw. trudną młodzieżą na obozy letnie. Bardzo kochała dzieci, często się nimi
opiekowała. Ona kochała wszystkich ludzi. Zawsze nas przekonywała, że nie ma
ludzi niedobrych, że wszyscy są dobrzy, tylko trzeba to dobro w nich dostrzec.
Została przez nas, rodziców – tak jak jej brat – wychowana w duchu katolicyzmu i
patriotyzmu. Zawsze była dumna z tych wartości, które jej
przekazaliśmy.
Grażyna Potrykus: – Justyna była bardzo
ambitną dziewczyną. Po maturze wybrała szkołę lotniczą w Rzeszowie, bo uważała
ją za najlepszą w kraju. Co postanowiła, to przeprowadziła – dostała się do tej
wymarzonej szkoły. Tam zrobiła licencję pilota szybowców. Potem przeniosła się
do szkoły warszawskiej. Znałam ją jako osobę bardzo otwartą, zawsze chętną do
pomocy, szczerą. Wszystkie te cechy osobowości potwierdzają zresztą jej
przełożeni, którzy bardzo ją cenili jako fachowca, ale przede wszystkim jako
człowieka. W pracy mówiono o niej nie inaczej jak „nasza Justynka”. Już podczas
studiów w Warszawie przez rok latała jako stewardesa w Locie. Dziewczyna zdolna,
zawsze radosna, uśmiechnięta, ładna, stąd też szybko została zauważona.
Zaproponowano jej pracę w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego. Latała
w nim przez dwa lata. Była z tej pracy bardzo zadowolona, głównie dlatego, że po
prostu kochała latać.
Dziękuję za rozmowę.
