Nie będę odpowiadał oszczerstwami na oczernianie
Czy minister obrony narodowej odtajni dokumentację dotyczącą posła Pawła Kowala?
Z posłem Pawłem Kowalem, wiceprzewodniczącym Klubu Parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, byłym wiceministrem spraw zagranicznych, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Piątkowy „Dziennik” zarzucił Panu kontakty z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Zapytam wprost, czy współpracował Pan z tajnymi służbami wojskowymi?
– Wielokrotnie mówiłem i jeszcze raz to powtórzę – nie współpracowałem. Natomiast ten artykuł uważam za próbę zdyskredytowania mnie w oczach opinii publicznej, a opieram to swoje przekonanie zarówno na kontekście politycznym całej tej sprawy, jak i na konkretnych komentarzach, które miały pokazać, że powiązany być może nawet w sposób przestępczy z tajnymi służbami, byłem chroniony przez moich kolegów z partii. Dlatego takie zachowanie uważam za nieetyczne.
Czemu zatem ma służyć ten atak? Ktoś próbuje Pana wrabiać?
– Jeżeli pyta pan, czy ktoś próbuje mnie wrabiać, to odpowiem: tak, faktycznie mam takie wrażenie. Natomiast w życiu człowieka są momenty, kiedy pewne rzeczy trzeba postawić pryncypialnie, szczególnie wypowiadając się na łamach katolickiej gazety, jaką jest „Nasz Dziennik”. Zatem dopóki nie będę miał dowodów, nie będę odpowiadał oszczerstwami na oczernianie.
A ma Pan jakieś podejrzenia?
– Zawsze ma się jakieś podejrzenia, ale proszę wybaczyć, ja i tak już nic więcej na ten temat nie powiem. Uważam bowiem, że w tak poważnych sprawach, dopóki nie ma się jednoznacznych dowodów, lepiej jest milczeć.
Powróćmy może do sprawy opisywanej w tym artykule. Czy miał Pan świadomość, że spotyka się z oficerem WSI i jest przedmiotem inwigilacji?
– Nie, nie miałem. Kiedy jej nabrałem, dążyłem, zresztą skutecznie, do niepodtrzymywania jakichkolwiek kontaktów. Nie dałem też żadnych podstaw nikomu, żeby dzisiaj być przedmiotem ataków. Jestem całkowicie przekonany, że ujawnienie kulisów tej całej sprawy kiedyś nastąpi i nawet ci, którzy dzisiaj mają jakiekolwiek wątpliwości, nabiorą pełnego przekonania o tym, że mówię prawdę.
A na czym polegały próby wciągnięcia Pana do współpracy z WSI?
– Kilkakrotnie po 1989 r. mnie nagabywano. W samym fakcie pomagania instytucjom państwa nie widzę nic zdrożnego, natomiast formy, jakie czasami to przyjmuje, są niedopuszczalne, podobnie jak używanie tej sprawy jako oszczerstw w życiu politycznym.
Kto i w jakim trybie powinien, Pana zdaniem, wyjaśnić tę sprawę?
– Chcę podziękować panu premierowi Janowi Olszewskiemu za włączenie się w tę sprawę. Wierzę, że uda mu się znaleźć formę prawną, bym mógł stanąć przed komisją weryfikacyjną ds. byłych służb WSI w jakimś specjalnym trybie, bo przecież nie ma podstaw, by uważać mnie za współpracownika. A zatem, trzeba będzie znaleźć jakąś odpowiednią formułę prawną, która pozwoli mi złożyć wyjaśnienia przed komisją i mam nadzieję, że taką znajdziemy. Myślę, że może tu pomóc minister obrony narodowej, do którego apeluję o odtajnienie dokumentacji dotyczącej mojej osoby.
Kilka dni temu na łamach „Naszego Dziennika” ostro skrytykował Pan zalecenie ministra Sikorskiego, który zlecił swoim urzędnikom unikania kontaktów z konkretnymi działaczami polonijnymi, krytycznie nastawionymi do rządu premiera Tuska. Czy to stanowisko może mieć związek z atakiem na Pana osobę?
– Powtarzam jeszcze raz, że to, co mi zrobiono, jest bardzo poważne i dopóki nie będę miał stuprocentowej pewności, nie chcę i nie będę nikogo oskarżał. Dopuszczam jednak możliwość, że moje bardzo pryncypialne wypowiedzi nie tylko w tej sprawie, ale także w różnych innych, jak chociażby w kwestiach polityki zagranicznej czy polityki wewnętrznej Polski, zwłaszcza w obecnym czasie, mogą budzić czyjś niepokój czy kogoś razić.
W obliczu wczorajszych oskarżeń pod adresem Pana padło też wiele słów solidarności m.in. ze strony PiS. Z drugiej jednak strony, zważywszy na to, że ma Pan się znaleźć w Komitecie Politycznym PiS – czy nie była to jakaś wewnętrzna rozgrywka w ramach ugrupowania, która miała podważyć Pana autorytet?
– Nie, nie dopatruję się takich działań. Natomiast jakaś forma wpływania na sytuację partii z zewnątrz jest możliwa, bo panuje powszechna opinia, że jest to dodatkowy kontekst tej sprawy. Natomiast wszystkim, którzy przesyłają mi wyrazy solidarności, bardzo jestem wdzięczny. To pośrednio potwierdza, że odbiór takiej informacji podanej publicznie został potraktowany jako forma niesłusznej dyskryminacji mojej osoby. Takie zachowania dodają otuchy w polityce.
Czy będzie Pan dochodził swoich praw?
– Tekst publikacji jest już przedmiotem analiz dwóch znanych prawników. Sprawa znajdzie swój finał w sądzie.
Dziękuję za rozmowę.
