Nowe fotele nie zrobią z tupolewa boeinga
Z generałem Romanem Polką, dowódcą jednostki specjalnej GROM w latach
2000-2004 i w roku 2006, p.o. szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego od 8
sierpnia 2007 r. do 15 stycznia 2009 r., rozmawia Anna Ambroziak
Porównuje Pan Tu-154M nr 102 do wyremontowanej syrenki, która może błyszczy,
ale nigdy nie będzie miała takich możliwości technicznych jak współczesne
maszyny.
– Tu-154M to nie jest nowoczesny samolot. Rozumiem kłopoty finansowe
Ministerstwa Obrony Narodowej. Należałoby jednak kupić nowe maszyny. Technologia
tupolewa jest z tych lat, co technologia syrenki. I nie zmieni tego fakt, że w
wyremontowanym w Samarze samolocie wstawiono najnowocześniejsze fotele. Dlatego
mówienie, że po modernizacji samolot ten stał się nowoczesny, jest absurdem.
Jest to stary samolot, który nie nadaje się do przewozu najważniejszych osób w
państwie. Jeszcze niedawno była mowa o tym, że do tego samolotu nie ma
trenażerów – piloci nie mogą więc szkolić się do latania na tej maszynie w
warunkach trudnych, ekstremalnych. W tej sytuacji bezpieczeństwo pasażerów nie
może być zagwarantowane. Innym zasadniczym problemem (poza tym, że jest to
przestarzała technologia) jest to, że ten typ samolotu bardzo źle się zapisał w
naszej historii. A bodaj najistotniejszy jest fakt, że nie mamy wyjaśnienia
przyczyn katastrofy smoleńskiej. Nie wiemy, co zawiodło w Tu-154M o numerze
bocznym 101, a już decydujemy się na powrót maszyny dokładnie tego samego typu
do latania z VIP-ami. Jestem głęboko zdziwiony decyzją ministra obrony Bogdana
Klicha, który zapowiedział, że wyremontowany w Rosji Tu-154M będzie służył
polskim VIP-om.
Panie Generale, jakie decyzje powinny zapaść co do tupolewa, który w
przyszłym tygodniu ma wrócić do Polski?
– Moim zdaniem, powinniśmy zupełnie zrezygnować z użytkowania tego samolotu. To,
że do czasu wyjaśnienia przyczyn tej katastrofy loty Tu-154M będą zawieszone,
nie zmieni faktu, że jest to stara technologia. Żadne modernizacje techniczne
nie spowodują, że maszyna zmieni się w nowoczesnego boeinga. Jestem przekonany,
że parametry tego samolotu, który niedługo ma do nas wrócić z Samary, nie będą
pozwalały na loty w bardzo trudnych warunkach. Powinniśmy dać sobie spokój z tym
samolotem i nie odkładać problemów z wyposażeniem specpułku w nowoczesne
maszyny, po prostu zakupić nowoczesną flotę śmigłowców.
MON deklaruje nawet przetarg na nowe samoloty…
– A z drugiej strony mówi o powrocie do 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa
Specjalnego wyremontowanego tupolewa… Mam wrażenie, że m.in. po to, by odwlec
procedurę zakupu nowej floty powietrznej. Obawiam się, że wrócimy niedługo do
sytuacji sprzed katastrofy w Smoleńsku, czyli do odkładanych nie wiadomo, na
jaki czas, decyzji o zakupie nowego sprzętu dla specpułku, który odpowiada za
loty z najważniejszymi osobami państwie. Myślę, że to m.in. z tego powodu
żołnierze 36. pułku wolą odchodzić do cywila, niż męczyć się na sprzęcie, który
– niestety – zawodzi.
W Biurze Bezpieczeństwa Narodowego powstał raport dotyczący ustalenia
kryteriów bezpieczeństwa lotów z najważniejszymi osobami w państwie. Jednym z
nich jest kwestia rozmieszczenia VIP-ów w samolocie oraz ich obowiązki w czasie
lotu.
– Czasami można odnieść wrażenie, że debata na ten temat odbywa się w
następującej konwencji: mówi się nie o tym, dlaczego wiadro jest dziurawe i
cieknie z niego woda, tylko o tym, jak poukładać w tym wiadrze jakieś rzeczy,
aby ta woda nie ciekła.
Porównanie raczej ironiczne…
– Bo ucieka się od problemu zasadniczego, czyli wyposażenia specpułku, o czym
mówiłem już wcześniej, i poprawy w wyszkoleniu naszych pilotów. W tym obszarze
nic nie zastąpi zdrowego rozsądku i odpowiedzialności poszczególnych dowódców.
Trudno jest napisać procedury do każdego zdarzenia, jakie nastąpiło lub nastąpi.
Nie da się wszystkiego przewidzieć. To dobrze, że jakieś procedury powstały. Nie
zmieni to jednak faktu, że w dalszym ciągu 36. specpułk nie szkoli się tak, jak
powinien, że nie jest tak, jak trzeba, wyposażony. Pisanie jakichś raportów,
ustalanie procedur to tylko pozorne ruchy, które nie wprowadzają żadnej nowej
jakości. Polscy piloci nie mają możliwości szkolenia się w trudnych warunkach,
bo nie posiadamy symulatora lotów, na którym mogliby ćwiczyć. Sytuacja co
najmniej dziwna, zważywszy na fakt, że mamy XXI wiek, a więc czas
skomplikowanych technologii, również wirtualnych. Uważam, że jeżeli nie
potrafimy zapewnić ćwiczeń dla pilotów, którzy mieliby latać na Tu-154M, to
najwyższy czas odejść od tego typu maszyn. Taki samolot powinien trafić do
muzeum, a nie do specpułku.
Poseł Tadeusz Iwiński (Lewica) powiedział rosyjskiej gazecie "Kommiersant",
że prezydent Bronisław Komorowski raczej nie będzie latał wyremontowanym
samolotem. Jak twierdzi, przyczyny takiej decyzji są emocjonalne. Według
Iwińskiego, samolotem mogą być przewożeni urzędnicy niższej rangi.
– Jak widać, same VIP-y dostrzegają to, że nie powinni latać na takim sprzęcie.
Dopóki nie ustali się przyczyn katastrofy z 10 kwietnia, należy odstawić ten
samolot na bok. To nie jest samolot na miarę XXI wieku – nie trzeba tu nawet być
specjalistą i wskazywać detali technologicznych. Wystarczy zdrowy rozsądek: w
tej katastrofie zginęła cała delegacja katyńska, 96 osób, w tym prezydent Lech
Kaczyński z małżonką, ministrowie, generałowie. To wystarczający dowód na to, że
tę maszynę trzeba odstawić. Sam generał Stanisław Koziej zanim został szefem
BBN, mówił, że w wojsku potrzebny jest skok technologiczny. Pora więc przejść od
słów do czynów.
Dziękuję za rozmowę.
