Odrodzenie elit dla Polski

Co za szczęście, że są jeszcze „moherowe berety”! W lot rozumieją, o co chodzi, a serce ich wypełnia prawdziwa nadzieja.

I żaden czas nie jest dla nich za trudny

Prof. Piotr Jaroszyński

Nie każde skupisko ludzkie jest społecznością. Do tego potrzeba organizacji, a organizacja oznacza hierarchię. Stąd jeśli jest mowa o społeczeństwie, to musi ono posiadać swoje elity, które stoją na czele społecznej hierarchii. Tyle że sposób wyłaniania elit może być różnorodny, raz może to być kryterium urodzenia, innym razem przynależność partyjna, a kiedy indziej osobiste predyspozycje i umiejętności. Bez hierarchii, a tym samym i bez elit nie ma społeczności pojętej jako środowisko samorządne. Co najwyżej może być albo luźne i tymczasowe zgromadzenie, albo też trwały obóz poddanych lub wręcz niewolników, którymi rządzi ktoś obcy dla swoich celów. Dlatego posiadanie własnych elit to sprawa kluczowa dla każdego społeczeństwa, które chce być suwerenne, a więc o sobie stanowić i realizować własne cele.

Nasze doświadczenia obejmujące okres ponad dwustu lat należą do wyjątkowo przykrych, a nawet tragicznych: zabory, wojna, komunizm – były to różne sposoby niewolenia polskiego Narodu, które polegały m.in. na tym, aby nasze własne elity zniszczyć, zawłaszczyć albo zatrzymać w rozwoju. Zniszczyć, to znaczy uwięzić, wywieźć lub zabić. Zawłaszczyć, to znaczy kupić, zastraszyć lub otumanić. A wreszcie tak skonstruować system edukacji i zawodowego awansu, aby nikt, kto mógłby być polskim liderem, jako Polak nim nie został.

W czasach PRL wszystkie bez mała stanowiska kierownicze były w gestii partii komunistycznej. Nie znaczy to, że każdy, kto był wyżej postawiony, musiał być członkiem PZPR, ale partia każdego musiała zatwierdzić, a przynajmniej mogła doprowadzić do jego usunięcia, czy to gdy chodzi o dyrektora fabryki, czy o rektora uczelni. Partia dysponowała tu nie tylko potężnym aparatem administracyjnym od I sekretarza, poprzez ministrów, aż po naczelników gmin, ale także milicją i nade wszystko tajnymi służbami zwanymi aparatem bezpieczeństwa. To wszystko sprawiało, że społeczeństwo było nie tylko pod kontrolą, ale było jakby obezwładnione. A choć żaden system nie jest do końca szczelny, to realnie biorąc, nie mogło być mowy, abyśmy mogli dorabiać się własnych elit. I nawet jeśli w środowiskach opozycyjnych powstawały elity niezależne, to dziś, po latach, odkrywając kulisy różnych działań, znajdujemy w materiałach IPN jakże liczne dowody na to, że było tam wielu agentów, zbyt wielu i zbyt wysoko umocowanych.

Patrzmy na rzeczywistość

Po roku 1989 wydawało się nam, że Polska odzyskała niepodległość, a to miało znaczyć nie tylko wolne wybory, ale nade wszystko powrót do ciągłości historycznej I i II Rzeczypospolitej. Jak wiemy, tak się nie stało. Swój byt rozpoczął PRL bis i w dużym stopniu trwa po dziś dzień. Co to jest PRL bis? To demokratyczny powrót do władzy działaczy partii komunistycznej, służb specjalnych, cywilnych i wojskowych, i opozycji, ale jakże często z obszarów międzynarodówki socjalistycznej. Słowem, nowe-stare elity i jakże niepolskie.

Wygląda to może przerażająco, ale jeśli cokolwiek chcemy zmieniać, to rzeczywistość musimy widzieć wyraźnie, aby nie dać się oszukać i za bardzo się nie dziwić, że sprawy przybierają taki, a nie inny obrót. Suwerenności raz utraconej tak łatwo się nie odzyskuje, zwłaszcza gdy przez dziesięciolecia państwo było organizowane przeciwko społeczeństwu. Z drugiej strony musimy pamiętać, że dzisiejsza kontrola społeczeństwa prowadzona jest za pomocą innych metod niż dawniej. Bezpośrednia przemoc i zastraszanie zeszły na plan dalszy, na plan pierwszy wysuwa się natomiast socjotechnika uzbrojona w system administracyjny i fiskalny, stanowione prawo, program edukacji i medialną propagandę. To są macki, które oplątują współczesnego człowieka, który albo nie wie, jak się bronić, albo nawet nie wie, że to się dzieje.

Choć na wiele rzeczy nie mamy aktualnie i wprost wpływu, to przecież za wszystkim stoją ludzie i ich koncepcje. Dlaczego u władzy są akurat ci, a nie inni? Władza nie spada z kosmosu, to są konkretni ludzie, których można, a czasem nawet powinno się zmienić. Dlaczego ci ludzie (premier, ministrowie) odwołują się do takich, a nie innych idei czy wręcz ideologii? To też wymyślili ludzie. A może popełnili błędy, jak choćby socjalizm ze swym „błędem antropologicznym” (Jan Paweł II)? Temu wszystkiemu trzeba się uważnie przyjrzeć, zająć stanowisko, a gdy trzeba – podjąć odpowiednie działanie. Gdy poddajemy się biernie tokowi wypadków w przekonaniu, że to jest jakieś fatum lub wyrok historii i tak być musi, to ulegamy jakiejś mistyfikacji. Bo to nieprawda, że tak musi być.

Niestety, owo fatum ma nie tylko środki zniewalania, ale jego sprzymierzeńcem możemy być my sami, i to w sposób bardzo prozaiczny. Ich sprzymierzeńcem jest nasze lenistwo, brak ambicji i nieumiejętność współdziałania. Bo choć rozrastają się środki zniewolenia, to jednak ciągle pozostaje spore pole dla naszej aktywności, w sposób jawny i legalny, a nie pokątny. I to trzeba wykorzystać.

Lenistwo oznacza brak chęci podejmowania osobistego wysiłku, człowiek patrzy na świat jak na telewizor, bacząc tylko na własną wygodę i zapominając, że telewizor to świat wirtualny i jakże często fikcyjny. Brak ambicji oznacza zanik chęci kształcenia się i rozwijania, poprzestanie na umiejętnościach czysto zawodowych, gdy właśnie do podjęcia wielu działań patriotycznych trzeba ciągle być chłonnym wiedzy, zwłaszcza że prawda o nas była i jest zakłamywana. A wreszcie krótkowzroczny egoizm nie pozwala nam zobaczyć, że nieliczne tylko cele możemy osiągnąć w pojedynkę. W wielu sferach konieczna jest współpraca, czyli umiejętność wyłonienia lidera, nawet jeśli nie jest idealny, a następnie słuchania go, gdy on potrafi wysłuchać innych, a decyzję podejmuje po uprzednim przemyśleniu. Ludzie, współdziałając, mogą lepiej się poznać, zdobyć do siebie zaufanie, sprawdzić się w różnych warunkach.

„Moherowe berety” kuźnią elit

Dla środowiska zwanego Rodziną Radia Maryja lub bardzo wdzięcznie „moherowymi beretami” obecne czasy są wielkim wyzwaniem. Jeżeli bowiem z jednej strony władze państwowe konsekwentnie dążą do pozbawienia nas suwerenności, otwierając, pod pozorem wolnego rynku, drzwi do nowoczesnego neokolonializmu, tak z drugiej strony napiera na nas wroga cywilizacji łacińskiej i katolicyzmowi cywilizacja neoliberalna z jej sztandarowym programem odrzucenia Dekalogu i Ewangelii, zwana nawet cywilizacją śmierci (Jan Paweł II). Jak tu być obojętnym? Jak tego nie widzieć? Tymczasem „moherowe berety”, mając świadomość tego, co się dzieje, pogłębianą codziennie za pośrednictwem Radia Maryja, Telewizji Trwam i „Naszego Dziennika”, wiedzą również, że nie można być biernym i obojętnym, że nie wolno popierać zła, lecz trzeba szukać dróg wyjścia. To wiąże się z roztropnym zaangażowaniem w sprawy społeczne, bo przecież nie tylko jako patrioci, ale również jako obywatele mamy obowiązek odpowiadania za dobro wspólne. Rodzina Radia Maryja musi się więc organizować. Tu zaś szczególną uwagę trzeba zwrócić na dwie sprawy. Po pierwsze, jak wyłaniać, a następnie jak chronić lokalne elity, po drugie, jak włączyć do tego działania młodsze pokolenia, aby poczuły wagę odpowiedzialności za Polskę. Działanie musi być wielopokoleniowe, przecież na jednym pokoleniu istnienie Polski nie może się skończyć.

Kreowanie elit musi być połączone z troską o edukację młodego pokolenia, bo to właśnie ono przejmie kiedyś odpowiedzialność za naszą Ojczyznę. Jest to o tyle pilne, że obecna polityka edukacyjna państwa ma na celu zagłuszenie patriotyzmu, by przygotować mobilną siłę roboczą, która będzie pracować na obszarze Unii bez poczucia związku z ojczystym krajem. Patriotyzm to nie abstrakt ani też chwilowe uczucie, ale postawa określająca nasz sposób postępowania. Tej postawy trzeba się uczyć od najmłodszych lat, w domu, w szkole, w kościele. Wtedy jednostki bardziej utalentowane chętnie zostaną liderami w środowiskach, które mają poczucie odpowiedzialności za wspólne dobro. Jeśli natomiast takiej formacji brak, to mamy to, co mamy, czyli jakże często przypadkowych ludzi, którym władza uderza do głowy. Nie tędy droga. Do odpowiedzialności trzeba być wychowywanym.

Rodzina Radia Maryja może korzystać z różnych ofert edukacyjnych, na różnym poziomie wiekowym i dla różnego poziomu wykształcenia. Trzeba z tego korzystać, zachęcać innych, bo dla każdego coś się znajdzie. W takim właśnie środowisku wyrastają i dojrzewają elity, a na owoce wcale nie będziemy musieli długo czekać, ponieważ siła kultury polskiej pozwoli na pokonanie przeszkód, wobec których dziś zdajemy się być ciągle bezradni. Również zaangażowanie w wybory, i to na różne szczeble władzy, nie tylko do parlamentu unijnego lub polskiego, ale również do władz lokalnych, łącznie z radami osiedla, a także z wyborami na ławników – to wszystko są pola bardzo konkretnego działania, w których Rodzina Radia Maryja może mieć wiele do powiedzenia i może osiągać sukcesy.

Pamiętajmy, że pesymizm bywa sztucznie zasiewany w społeczeństwie tylko po to, by różne mniejszości – polityczne, ideologiczne czy ekonomiczne – mogły przeforsować swoich kandydatów, którzy strzec będą interesów, ale nie polskich, będą promować chwytliwe idee, choć w gruncie rzeczy antychrześcijańskie, będą łudzić postępem, tyle że za cenę ludzkich nieszczęść. Pesymizm jest złym doradcą, bo my potrzebujemy wiary i zapału do skutecznego działania, które ma sens i przyszłość. My musimy bronić naszej prawdziwej tożsamości. Mówił o tym niegdyś z całym przekonaniem Prymas Tysiąclecia: „Nie będziemy się na gwałt laicyzować, dlatego że tu lub ówdzie ten 'produkt liberalistyczno-masoński’ doszedł do głosu i stał się schematem rzekomej postępowości. W rzeczywistości jest rzeczą co najmniej bezsensowną i śmieszną takie odzieranie człowieka żywcem ze skóry dziecięcia Bożego, aby zapomniał o wszystkim, o swoim pochodzeniu i wielkiej godności (18.01.1976)”. Po czym dodawał z całą mocą, że kto chce nas wynarodowić, „będzie sobie przedwcześnie kopać grób”.

Co za szczęście, że są jeszcze „moherowe berety”! W lot rozumieją, o co chodzi, a serce ich wypełnia prawdziwa nadzieja. I żaden czas nie jest dla nich za trudny. To z nich odrodzą się wspaniałe, polskie elity.

drukuj